„Tylko spójrzcie, jak bezwstydnie zachowuje się ten człowiek! To niedorzeczne!” – pomyślała Vivienne. Zawsze postrzegała Dominica jako kogoś o nienagannych zasadach moralnych, kto nigdy nie dopuściłby się zdrady.
Ostatecznie… ten sam mężczyzna, którego tak bardzo ceniła, zrzucił na nią bombę atomową. Nie tylko zamierzał poślubić swoją kochankę, ale spodziewali się też dziecka.
To był ostatni impuls, którego Vivienne potrzebowała, by całkowicie pójść naprzód. Cień smutku w jej sercu ulotnił się bez śladu.
– Czyli to oznacza, że mnie zdradzałeś, prawda?
Zanim Dominic zdążył odpowiedzieć, Isolde pośpiesznie stanęła między nimi. Z załzawionymi oczami powiedziała: – Pani Ashcroft, to wszystko moja wina! Jeśli poczuje się pani lepiej, może mnie pani ukarać w dowolny sposób…
„Czy ta kobieta myśli, że jest w jakiejś operze mydlanej? Szczerze mówiąc, byłaby świetną aktorką”.
– Doprawdy? – Vivienne uniosła rękę wysoko, jakby zamierzała wymierzyć policzek.
Gdy tylko Isolde zdała sobie sprawę z tego, co ma nastąpić, pisnęła i czmychnęła za plecy Dominica.
– Czy nie mówiłaś, że mogę cię ukarać, jak tylko zechcę? Dlaczego się chowasz? – Vivienne przybrała sztuczny uśmiech, przeczesując palcami włosy i zakładając je za ucho.
– Nie bądź taka dramatyczna, nie jestem brutalem. Nie zamierzam cię bić, jak to zwykle robią w filmach.
– Jeśli naprawdę się kochacie, z przyjemnością wycofam się z tego związku!
– C-co?
Isolde oniemiała po jej słowach. Początkowo przygotowała się do roli ofiary, ale okazało się, że wcale nie musi wyciągać tej karty.
„Wygląda na to, że plotki były prawdziwe – Dominic i Vivienne rzeczywiście byli tylko w małżeństwie kontraktowym. Bo dlaczego inaczej byłaby tak miła dla kochanki swojego męża?”.
Vivienne mówiła dalej: – Skoro mnie zdradziłeś, to sprawiedliwe byłoby wprowadzenie kilku korekt do naszej ugody.
Słysząc, że Vivienne chce zmiany w swojej rekompensacie, Isolde tak się zdenerwowała, że porzuciła swoją maskę.
– Dominic powiedział już, że da ci 40 milionów dolarów wraz z całym penthouse'em! I tak jest wystarczająco hojny! Poza tym rodzina Blackwood włożyła wiele wysiłku w sprzątanie bałaganu, który narobiła twoja rodzina. Jak możesz być tak bezwstydna…
Vivienne o mało nie wybuchnęła śmiechem, widząc, jak Isolde wychodzi z roli.
– Ojej, nie mamy jeszcze nawet prawnego rozwodu, a mała panna kochanka ma już coś do powiedzenia w kwestii jego finansów? Boisz się, że twój mężczyzna straci wszystkie pieniądze przez ten rozwód? Kto tu właściwie jest chciwy, hm?
Po usłyszeniu tej odpowiedzi, z twarzy Isolde odpłynęła cała krew.
– N-nie to miałam na myśli…
Dominic przez całą tę wymianę zdań pozostawał spokojny i opanowany. Wpatrując się w Vivienne z onieśmielającą aurą, wyrzekł tylko: – Kontynuuj.
Vivienne przyjęła jego miażdżące spojrzenie z podniesionym czołem i wyliczyła swoje nowe warunki. – Nie chcę twoich pieniędzy ani penthouse'u. Po prostu przekaż mi swoją kancelarię prawną.
– Mówiąc o kancelarii, masz na myśli Blackwood & Co.? – Dominic zmrużył oczy, przeszukując pamięć.
Będąc na szczycie ośmiu najpotężniejszych rodzin w Veridian Bay, rodzina Blackwood była zaangażowana w najróżniejsze interesy. Pojedyncza kancelaria prawna nie była na tyle znacząca, by zajmować miejsce w pamięci Dominica.
Jednak mgliście przypominał sobie jej istnienie, ponieważ była odpowiedzialna za prowadzenie wszystkich spraw prawnych rodziny Blackwood. Postrzegał ją niemal jako organizację charytatywną, skoro pracownicy zarabiali wysokie pensje przy niewielkiej ilości pracy.
Kancelaria po prostu nie miała dla rodziny Blackwood żadnej wartości ekonomicznej.
„Ta kobieta decyduje się odrzucić 40 milionów dolarów i zamiast tego prosi o tak bezwartościowy składnik majątku? O czym ona myśli?”.
Nagle zaczął postrzegać Vivienne w nowym świetle. Choć minęło zaledwie kilka dni, wydawała się… zupełnie inną osobą.
– Cóż, to mój jedyny warunek. Wkrótce prześlę ci poprawioną kopię dokumentów… Robi się późno, więc jeśli pozwolicie…!
– O, i życzę wam owocnego życia z waszą małą kochanką.
Vivienne uniosła podbródek i posłała im usatysfakcjonowany uśmiech, jakby właśnie dobiła fenomenalnego targu. Niestety, jej chłodna postawa trwała tylko sekundę.
W głowie zaczęło jej się kręcić, a chwilę później przed oczami zapadła ciemność…
















