Julian
Powinienem świetnie się bawić, a nie czuć się tak, jakbym stał przed najważniejszą decyzją w moim życiu. To była jedna z tych sytuacji, w których człowiek znajduje się między młotem a kowadłem. Wybór między dżumą a cholerą.
– Muszę się napić – wymamrotałem.
– Przyniosę ci coś, skarbie. – Ładna blondynka siedząca na skórzanej kanapie naprzeciwko mnie zerwała się na równe nogi, by spełnić moją prośbę.
Colin spojrzał na mnie i uśmiechnął się. – To było łatwe.
Nie do końca o to mi chodziło. Potrzebowałem drinka, ale nie oczekiwałem, że ona mi go poda. Była gościem. Wróciła minutę później z margaritą, której brzeg kieliszka był pokryty solą. Nie był to dokładnie ten napój, o którym myślałem, ale musiał wystarczyć.
– Dziękuję – powiedziałem, nie mogąc sobie przypomnieć jej imienia.
Uśmiechnęła się. – Polecam się, Julian. Jeśli będziesz czegoś potrzebował, po prostu powiedz.
Uśmiechnąłem się i skinąłem głową, ignorując flirt. Nie byłem w nastroju do romansowania, co było do mnie zupełnie niepodobne.
– Czy możecie dać nam chwilę, panie? – zapytał Colin.
Cztery kobiety, które zeszły za nami pod pokład, szybko wstały, zostawiając nas samych. Relaksowaliśmy się w mahoniowym salonie pod pokładem mojego jachtu. Dźwięk głośnej muzyki dobiegający z górnego pokładu przypominał mi, że to impreza. Jakbym potrzebował dudniącego basu, żeby o tym wiedzieć. Colin Prescott, mój najlepszy przyjaciel i gość honorowy tej małej fety na Oceanie Spokojnym, kilka mil od wybrzeża Los Angeles, od godziny powtarzał mi, żebym wyluzował.
– Stary, wyluzuj – powiedział Colin ze swojego miejsca obok mnie. – Odpuść trochę. To moja impreza urodzinowa, a ty psujesz klimat.
Wzruszyłem ramionami. – Jestem wyluzowany – skłamałem. – Potrzebowałem chwili przerwy od słońca.
– Wcale nie jesteś. Chodzisz tak, jakbyś był osobiście odpowiedzialny za podtrzymywanie całego świata.
Zaśmiałem się cicho. – Przepraszam. Nie chcę psuć zabawy. Chodźmy na górę.
Weszliśmy po schodach na górny pokład, gdzie trwała zabawa. Nie szczędziłem wydatków, by zorganizować Colinowi gwiazdorską imprezę z wyśmienitym jedzeniem przygotowanym przez jednego z najlepszych szefów kuchni w mieście i mnóstwem alkoholu. Usłyszałem plusk i wiedziałem, że ktoś właśnie wpadł do wody. Zatrudniłem też ratowników, wiedząc, że alkohol i woda mogą być śmiertelną kombinacją.
– Powinieneś to zrobić – mruknął Colin.
– Co zrobić? – zapytałem, idąc przed nim po schodach.
– Wskoczyć do wody, otrząsnąć się z zmartwień – zasugerował.
Spojrzałem na szorty kąpielowe, które miałem na sobie. Stroje kąpielowe były obowiązkowym ubiorem na tej imprezie.
– Może to zrobię – odparłem.
Roześmiał się. – Wątpię. Zepsułbyś sobie tę swoją idealnie ułożoną czuprynę.
Odruchowo przeczesałem dłonią gęste, czarne włosy, które obecnie były wolne od jakichkolwiek produktów do stylizacji. Kiedy szedłem na formalne spotkanie biznesowe, zazwyczaj żelowałem je do tyłu. W zwykły dzień w biurze trzymałem je w ryzach, ale dzisiaj swobodnie opadały mi na twarz w stylu surowego gwiazdora starego kina.
– Nie pozwól, bym cię powstrzymywał – powiedziałem do mojego jasnowłosego, niebieskookiego przyjaciela. Mimo że świętował trzydzieste drugie urodziny, nie wyglądał na dzień starszego niż dwadzieścia pięć lat.
Wyszliśmy na górny pokład, gdzie alkohol lał się strumieniami, napędzając wyginające się ciała na prowizorycznym parkiecie. Słyszałem kolejne pluski i wiedziałem, że ktoś inny właśnie skorzystał ze zjeżdżalni. Wszyscy dobrze się bawili.
– Wszystkiego najlepszego – powiedziała urocza rudowłosa, całując Colina w usta, po czym przesunęła dłonią po jego nagiej piersi i odeszła.
Uśmiechał się jak głupi.
– Kto to był? – zapytałem.
Wzruszył ramieniem. – Nie mam pojęcia.
Roześmiałem się z odwagi tej kobiety. Ilość odsłoniętej skóry była zatrważająca. Byłem pewien, że niektóre kostiumy kąpielowe, które miały na sobie te kobiety, byłyby nielegalne w niektórych krajach. Nić dentystyczna zasłoniłaby więcej.
Westchnąłem. Taki był cel. Dwie rzeczy, które Colin kochał najbardziej na świecie, to piękne kobiety i bycie na wodzie. Trudno było kupić sensowny prezent urodzinowy facetowi, który miał wszystko, czego chciał.
– Muszę się napić czegoś konkretnego – powiedziałem.
– Dobra, ja idę przywitać się z paroma osobami, które faktycznie znam – odparł Colin, po czym odszedł.
Podszedłem prosto do baru, prosząc o czystą szkocką, a potem zawróciłem i skierowałem się w stronę przeciwną do centrum zabawy. Zazwyczaj byłem duszą towarzystwa, ale dzisiaj wydawało mi się, że to po prostu kolejny dzień uciekający do momentu, w którym będę musiał podjąć decyzję. Oparłem ramiona o barierkę i patrzyłem na nadchodzące fale, myśląc o swoim życiu.
Niedługo potem Colin oparł się łokciami o barierka obok mnie. Przez chwilę milczał.
– Nadal dręczysz się testamentem ojca? – zapytał.
Wzruszyłem ramionami. – Nie dręczę się, po prostu jestem trochę zestresowany.
Zaśmiał się. – Myślę, że to jedno i to samo.
Odniosłem pasmo niesfornych czarnych włosów z czoła i odwróciłem się, by na niego spojrzeć. – Stoję przed perspektywą utraty tego wszystkiego albo zostania uwiązanym z kulą u nogi. To nie jest decyzja, którą mogę podjąć pod wpływem impulsu.
Powoli skinął głową. – Rozumiem. Nawet bym tego od ciebie nie oczekiwał. Myślę, że musisz zdecydować, co jest dla ciebie ważniejsze.
Jęknąłem. – Nie wiem. Lubię swoje życie takie, jakie jest. Żona dodałaby tylko dawkę dramatu. Nie chcę związku. Nie chcę użerać się z koniecznością meldowania się komukolwiek.
– Albo wpadania w kłopoty za zdradę czy rozglądanie się za innymi – dodał Colin.
– Dokładnie. Cenię swoją wolność. Lubię luksus flirtowania z atrakcyjną kobietą, kiedy mam na to ochotę. Nie chcę, żeby przysłowiowa kula u nogi mnie ograniczała.