Perspektywa Kaelena
Matka wydaje z siebie zduszony szloch, upadając na kolana przy łóżku. – Kaelenie, synu, proszę... – błaga, a jej drżące dłonie sięgają ku mnie, lecz w połowie drogi zamierają, jakby bała się, że jej je połamię. – Nie rób tego, Kaelenie. Nie stawaj się taki. Nie musisz się taki stawać.
Stawać się taki...
Było już na to o wiele za późno.
– Spójrzcie na siebie teraz – powiedziałem














