Klauzula Imperium

Klauzula Imperium

Autor: Katty&Cutie

Telefon od prawnika
Autor: Katty&Cutie
13 cze 2026
Julian To był typowy poniedziałkowy poranek; moja sekretarka przeglądała mój kalendarz na nadchodzący tydzień. Jak zwykle był on wypełniony spotkaniami z potencjalnymi klientami i dyrektorami od reklamy odpowiedzialnymi za poszczególne konta. Zawsze miałem mnóstwo spraw na głowie, ale nie wyobrażałem sobie innego trybu życia. Lubiłem być zajęty. Bycie zajętym oznaczało bezpieczeństwo pracy dla mnie i dla setki zatrudnianych przeze mnie osób. – Dzisiaj po południu ma pan spotkanie z modelką od firmy odzieży sportowej – powiedziała Nora. – Potrzebuje pan jej akt? Pokręciłem głową. – Nie. Zadzwonił telefon, a ona odebrała go siedząc przy moim biurku, co wydawało się nieco dziwne, ale pewnie oberwałbym po rękach, gdybym spróbował sam odebrać własny telefon. – Chwileczkę, proszę – powiedziała, naciskając przycisk i odkładając słuchawkę na widełki. – Kto to? – zapytałem, obserwując, jak zbiera swoje rzeczy. – Prawnik pana ojca. Mówi, że to ważne. Jęknąłem. To nie mogło wróżyć niczego dobrego. – Dziękuję, Noro. Zatrzymała się w drzwiach i uśmiechnęła. – Proszę dać znać, jeśli będzie pan czegoś potrzebował – powiedziała, po czym wyszła, zamykając za sobą drzwi. – Dzień dobry, Arthurze – rzuciłem, podnosząc słuchawkę. – Julianie, musimy porozmawiać. Westchnąłem głęboko. Już wiedziałem, o czym chce rozmawiać. Kolejne naciski w sprawie małżeństwa. – Wiem o klauzuli, Arthurze. Wciąż próbuję ustalić, jak chcę postąpić. Wiesz, co o tym myślę. Odchrząknął. – Przeglądałem testament, który, jak wiesz, był niezwykle szczegółowy. Twój ojciec zostawił bardzo konkretne instrukcje. Zaśmiałem się cicho pod nosem, myśląc o moim ojcu i jego ścisłym przestrzeganiu zasad. – Wiem, że tak zrobił, i rozumiem je. – Właściwie to nie. Sam nie wiedziałem o tym do niedawna. – O czym? – zapytałem, niemal bojąc się tego, co usłyszę. Arthur nie był typem człowieka, który owija w bawełnę. Fakt, że kluczył, sprawił, że stałem się czujny. Pochyliłem się, opierając łokcie na mahoniowym biurku z telefonem przy uchu. – Chciałbym to omówić osobiście – powiedział. Wtedy już na pewno wiedziałem, że sprawa jest poważna. – Kiedy? – zapytałem, spodziewając się, że poprosi mnie o wpadnięcie kiedyś w ciągu tygodnia. – Może teraz? Mój żołądek wykonał dziwny fikołek, gdy zdałem sobie sprawę, że mówi śmiertelnie poważnie. – Wyczyszczę grafik i zaraz będę. – Dziękuję – odparł i się rozłączył. Poświęciłem sekundę na zebranie myśli, po czym wywołałem Norę. – Muszę prosić o odwołanie wszystkich dzisiejszych spotkań. – Słucham? – Proszę wyczyścić mój grafik. – Czy wróci pan jeszcze? – Nie. Co się da, proszę przełożyć na dalszą część tygodnia. Będę jutro. – Dobrze – odparła, brzmiąc niepewnie. Zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy i wyszedłem z biura. Nie miałem pojęcia, co się dzieje, ale nie mogłem zignorować towarzyszącego mi poczucia nadchodzącej katastrofy. Czułem, że na horyzoncie majaczą zmiany. Nie wiedziałem tylko, czy na dobre, czy na złe. Wziąłem taksówkę do biura Arthura i pewnym krokiem przemierzyłem budynek, wykorzystując każdy cal mojego wzrostu, by jak najszybciej dotrzeć do jego sekretarki. Poproszono mnie o chwilę cierpliwości, po czym wprowadzono do środka. Arthur siedział przy biurku, a jego łysina odbijała światło z góry, gdy czytał jakiś dokument. Spojrzał w górę, gdy wszedłem, poprawił druciane okulary na nosie i wstał, by uścisnąć mi dłoń. Ten znacznie niższy ode mnie mężczyzna wciąż miał potężny uścisk. – O co chodzi? – zapytałem, siadając naprzeciwko niego bez zaproszenia. Był najstarszym przyjacielem mojego ojca, znałem go od dziecka. Nie czułem potrzeby zachowywania nadmiernych form grzecznościowych. – Julianie, czytałem ponownie testament twojego ojca, upewniając się, że wszystko zostało wykonane zgodnie z jego prośbą, kiedy zauważyłem notatkę o dodatkowej klauzuli. Chcę, żebyś wiedział, że to jego sprawka, nie moja, ale jestem prawnie i moralnie zobowiązany do przestrzegania jego żądań dotyczących majątku. Wtedy już na pewno wiedziałem, że zaraz powie mi coś, co będzie trudne do przełknięcia. – Wykrztuś to, Arthurze. – Jak wiesz, twój ojciec zastrzegł, że musisz być żonaty lub zaręczony do swoich urodzin, aby odziedziczyć majątek, który ci zostawił. Skinąłem głową. – Stara śpiewka. Arthur odchrząknął. – Nie chodzi tylko o spadek, który możesz stracić. On posiadał pakiet większościowy w twojej firmie. Jeśli nie spełnisz jego wymagań, zażądał, by firma została rozwiązana, a akcjonariusze otrzymali zwrot swoich inwestycji. Moje usta otworzyły się z niedowierzaniem. – To moja firma! Arthur pokręcił głową. – Twój ojciec był cichym wspólnikiem. Wyłożył kapitał i nadal posiadał większość udziałów. Błędnie sądziłem, że jego udziały przeszły na ciebie w momencie jego śmierci. Tak się nie stało. Stracisz firmę i spadek, jeśli nie ożenisz się w ciągu najbliższych sześciu miesięcy albo nie będziesz blisko ślubu do tego czasu. – Bzdura – zaoponowałem. – To ja zbudowałem tę firmę. Jego inwestycja nie jest nawet ułamkiem tego, co ta firma jest warta teraz. – Co sprawi, że niektórzy akcjonariusze będą bardzo zadowoleni, gdy otrzymają tłusty czek. Ich inwestycja okaże się strzałem w dziesiątkę. Pokręciłem głową. – Nie może tego zrobić. To moja firma. Arthur przesunął kartkę papieru przez biurko. – Przykro mi. Z prawnego punktu widzenia może i właśnie to zrobił. Wziąłem pismo i przeczytałem drobny druk, który został dodany do testamentu. Ten człowiek uparł się, żebym się ożenił. Jak mógł chcieć, bym był nieszczęśliwy do końca życia? Nie mogłem w to uwierzyć.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Telefon od prawnika – Klauzula Imperium | Czytaj powieści online na beletrystyka