Dopiero następnego ranka Shane w końcu odzyskał przytomność.
Jego hebanowe oczy omiotły otoczenie i natychmiast zdał sobie sprawę, gdzie się znajduje.
Wyglądało na to, że udało mu się uciec przed niebezpieczeństwem.
Opierając się na dłoniach, spróbował usiąść. Ruch ten pociągnął za szwy, a ból sprawił, że z jego gardła wydobyło się stęknięcie.
Siedząca przy łóżku Natalie, słysząc ten dźwięk, wyrwała się z lekkiej drzemki.
Gdy podniosła głowę, napotkała jego chłodne spojrzenie.
Zaskoczona tym, że wpatruje się w nią, potrzebowała kilku sekund, by wydusić: „Hej... obudziłeś się!”
Rysy kobiety były delikatne i piękne. Byłaby niesamowicie ładna, gdyby nie blade usta i cienie pod oczami. To oczywiste, że czuwała przy jego łóżku całą noc. Na jej białej bluzce widniały również rdzawe plamy, które wyglądały jak zaschnięta krew.
W tym momencie przez umysł Shane'a przemknęły fragmentaryczne wspomnienia z zeszłej nocy.
Wygląda na to, że ta kobieta mnie uratowała.
Po chwili odezwał się niskim tonem: „Czego oczekujesz w zamian za uratowanie mnie? Nie musisz się krępować”.
Natalie zastygła z zaskoczenia. Kilka sekund później coś w jej umyśle zaskoczyło i pospiesznie wyjaśniła: „Nie, to nie ja”.
Nie sądziła, że mógł tak bardzo źle zrozumieć to, co wydarzyło się zeszłej nocy.
Niemniej jednak nie zamierzała uciekać od odpowiedzialności. Gdyby nie powiedziała mu prawdy, nigdy by jej nie wybaczył, gdyby dowiedział się później. Do diabła, nie będę tego ukrywać.
„Wczoraj w nocy to ja przypadkowo potrąciłam cię samochodem...”
Po tych słowach opowiedziała mu wszystko, co wydarzyło się poprzedniej nocy, niczego nie pomijając.
Szczerze mówiąc, martwiła się, że wpadnie w furię. Jednak ku jej zdumieniu, jego wyraz twarzy pozostał obojętny i bez emocji. Spojrzenie jego oczu również było niezgłębione.
Z jakiegoś dziwnego powodu w ogóle nie wyglądał na przejętego faktem, że potrąciła go samochodem. W rzeczywistości wydawał się nawet nieco odczuwać ulgę, że tak się stało!
Chociaż nie potrafiła rozszyfrować jego postawy, uznała, że najlepiej będzie najpierw poruszyć kwestię odszkodowania. „Proszę pana, nie zgłosiłam tego jeszcze na policję, ponieważ miałam nadzieję załatwić tę sprawę z panem prywatnie. Ile chciałby pan, żebym zapłaciła?”
Prawdziwym powodem, dla którego nie wezwała policji, była obawa, że sprawy będą się ciągnąć w nieskończoność. Planowała wkrótce opuścić J City i nie chciała, aby ten incydent opóźnił jej plany.
Ku jej zaskoczeniu, Shane odpowiedział zmęczonym, barytonowym głosem: „Nie ma takiej potrzeby”.
Czy ten facet mówi poważnie? A może uderzyłam go tak mocno, że nie jest w stanie trzeźwo myśleć?
Zaniepokojona taką ewentualnością, zanotowała w pamięci, by później poprosić lekarza o dokładne przebadanie go od stóp do głów.
„Jest pan głodny? Pójdę kupić coś do jedzenia”.
To powiedziawszy, Natalie wstała i wyszła z sali, by zdobyć jakieś śniadanie.
Wracając z jedzeniem w jednej ręce, zadzwoniła do Joyce.
„Halo? Nat, jak leci? Czy z tym facetem wszystko w porządku?” W słuchawce rozległ się pełen niepokoju głos Joyce.
Martwiła się śmiertelnie przez całą noc, ale powstrzymywała się od dzwonienia do Natalie, nie chcąc niczego komplikować.
Jednocześnie Natalie rozluźniła się nieco, słysząc głos swojej najlepszej przyjaciółki. Odeszła w nieco cichsze miejsce i szybko zrelacjonowała wszystko Joyce.
Gdy Natalie skończyła, Joyce zamilkła. Była dość niechętna do wyrażania swoich opinii na ten temat przez telefon.
Nagle do uszu Natalie dobiegły dwa dziecięce głosy z drugiej strony słuchawki.
Connor pocieszał ją: „Mamusiu, nie bój się! Później przyjedziemy do szpitala, żeby z tobą być”.
Wtedy wtrąciła się Sharon: „Mamusiu, Sharon tęskni za tobą”.
„Mamusia też za wami tęskni”. Łzy napłynęły Natalie do oczu. To był pierwszy raz, kiedy była rozdzielona ze swoimi dziećmi na tak długo.
Wczorajszej nocy wszystko działo się tak szybko, że do tej pory nie była w stanie uspokoić swoich skarbów.
Wkrótce rozłączyła się, ale po tej rozmowie poczuła się znacznie lepiej. Kiedy wróciła do sali mężczyzny, łóżko było rażąco puste. Rzut oka do łazienki również nie ujawnił żadnych śladów jego obecności.
Pobiegła do dyżurki pielęgniarek i zapytała pilnie: „Dzień dobry, czy mogę zapytać, gdzie jest pacjent z sali 808?”
„Och... Ten mężczyzna wypisał się już ze szpitala na własne żądanie” – odpowiedziała pielęgniarka, nawet nie sprawdzając rejestru.
Ewidentnie Shane był zbyt przystojny, by pielęgniarki go nie zapamiętały.
Wypisał się?
















