– RICHARD! – wrzasnęłam z gniewem. Miałam już dość tego nieludzkiego króla. Sama z nim skończę.
Richard, niby zły wąż, wyślizgnął się z kłębowiska walczących szaróskórych i wampirów, po czym wyszedł na środek sali, by na mnie spojrzeć.
Lucien krzyknął w moim umyśle: EVANGELINE, NIE RÓB TEGO, ale postanowiłam go zignorować.
– Nigdy nie przestanie, dopóki nie dostanie tego, czego chce – powiedzia














