– Nienawidzę złodziei, Liso. Nienawidzę złodziei – mruknął Alfred przerażającym tonem, który posłał zimny dreszcz wzdłuż kręgosłupa Lisy. Szybko odwróciła od niego wzrok, gdy wstał z kanapy.
To? Chwileczkę, czy on sugerował, że ukradła jego zegarek? – pomyślała, gdy Alfred szarpnął ją za włosy i uderzył tak mocno w twarz, że z nosa poleciała jej krew.
Łzy napłynęły jej do oczu i z bólu wykrztusiła
















