Perspektywa Belli
"Możesz wracać do akademika, kochanie. Byłaś bardzo szybka i efektywna! Aż trudno uwierzyć, że udało ci się tyle zrobić, i to pierwszego dnia!! Jestem pod wrażeniem, panno Diaz" – chwaliła dziekan, promieniując.
"Bardzo dziękuję, pani dziekan" – odpowiedziałam uprzejmie i odłożyłam uporządkowane akta na odpowiednie półki. "Jest pani bardzo miła, ale prawda jest taka, że jest pani dobrym nauczycielem. Nie było trudno się połapać, kiedy pani mi wszystko pokazała" – szczerze doceniłam przełożoną z uśmiechem.
Poklepała mnie po ramieniu i uśmiechnęła się, po czym zaczęła wychodzić z pokoju.
Nagle przypomniałam sobie o moim zakwaterowaniu z Kaiem i gwałtownie się odwróciłam, żeby zapytać dziekan o zmianę pokoju, ale zawahałam się.
Czy ona mnie wysłucha?
Jakby wyczuwając mój nagły moment, złapała mnie na rozważaniu, czy wygarnąć jej moje skargi, i zachichotała: "Swędzi cię język, żeby mi coś powiedzieć, kochanie, ale wydajesz się taka niezdecydowana. Może wyrzucisz z siebie swoje troski, a ja ci pomogę?", zaproponowała dziekan z pocieszającym uśmiechem.
"Złapała mnie pani, pani Sanchez" – zaśmiałam się nerwowo. "Nie chcę nikogo urazić, ale chyba system przydzielił mi pokój z nauczycielem płci męskiej przez pomyłkę – a konkretnie z panem Kaiem Graysonem" – wyraziłam otwarcie swoje obawy.
Uśmiech dziekan zrobił się jeszcze szerszy i pokręciła głową z rozbawieniem.
"To nie jest awaria systemu, dziecko" – zachichotała dziekan. "Celowo zakwaterowałam cię z moim adoptowanym wnukiem" – dodała.
Spojrzałam na nią w szoku i jakoś wykrztusiłam "O!".
Wyczuwając potrzebę dalszego wyjaśnienia, dziekan kontynuowała: "To dziecko z pewnością przeszło straszliwą przeszłość, zanim wzięłam go pod swoją opiekę, co niestety uczyniło go dojrzalszym niż na swój wiek. Stara się osobiście mi się odwdzięczyć, pracując tutaj, i zapomniał, że jest dzieckiem i też musi zawierać przyjaźnie z rówieśnikami. Ponieważ nigdy nie nawiązał przyjaźni z żadnym z już przyjętych studentów, uznałam twoje przyjęcie za dobrą okazję, aby mógł wejść w interakcję z kimś w jego wieku i o podobnym poziomie intelektualnym. Jesteś wiarygodną studentką, panno Diaz. Jestem pewna, że zaopiekujesz się moim Kaiem" – zakończyła dziekan z nadzieją, a ja oniemiałam.
Brzemię opieki nad samym diabłem.
Nie, dziękuję.
Wolałabym spać na ulicy niż przejmować się tym bezkręgowym łobuzem i się nim "opiekować".
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Perspektywa Belli
"Skurwysyny" – wymamrotał męski głos, gdy drzwi wejściowe otworzyły się i zamknęły, a następnie rozległy się gniewne kroki i wynikające z nich trzaskanie drzwiami pokoju obok mojego.
Wow!
Ktoś wydawał się być w kwaśnym nastroju.
Ciekawe, co mu dzisiaj wpadło do gaci.
Potem wszystko umilkło.
Za godzinę miała być kolacja.
Zostałam wychowana na damę i kobietę słowa.
Równie dobrze mogę zacząć gotować i dotrzymać swojej części umowy.
Lepiej nie zadzierać z panem Burkiem dzisiejszego wieczoru.
Wciągając szorty i wychodząc z pokoju tylko w sportowym staniku, postanowiłam ugotować coś zdrowego i sycącego i od razu zabrałam się do pracy.
Wszystko w lodówce było dobrze zaopatrzone, a szafki kuchenne idealnie zorganizowane.
Ten mężczyzna naprawdę cierpiał na ekstremalny przypadek OCD, jeśli to w ogóle możliwe!
Wszystko w tym mieszkaniu było doskonale zorganizowane i nie narzekam, bo sama jestem taka sama!
Zanim drzwi pokoju Kaia w końcu się otworzyły, wszystko było gotowe do podania, parujące.
"Hmm. Ty gotowałaś?" – zapytał Kai ze zdziwieniem, natychmiast przejmując kontrolę nad składnikami do dekoracji.
"Tak, oczywiście. Dlaczego jesteś taki zdziwiony?" – zapytałam, wykonując wiele zadań naraz i doprowadzając kuchnię do porządku.
"Bo jesteś smarkula i ci nie ufam. Ty pierwsza jesz. Nie chcę zostać otruty" – odparował Kai opryskliwie.
Co do cholery?!
Jaki problem miał ten mężczyzna?
Czy nie mógł być miły choćby przez sekundę i docenić tego, co dla niego zrobiłam?
Dupek.
"Jesteś takim kretynem, nauczycielu. Wiesz o tym?" – wściekle spojrzałam, a w zamian dostałam rozbawiony, zadowolony wyraz twarzy.
"No, migiem. Pospiesz się i jedz" – uśmiechnął się i podał mi trochę wszystkiego na talerzu, a jeśli myślisz, że podał mi jedzenie losowo na talerzu, to jesteś w cholerę w błędzie.
Wszystko było ułożone w spektakularny, improwizowany wzór, a moje oczy rozszerzyły się, gdy nabrał łyżkę jedzenia i sam mnie nakarmił!
Co do cholery!!
Po upuszczeniu pary, przytrzymał łyżkę blisko moich ust i poprosił mnie, żebym delikatnie to zjadła.
Wpatrując się w niego w szoku, mechanicznie przybliżyłam usta i spróbowałam wszystkiego, co mi zaoferował.
Zadowolony z "wyniku", że nie wyplułam dramatycznych kłębów zielonych wymiocin lub niebieskiej trucizny, ponury, humorzasty mężczyzna nagle zamienił się w wesołego, beztroskiego chłopca i chętnie nałożył sobie wszystko na talerz.
Gdy tylko wygodnie usiadł i spróbował zjeść pierwszy kęs, nagle otrząsnęłam się z oszołomienia i krzyknęłam: "NIE! NIE JEDZ TEGO!!"
Zmarszczył brwi i zapytał napięcie: "Dlaczego nie?"
"Tam nie ma soli! Poczekaj!!" – zawołałam, a Kai wybuchnął śmiechem i włożył do ust jedzenie, które zrobiłam, chętnie i radośnie.
Patrząc na niego, nie mogłam powstrzymać się od myśli, że jedzenie jak dziecko i emanowanie takim blaskiem szczęścia pasuje do tego wspaniałego mężczyzny.
Szkoda, że musiał być też aroganckim draniem.
Uroczy kretyn.
Cholera. Co się ze mną dzieje? Nazwałam go uroczym. Ble!
"Co tam robisz, Bella?" – głęboki głos Kaia nagle wyrwał mnie z marzycielskich rozważań. "Chodź i dołącz do mnie. Wiesz, że cię nie ugryzę, prawda?" – dodał z zaczepnym uśmiechem.
"Jedz. Ja wszystko posprzątam, a potem zjem" – wymamrotałam speszona i odwróciłam się, żeby zabrać się do pracy, ale nagle moje ramię zostało przytrzymane przez ciepłą dłoń od tyłu, zmuszając moje ciało do szarpnięcia się do tyłu.
Odwracając się, uniosłam pytająco brew, a Kai odpowiedział: "Nie. Zostaw to. Jedz ze mną" – powiedział cicho. "Jedz, zanim jedzenie ostygnie. Ja po nas posprzątam. Nie martw się" – dodał łagodnie.
Wzdychając, zajęłam miejsce naprzeciwko niego i nałożyłam sobie porcję.
"Dobrze gotujesz" – skomentował Kai, nakładając sobie obficie drugą porcję.
Czy on je tyle każdego dnia?
Jak on w ogóle pozostaje taki wysportowany?
Dziwne.
"A ty wyglądasz jak zagłodzone zwierzę" – odpowiedziałam z zadowolonym wyrazem twarzy.
Jestem okropną osobą, z którą można zadzierać.
Wiem.
Ale nic na to nie poradzę.
Zachowywał się gorzej ode mnie.
"Dziękuję za kolację, panno Diaz" – powiedział nagle i odsunął krzesło. "Ja pozmywam jutro rano i nie musisz już dla mnie gotować żadnych posiłków. Dobranoc" – powiedział chłodno i zabrał z stołu swój pełny talerz.
Ale on nawet nie skończył!
O cholera.
Ten mroczny wyraz na jego twarzy.
Jest zły. Całkowicie zły na mnie. Cholera!
Pośpieszyłam w jego kierunku i zanim zdążył włożyć talerz do lodówki, złapałam go za rękę i odebrałam mu talerz, prowadząc go z powrotem do stołu trzymając go za tę samą rękę.
"Hej! Co ty do cholery robisz, panno Diaz" – krzyknął gniewnie, ale nadal prowadziłam go z powrotem na jego miejsce i zmusiłam go do ponownego usiądzenia.
"Proszę, nie idź. Przepraszam. Ten komentarz był zupełnie nie na miejscu i dziękuję za docenienie mojego gotowania. Tak naprawdę nie mam nic przeciwko gotowaniu dla nas obojga każdego dnia. Właściwie, możemy wprowadzić kilka ustaleń dotyczących naszych posiłków i przydzielić sobie nawzajem obowiązki" – powiedziałam szczerze, a Kai na szczęście w mgnieniu oka wrócił do swojego radosnego ja, co bez powodu ogrzało moje serce.
"W porządku i tak, możemy gotować na zmianę śniadania i kolacje" – odpowiedział, a ja skinęłam głową w zgodzie.
To była uczciwa propozycja.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
Perspektywa Kaia
Kurwa!
Straciłem panowanie nad sobą.
Minęło tyle czasu, odkąd jadłem coś tak domowego i sycącego.
Dziekan zawsze była dla mnie kochającą babcią, odkąd wzięła mnie pod swoją opiekę, ale ciepłe uczucie mojego prawdziwego domu, wzbudziło we mnie emocje, których nigdy wcześniej nie czułem w ciągu ostatniej dekady poprzez coś tak prostego jak jej jedzenie!
"Czym się zajmują twoi rodzice, Bella?" – zapytałem, prowadząc swobodną rozmowę podczas kolacji.
"Nie mam żadnych. Jestem sierotą" – odpowiedziała.
Co!?
Ale powiedziała, że jej rodzice rozmawiali z dziekanem!
Wredna kłamczucha. Nghh.
"Więc skłamałaś" – stwierdziłem chłodno.
"Nie, nie skłamałam. Założyłeś, kiedy mnie obrażałeś tamtego dnia" – prychnęła.
"Więc przepraszam" – odpowiedziałem i wstałem, żeby zabrać talerze.
"Zdejmij ze mnie obowiązek u dziekan" – zaproponowała.
"Jestem twoim nauczycielem, panno Diaz" – przypomniałem jej surowo. "Mogłem wcześniej zachowywać się jak kolega student, ale pozwól mi przypomnieć, że możemy być w tym samym wieku, jednak nadal jestem twoim seniorem pod względem statusu i będę wdzięczny, jeśli będziesz rozmawiać i zachowywać się odpowiednio. Nawet w tym mieszkaniu. Jeśli masz jakieś inne skargi, zgłoś je mi na zajęciach, a to, co zrobiłaś dzisiaj, było nie do przyjęcia, więc twoje godziny u dziekan są uzasadnione" – oświadczyłem chłodno i wpadłem z powrotem do mojego pokoju po wrzuceniu naczyń do zlewu.
Świetnie!
Teraz nie będę mógł spać w nocy.
Bo naczynia nie zostaną umyte, a w kuchni będzie bałagan.
Równie dobrze mogę wstać o północy i wszystko posprzątać.
Do tego czasu musiałem się uspokoić.
Nie mogłem nawet zrozumieć, dlaczego do cholery dziekan przydzieliła moją prywatną kwaterę komuś tak denerwującemu jak ta smarkula.
Chciałem tylko, żeby ten rok szybko się skończył.
Chciałem, żeby ta głupia dziewczyna stąd zniknęła jak najszybciej.
Ughh.
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *
















