Niczyj Biały Smok

Niczyj Biały Smok

Autor: Cassian Vale

Sekretna księżniczka w stroju pokojówki
Autor: Cassian Vale
27 lip 2026
Kaelia zatrzasnęła za sobą ciężkie dębowe drzwi, a jej plecy uderzyły o lite drewno z głuchym łoskotem. Jej klatka piersiowa ciężko falowała. Przemierzała wzdłuż luksusowy pokój gościnny Verity, a jej ręce trzęsły się w niekontrolowany sposób. Verity wylegiwała się na pluszowej, aksamitnej sofie, obserwując siostrę przemierzającą podłogę niczym uwięziony, niespokojny duch. Kaelia spróbowała wziąć głęboki oddech, ale jej żołądek skręcił się z protestu. Uderzyła w nią świeża, potworna fala mdłości. Popędziła w stronę sąsiednich drzwi po lewej. Zawiasy jęknęły, gdy pchnęła je i upadła na zimne płytki łazienki. Chwyciła za krawędź porcelanowej misy, padając na kolana. Zakrztusiła się dwukrotnie, a jej ramiona zadrżały, zanim resztki śniadania ruszyły w górę jej gardła i wpadły z pluskiem do wody. – Dobry Boże – westchnęła Verity z progu. Weszła do środka, spoglądając z góry na swoją bladą siostrę. – Przepraszam – wycharczała Kaelia, wypluwając z ust gorzki smak. – Wiesz, jak łatwo robi mi się niedobrze. – Wiem – odparła Verity. Pochyliła się i zebrała dzikie, kasztanowe loki Kaelii, przytrzymując je z tyłu, aby nie ubrudziły się w tym bałaganie. Podała Kaelii wilgotny ręcznik. – Wydaje się jednak, że właśnie stało się tam coś okropnego. Kaelia ochlapała twarz zimną wodą, drżąc, gdy chłód uderzył w jej złocistobrązową skórę. Wytarła usta, opierając się plecami o chłodne kafelki. – Puściłam pawia przez okno. – W Cesarskim Zamku? – Verity wydała z siebie ostry, pełen niedowierzania śmiech. – Zamieniłaś się z głazem na rozum? – Drzwi do mojej łazienki były zamknięte! – broniła się Kaelia, marszcząc nos. – A co gorsza, nikt nie będzie się przejmował moją wersją wydarzeń. Moje wymiociny wylądowały na Cesarskim. Verity zamarła. Jej zielone oczy rozszerzyły się o ułamek centymetra. Wpatrywała się w Kaelię, czekając, aż jej siostra wybuchnie śmiechem i powie, że to wszystko był tylko straszny żart. Kaelia jednak milczała, a jej wyraz twarzy pozostał ponury. Twarz Verity straciła kolory, stając się jeszcze bledsza. Następnie z jej gardła wydobył się głośny, niedowierzający śmiech. – Zwymiotowałaś na Cesarskiego? Łał. Ojciec skaże cię na egzekucję. – Verity uznała tę chaotyczną sytuację za dziwnie zabawną. – To nie jest zabawne, Vero – jęknęła Kaelia, masując skronie. – Prawdopodobnie właśnie teraz budują szubienicę, żeby mnie powiesić. – Jaki jest więc twój wielki plan? – spytała Verity, unosząc brew. Kaelia wiedziała, że nie ma od tego ucieczki. Niezależnie od tego, jak bardzo była sprytna, nie mogła wyłgać się z ataku na członka rodziny królewskiej zawartością swojego żołądka. Musiała po prostu ukryć dowody i zamknąć to przeklęte okno. Bez słowa przepchnęła się obok Verity i wyślizgnęła się za drzwi. Pobiegła sprintem przez wystawny korytarz. Kilku mijających ją zamkowych służących posłało jej zdezorientowane spojrzenia, ale Kaelia ich zignorowała. Dotarła do swojego pokoju, wpadła do środka i z trzaskiem zamknęła otwarte okno. Odwróciła się, by wyjść, gdy nagle po jej kręgosłupie przebiegł zimny dreszcz. Drobne włoski na karku stanęły jej dęba. Ktoś ją obserwował. Poczuła ciężkie spojrzenie wypalające się w niej z cieni korytarza. Uruchomiły się jej instynkty przetrwania. Nie zatrzymała się, by to sprawdzić ani nie spojrzała za siebie. Popędziła przez korytarz, wślizgnęła się z powrotem do pokoju Verity i oparła płasko o drzwi, ciężko dysząc. – Biegasz teraz w maratonach? – zadrwiła Verity z sofy, obserwując, jak Kaelia wachluje się dłonią. – Wszystko, by uniknąć kata – odgryzła się Kaelia. Przez pokój przetoczyło się ostre pukanie. Kaelia ze strachem odskoczyła od drewna. W oczach Verity zapłonęła panika, dorównująca dokładnemu przerażeniu Kaelii. – Ukryj się w wannie – wyszeptała bezgłośnie Verity, wskazując na łazienkę. Zanim Kaelia zdążyła zrobić krok, przez grube drewno zawołał łagodny głos. – Lady Kaelio? To była przydzielona jej pokojówka. Kaelia wypuściła drżący oddech i uchyliła drzwi. Młoda kobieta pochyliła głowę. – Szukałam pani wszędzie. Służba mówiła, że biegała pani po korytarzach. Czy wszystko w porządku? – W jej łagodnych, niebieskich oczach malowała się szczera troska. Kaelia przyłożyła dłoń do czoła. Nadszedł czas na przedstawienie. – Przepraszam za kłopot. Ale ja po prostu muszę dzielić pokój z siostrą. Cierpię na lęk przed izolacją. To okropna przypadłość. Nie znoszę być sama. – Wydała z siebie dramatyczne, pełne smutku westchnienie, kręcąc głową dla uzyskania dodatkowego efektu. Verity głośno parsknęła z sofy. Kaelia rzuciła siostrze mordercze spojrzenie. Pokojówka przez sekundę wyglądała na zdezorientowaną, po czym jej twarz stała się bez wyrazu, maskując wszelkie rozbawienie. – Rozumiem – powiedziała stanowczo pokojówka. – Natychmiast każę przenieść pani bagaże do komnat Lady Verity. – Odwróciła się i pośpieszyła wzdłuż korytarza. Kaelia zamknęła drzwi i zmierzyła Verity wściekłym wzrokiem. – Nie musiałaś psuć mojego przedstawienia. – Słuchałam twoich kłamstw od dziecka – zachichotała Verity. – Tego aż przykro było słuchać. Kaelia przewróciła oczami. Adrenalina opadła, zostawiając ją wyczerpaną po długiej podróży i czystym porannym przerażeniu. Opadła na masywne łóżko Verity, zanurzając się w pluszowym materacu i zasnęła w ciągu kilku sekund. Jej drzemka wydała się zdecydowanie zbyt krótka. Kiedy się obudziła, słońce chyliło się ku horyzontowi, rzucając przez szybę złoty blask. Jej umysł wciąż wirował z niepokoju. – Bal zaczyna się za niecałe trzy godziny, pani. Czas na kąpiel. Kaelia zamrugała, odpędzając sen z oczu. W sypialni roiło się od krzątających się cesarskich pokojówek. Rozpakowały jej wieczorową suknię, starannie drapując ją na aksamitnym manekinie. Cressida, główna krawcowa Szkarłatnego Klanu, stała na straży materiału niczym wściekła kwoka, warcząc na każdą cesarską pokojówkę, która zbytnio zbliżyła się do jej arcydzieła. Zanim Kaelia zdołała się w pełni obudzić, pokojówki opadły na nią. Ściągały jej ubrania z pośpieszną precyzją. Zniknęła jej koszula. Stanik zsunął się z piersi. – Zaraz – wymamrotała Kaelia, oszołomiona ich szybkością. Szybko sama zsunęła z siebie majtki, podczas gdy inna pokojówka wyciągnęła spinkę z jej rudych włosów, pozwalając lokom opaść na plecy. Owinęły ją w gruby jedwabny szlafrok i zaprowadziły do łazienki. Dwie pokojówki stały przy wielkiej, drugiej wannie, wrzucając płatki róż i olejki eteryczne do parującej wody. Verity już wylegiwała się w swojej własnej wannie naprzeciwko Kaelii, całkowicie bezkarnie pławiąc się w luksusie. Kaelia zrzuciła szlafrok i weszła do gorącej wody. Gorąco natychmiast rozluźniło jej zesztywniałe mięśnie, wyciągając z jej ust pełne zadowolenia westchnienie. Dwie pokojówki rozrzucające płatki uśmiechnęły się na jej reakcję i opuściły pokój. Ale jedna nieśmiała pokojówka została z tyłu. Stała blisko ręczników, bawiąc się nerwowo swoim fartuchem. – Czego chcesz? – warknęła Verity, mrużąc oczy na dziewczynę. Pokojówka wzdrygnęła się. Nie odrywała wzroku od Kaelii. – Przepraszam, moje panie. Wyższe władze kazały mi zadać wam pytanie. – Jakie pytanie? – spytała Kaelia, odgarniając mokre pasmo włosów z policzka. Pokojówka powoli podniosła wzrok. Zacisnęła drżące dłonie w pięści, zmuszając się do przybrania zdecydowanego wyrazu twarzy. – Czy przypadkiem nie zwymiotowała pani przez okno? Kaelia zakrztusiła się oddechem pełnym pary. Zamarła, a jej serce łomotało o żebra. Całkowicie zapomniała o przesłuchaniu. Verity usiadła, a woda przelała się przez porcelanową krawędź. Zwróciła swoje zaciekłe, wyzywające spojrzenie Alfy na drżącą dziewczynę. – Ty. – T-tak? – wyjąkała pokojówka, kuląc się i odwracając wzrok. – Jak się nazywasz? – zażądała Verity, przesuwając się w wannie tak, by woda głośno zaszumiała w cichym pomieszczeniu. – M-Maeva – szepnęła, a jej twarz zbladła. – Posłuchaj mnie, Maeva – warknęła Verity, a z jej głosu ociekał autorytet. – Będziesz trzymać język za zębami. Nikogo nie było w tamtym pokoju. Zrozumiałaś? – A-ale... – Powiedziałam! ZROZUMIAŁAŚ? – szczeknęła Verity. Maeva odskoczyła do tyłu, a w jej oczach wezbrały łzy. – Tak! Tak, zrozumiałam! – W takim razie zabieraj się wraz ze swoim jąkaniem z mojej łazienki – syknęła Verity. – Psujesz nam kąpiel. Maeva odwróciła się i uciekła jak przestraszony kurczak. Kaelia patrzyła na puste drzwi, a poczucie winy ścisnęło w ciasny węzeł jej klatkę piersiową. – Siostro – westchnęła Kaelia, zanurzając się głębiej w bąbelkach. – Nie musiałaś być dla niej taka wredna. Verity uśmiechnęła się złośliwie, kładąc dwa idealnie okrągłe plasterki ogórka na oczach. – Gdybym zawahała się choć na chwilę, siedziałabyś teraz w lochach. Verity pierwsza skończyła się moczyć. Zanim Kaelia wyszła z wanny i się wytarła, pokojówki pracowały już nad twarzą jej siostry. Kaelia zmarszczyła brwi na widok w lustrze. Cesarska kosmetyczka nałożyła ciężkie, ciemne cienie na powieki Verity. Koszmarnie gryzły się z jej ostrymi, zielonymi oczami. Wyglądała jak rozwścieczony szop pracz. Maeva pośpiesznie wróciła do pokoju z zaczerwienionymi policzkami. Napotkała spojrzenie Kaelii i lekko skinęła głową, wyrażając wspólną niechęć do makijażu Verity. – Nie pozwoliła mi dotknąć swojej twarzy – szepnęła Maeva do Kaelii, wskazując na stylistkę Verity. – Jestem tutaj najlepszą kosmetyczką, a one nie mają pojęcia, jak rozcierać cienie. – W porządku – powiedziała łagodnie Kaelia, przerywając jej paplaninę. – Możesz zająć się moją. Maeva rozpromieniła się. Zaprowadziła Kaelię do pozłacanej toaletki. Inna pokojówka uniosła standardowy grzebień w stronę głowy Kaelii, ale Maeva odtrąciła jej rękę. – Przestań! Zniszczysz strukturę jej loków – zganiła Maeva. Wyciągnęła z fartucha małą tubkę z białą cieczą. – Jej włosy wymagają innego traktowania. Kaelia z fascynacją patrzyła, jak Maeva czyni magię. Pokojówka okiełznała jej kasztanowe loki z niesamowitą zręcznością, skręcając je w nieskazitelny, niski kok. Wypuściła kilka okalających twarz loczków, by podkreślić ostre kości policzkowe i linię szczęki Kaelii. – Gdzie nauczyłaś się tak układać moje włosy? – zapytała Kaelia, podziwiając lustro. – Królowa ma taką strukturę włosów – powiedziała Maeva, a lekki rumieniec ogrzał jej policzki. – Kiedyś to ja je układałam. Ale nauczyłam jej ulubione pokojówki, więc pozwoliła mi odejść. Maeva przeszła do makijażu. Wybrała ciepłe, rozświetlające odcienie, które idealnie pasowały do cery Kaelii. Nałożyła mieniący się balsam na ramiona Kaelii, sprawiając, że jej złocistobrązowa skóra lśniła w jasnym świetle toaletki. Kaelia rzadko nosiła makijaż. Spędzała dni na ratowaniu ludzkich istnień w klinice. Wpatrując się w swoje odbicie, ledwie poznawała oszałamiającą kobietę, która spoglądała na nią z powrotem. Krwistoczerwona szminka dopełniła całości, idealnie pasując do biżuterii i sukni. Cressida wystąpiła naprzód z sukienką. Kaelia wślizgnęła się w zapierającą dech w piersiach kreację. Głęboko czerwony jedwab opadał z jej ramion, odsłaniając szyję na biżuterię. Prześwitujący, wyhaftowany gorset zdobiły misterne, czerwone liście, które ostrożnie otulały jej piersi, zakrywając sutki, ale pozostawiając odkryty dekolt. Obcisły gorset ścisnął jej wąską talię, rozszerzając się na biodrach. Materiał ciemniał, kaskadowo opadając za kolana, kończąc się w krótkim, praktycznym trenie, który pozwoli jej swobodnie tańczyć. Wsunęła stopę w wygodne, złote szpilki. Na koniec Cressida przyniosła aksamitną szkatułkę na biżuterię. Kaelia zapięła na szyi ciężkie, rodowe, czerwone diamenty Klanu Szkarłatnego. Pasujące diamentowe wsuwki wsunęły się w jej włosy. To był odważny manifest. Mogła dziś wieczorem zatańczyć z Cesarskimi Książętami, ale jej serce i lojalność należały do jej domu. Kaelia odwróciła się do Maevy z zadowolonym uśmiechem. – Dziękuję, Maeva. Wykonałaś cudowną pracę. Twarz Maevy pojaśniała, ujawniając uderzające, ukryte piękno pod jej nieśmiałą powierzchownością. Dygnęła. – To dla mnie czysta przyjemność. – Odwróciła się w stronę drzwi, by wyjść. Poczucie winy gryzło sumienie Kaelii. Ostre groźby Verity wciąż odbijały się echem w jej głowie. Ta biedna dziewczyna nie zasługiwała na to, by ponosić ciężar błędu Kaelii. – Zaczekaj – zawołała łagodnie Kaelia. Maeva zatrzymała się i obejrzała za siebie. – Czy życzy pani sobie czegoś jeszcze, Lady Kaelio? Kaelia zrobiła krok do przodu i delikatnie położyła dłoń na ramieniu pokojówki. – Jestem adoptowanym dzieckiem Alfy Thaddeusa. Z prawnego punktu widzenia nie mam żadnego tytułu. Wszyscy zwracają się do mnie per doktor lub panno Kaelio. Proszę, rób tak samo, nawet jeśli służysz mi tylko tej nocy. Maeva zamrugała, zaskoczona szczerą prośbą. Kaelia wzięła głęboki oddech. – A co do tego, co stało się wcześniej... jeśli musisz złożyć raport wyższym władzom, powiedz im prawdę. To ja puściłam pawia przez okno. Nie pakuj się w kłopoty, żeby mnie kryć. Zmiana w pokoju nastąpiła natychmiast. Pokorna, zgarbiona postawa Maevy zniknęła. Jej ramiona się wyprostowały. Jej nieśmiały wyraz twarzy rozpłynął się, zastąpiony przez ostry, znający sprawę uśmieszek, który posłał ukłucie niepokoju przez Kaelię. Uległa, jąkająca się pokojówka zniknęła. Na jej miejscu stał ktoś dumny i pewny siebie. – Dokonałaś właściwego wyboru, Kaelio – powiedziała Maeva gładkim głosem, całkowicie pozbawionym strachu. – Z przyjemnością ugoszczę cię na balu. Bez ani słowa więcej Maeva odwróciła się na pięcie i zamaszystym krokiem wyszła z pokoju, zostawiając Kaelię wpatrującą się w puste drzwi w całkowitym osłupieniu.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 87

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

87 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Sekretna księżniczka w stroju pokojówki – Niczyj Biały Smok | Czytaj powieści online na beletrystyka