Ciężkie, dębowe drzwi ledwo zdążyły się zatrzasnąć za lady Rosalind, zanim prawdziwy ciężar poranka opadł na jadalnię. Kaelia trwała wrośnięta w swoje miejsce, a jej paranoiczne myśli wirowały w mrocznej, nieustającej pętli. Nie była nikim wyjątkowym. Jej rzekoma przewaga w tej brutalnej selekcji była jedynie kruchą iluzją, a ona siedziała przy stole otoczona drapieżnikami, które znały zasady gry
















