„Odsłoń dla mnie ramiona, Muzo” – wymruczał, wodząc palcami po śladach jej smoka.
Całował jej szyję namawiająco, prowokująco, ujmując jej dłonie i przesuwając nimi po zapięciach sukni.
„Zrób to”. Jego głos był zaledwie o ton głośniejszy od szeptu, dziwnie przekonujący i równie uwodzicielski.
Krew i nerwy Kaelii śpiewały niepohamowaną żądzą. Nie tknęło jej żadne światło księżyca, ale objawy zbliżaj
















