Następnego dnia Vivienne pojawiła się w sądzie o 8:30 rano, mimo że umówili się na dziewiątą.
Nie dość, że przybyła wcześniej, to jeszcze zadbała o mocny makijaż i swój ulubiony strój: sukienkę w kolorze różanej czerwieni z dekoltem typu halter. Z długimi włosami spiętymi w kucyk, skóra na jej szyi i plecach lśniła w jasnym świetle słonecznym.
W połączeniu z jej elegancką, a zarazem chłodną postawą, z oddali wyglądała anielsko.
Niestety, poprzedniej nocy nabawiła się przeziębienia. Jej ciało płonęło gorączką, co sprawiało, że czuła się dość słaba.
Punktualnie o 9:00 rano na parking przed sądem wjechał srebrny Bugatti Veyron. Chwilę później powitał ją lodowaty wyraz twarzy Dominica, gdy wysiadał z pojazdu.
Jego oczy błysnęły przez ułamek sekundy, gdy zobaczył tam stojącą Vivienne, ale z jakiegoś powodu szybko zastąpił to wyrazem pogardy.
— Cóż, czyż nie jesteś podekscytowana? — prychnął Dominic, mijając Vivienne i kierując się prosto do wydziału zajmującego się sprawami rozwodowymi.
„...O co mu chodzi?!” — pomyślała Vivienne, wpatrując się w wysoką sylwetkę. „Czy to nie ty jesteś tym podekscytowanym? Praktycznie biegniesz do okienka!”
Procedura przebiegła bardzo sprawnie. Musieli jedynie podpisać kilka dokumentów, co zajęło niecałe dziesięć minut.
— Zgodnie z nowym prawem, we wszystkich sprawach rozwodowych obowiązuje miesięczny okres do namysłu. Jeśli któreś z państwa zechce wycofać pozew, należy dostarczyć wymagane dokumenty przed upływem trzydziestu dni — wyjaśnił urzędnik, wręczając im formularze wniosków.
Pracując w sądzie od lat, był świadkiem niezliczonych łez i kłótni podczas postępowań rozwodowych. Po raz pierwszy spotkał w tym miejscu tak opanowane osoby.
Po prostu nie mógł pojąć, dlaczego ta para się rozwodzi. Wyglądali, jakby byli dla siebie stworzeni, zwłaszcza biorąc pod uwagę ich urodę.
Vivienne natychmiast wzięła papiery i przejrzała klauzule. Mruknęła do siebie sarkastycznie: — Istnieje okres do namysłu przy rozwodzie, ale nie przy ślubie? Gdyby to prawo dotyczyło również małżeństw, ja... —
Oblicze Dominica pociemniało. Z zimnym uśmieszkiem rzucił: — O? Chcesz powiedzieć, że nie wyszłabyś za mnie, gdyby istniał okres do namysłu przed ślubem?
— Skądże! — Vivienne uniosła brew. — Wyciągnęłam od ciebie 40 milionów. 40 milionów! Przeciętna kobieta nie mogłaby nawet marzyć o zarobieniu takich pieniędzy w ciągu całego życia. Chyba można powiedzieć, że trafiłam na żyłę złota!
Dominic był wyraźnie poirytowany jej reakcją. Z frustracją szarpnął za krawat.
Dawna Vivienne zawsze była bardzo uległa, jakby nie miała własnego zdania. Im bliżej było do rozwodu, tym ostrzejsze i bardziej złośliwe stawały się jej słowa.
W momencie, gdy mieli się już rozstać, z tyłu dobiegł łagodny głos. — Dom, skończyłeś już?
Vivienne odwróciła się i zobaczyła, że to Isolde!
Isolde miała na sobie białą letnią sukienkę, a jej spojrzenie było przepełnione nutką smutku. Wyglądała jak dmuchawiec, który rozpadnie się przy najmniejszym podmuchu wiatru. Na jej twarzy nie było ani śladu arogancji, którą pokazała podczas ich pierwszego spotkania.
Poza tym Vivienne zauważyła lekko zaokrąglony brzuch kobiety.
— Czy nie mówiłem ci, żebyś poczekała na mnie w samochodzie? Co tu robisz?
— Na zewnątrz jest zimno. To dziecko jest ważne dla naszej rodziny, nie możemy pozwolić, żebyś zachorowała w ciąży.
Głos Dominica brzmiał chłodno i zdystansowanie, jak zwykle.
Widząc ich oboje, Vivienne nie mogła oprzeć się poczuciu zdrady. W głębi duszy czuła się ogromnie pokrzywdzona.
— Nie uważa pan, że należą mi się wyjaśnienia, panie Blackwood?
Dominic beznamiętnie odwzajemnił spojrzenie Vivienne.
— Nic ci nie jestem winien.
















