Pojechaliśmy do Londynu taksówką. Lucien nie odezwał się ani słowem, dopóki nie wypił nie jednego, ale dwóch piw.
My z Luciusem też niewiele mówiliśmy. Martwiliśmy się o Luciena.
— Myślisz, że z nim w porządku? — zapytałam Luciusa cichym głosem. Lucien siedział przy oknie pubu, kilka miejsc od nas.
— Wychowano go w oparciu o wizerunek i status. To dla niego trudne — odpowiedział Lucius.
— Przypadk














