Krzyki te nie należały jednak do Vivienne, lecz do Barretta.
— C-co się stało? — podwładni wymienili niespokojne spojrzenia.
Pięć minut później wróciła Vivienne, bez ani jednego zadrapania. Rozprostowała kark, a jej twarz pozostawała beznamiętna, jakby nic się nie stało. Nawet jeden kosmyk włosów nie był w nieładzie.
— Załatwiłaś go? — zapytała Lyra.
— Mm-hmm, minęły lata, odkąd to robiłam, więc t
















