Klauzula Imperium

Klauzula Imperium

Autor: Katty&Cutie

Sierociniec
Autor: Katty&Cutie
13 cze 2026
Tessa – Hej, ty – powiedziała, gdy weszłam do sali rekreacyjnej, gdzie siedziała przy dużym okrągłym stole w otoczeniu grupki dzieci. – Tessa! – krzyknęło kilkoro z nich, biegnąc, by mnie uściskać. – Cześć, dzieciaki! – przywitałam każde z nich przytuleniem. – Co cię sprowadza? – zapytała Piper. Wzruszyłam ramieniem, spojrzałam na dzieci, a potem na nią. Skinęła mi subtelnie głową, rozumiejąc, że to nie jest rozmowa przy dzieciach. – Chciałam wpaść i zobaczyć moje ulubione osoby na świecie – powiedziałam z uśmiechem. Piper uśmiechnęła się szeroko. – Dziękujemy. Wiesz, jak bardzo doceniają twoje wizyty. Słuchajcie, myślę, że Tessa chce zrobić jeden z naszych naszyjników z koralików. Grupa wybuchła entuzjazmem, co zawsze poprawiało mi nastrój. Kochałam to, że mogłam choć trochę rozjaśnić ich dni. Dzieci w tej grupie były w wieku od pięciu do dziesięciu lat. Niektóre niedawno zostały osierocone, inne straciły rodziców krótko po urodzeniu. Nigdy nie zaznały tego, co oznacza posiadanie kochającej matki i ojca. Piper pracowała jako koordynatorka zajęć w sierocińcu od prawie pięciu lat i niestety niektóre dzieci były tu dłużej, czekając, aż osiągną pełnoletność i opuszczą system. – Możesz usiąść ze mną, Tessa – powiedziała nieśmiałym głosem jedna z dziewczynek. – Z przyjemnością usiądę z tobą, Sophie. Wzięła mnie za rękę i zaprowadziła do swojego miejsca przy dużym okrągłym stole. Usiadłam na małym plastikowym krześle obok niej i pomogłam jej robić naszyjnik. Dzieci opowiadały mi o wszystkim, co robiły w szkole i kto co robił w domu dziecka. – Dobra, słuchajcie, czas posprzątać i przygotować się do kolacji – ogłosiła Piper po dobrej godzinie nawlekania koralików. Dzieci pożegnały się ze mną. Obiecałam, że niedługo znów się zobaczymy, zanim wyszły z sali, dając Piper i mnie szansę na rozmowę. Rozejrzałam się po sali zajęć, dostrzegając wszystkie subtelne oznaki kreatywności Piper. – Nie było Leo – zauważyłam. Piper uśmiechnęła się. – Nie, w zeszłym tygodniu został adoptowany przez uroczą rodzinę. Moje usta otworzyły się ze zdziwienia. – Żartujesz. To wspaniale! Skinęła głową. – Pasowali do siebie idealnie. Niewiele dzieci zostaje adoptowanych w wieku dziesięciu lat, ale oni się w nim zakochali, a on był w siódmym niebie. On płakał, ja płakałam, wszyscy płakali, kiedy odjeżdżał, ale to były łzy radości. – Tak się cieszę jego szczęściem. Będę za nim tęsknić, ale cieszę się, że znalazł własną rodzinę. – Ja też. Więc co cię sprowadza? Znała mnie dobrze. – Ciężki dzień na sesji. Jęknęła. – Kolejny palant fotograf? – Victor. Przewróciła oczami. Victor był tematem moich narzekań od lat. Sytuacja się poprawiła, ale on nadal był gburowaty. – Co tym razem zrobił? Pokręciła głową. – Mnie nic. Musztrował jedną z nowych dziewczyn. Nienawidzę patrzeć, jak traktuje te nowe w ten sposób. Są takie młode i podatne na wpływy. Piper uśmiechnęła się. – Nienawidzisz patrzeć, jak ktokolwiek jest źle traktowany, bez względu na to, kim jest. To właśnie czyni cię tak wyjątkową. Masz największe i najmilsze serce ze wszystkich, których znam. Serio, myślę, że urodziłaś się aniołem. Zawsze czułam się nieswojo, przyjmując komplementy. Byłam modelką, i to taką, która odniosła sukces, ale w środku wciąż byłam tą małą dziewczynką, która kochała wszystkie stworzenia i była niepewna siebie, bez względu na to, jak często ludzie powtarzali mi, że jestem piękna. – Dziękuję – mruknęłam. – Wciąż myślisz o odejściu z branży? – Tak. – Aktorstwo? Znowu skinęłam głową. – Chcę opowiadać historie. Dobre historie. – A co, jeśli nie dostaniesz ról, których pragniesz? Wzruszyłam ramieniem. – Nie przeszkadzają mi małe role, nie muszę zarabiać dwudziestu milionów za każdy film. Chcę po prostu mieć szansę inspirować innych poprzez opowieści. Piper zaśmiała się. – Dwadzieścia milionów byłoby miłe, ale rozumiem, co masz na myśli. – Na razie wciąż wiąże mnie kontrakt z tą agencją reklamową. Mam nadzieję, że nie wylecę za to, że postawiłam się dzisiaj Victorowi. Kiedy skończyłam sesję, na poczcie głosowej czekała prośba o pojawienie się w poniedziałek w biurze na spotkanie z zarządem. Jeśli przez Victora mnie zwolnią, będę naprawdę wściekła. – Może po prostu podoba im się twoja praca. Dużo pracowałaś nad tą kampanią i wszyscy widzieliśmy te reklamy. To wielki sukces. Skinęłam głową. – Mam taką nadzieję. Zawsze denerwuję się takimi rzeczami. – Nie wywołuj wilka z lasu – powiedziała. – Jest wystarczająco dużo powodów do zmartwień bez wymyślania nowych. – W każdym razie, jak radzi sobie Sophie? Wydawała się dzisiaj szczęśliwsza i bardziej zaangażowana. Piper westchnęła. – Idzie ku lepszemu. Powrót do równowagi zajmie jej sporo czasu. W mgnieniu oka straciła całą rodzinę. Pokręciłam głową. Kiedy miesiąc temu Sophie pojawiła się w sierocińcu, akurat byłam tam z wizytą u Piper. Widok strachu i smutku na twarzy tej dziewczynki złamał mi serce. Nikt nie mógł zrobić nic, co sprawiłoby, że jej ból zniknie. Piper zapewniła mnie, że otrzyma mnóstwo wsparcia i terapii. – Dobrze. To również cieszy. Powinnam już pewnie iść. Wiem, że niedługo przyjdzie twoja kolejna grupa. – Nie stresuj się tym spotkaniem. Wiesz, że świetnie wykonujesz swoją robotę. Uśmiechnęłam się. – Dzięki. Wyszłam, kierując się do domu na szalony sobotni wieczór z Netfliksem i może kieliszkiem wina. Zarabiałam na swoim wyglądzie. Musiałam dbać o odpowiednią ilość snu i właściwe odżywianie, zwłaszcza biorąc pod uwagę nadchodzące spotkanie. Byłam nim cholernie zdenerwowana.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki