Kaelia się nie myliła.
Było to tak oczywiste, jak wskazanie palcem słonia siedzącego w łaźni. Patrzyła, jak mowa ciała książąt gwałtownie się zmienia, ich ramiona cofały się i rozluźniały, jakby w końcu odpuścili. I choć nie wydawali się już tak czujni jak zwykle, po napięciu ich mięśni mogła poznać, że martwią się jej reakcją.
– Jesteście zaskoczeni, że wiem – pociągnęła nosem, wściekle ocierając
















