Ciało uderzało o ciało, a mokry, rytmiczny dźwięk niósł się echem po otwartym balkonie.
– Kurwa, Vance! – wrzasnęła rudowłosa dziewczyna. Surowa fala rozkoszy rozdarła jej struny głosowe. Piąty orgazm tej nocy przetoczył się przez jej ciało, sprawiając, że rzucała się na zielonym suknie stołu bilardowego.
Vance trzymał jej nadgarstki przygwożdżone nad głową. Wbijał kutasa głęboko w jej ociekającą cipkę, nie zwalniając tempa. Zadzwonił do niej godzinę temu. Jak wszystkie kurwy, które miał w rotacji, przybiegła w sekundę po jego wezwaniu.
Kobiety były dla niego proste. Miasto roiło się od różnych ich rodzajów, wszystkie zdesperowane, wszystkie czekające na nakarmienie jego kutasem. Służyły jednemu celowi. Reagowały na seks, stworzone, by znosić dzikie orgazmy, a Vance wiedział, że jest dokładnie tym mężczyzną, który da im to, czego pragną.
Pchnął biodra w przód, zatapiając grubego członka w jej ciasnym kanale. Lubiła ostro. Nie zamierzał narzekać. Oplotła nagimi nogami jego talię, odrzucając głowę na krawędź stołu. Jej oczy wywróciły się do tyłu. Kolejny skurcz zacisnął się na jego fiucie. Szósty szczytowanie uderzyło w nią z mocą.
– Vance... – błagała. Jej głos załamał się, rozpaczliwie pragnąc choćby sekundy ulgi. Nie zamierzał jej tego dać.
Szarpnięciem wyciągnął kutasa z jej pochwy. Nagła strata sprawiła, że jęknęła. Zanim zdążyła zareagować, wsunął dwa grube palce w jej mokrą szparę. Pchnął głębiej, wbijając się szybciej w jej zmysłowe ciało, ubijając śliskie soki zbierające się w jej cipie.
Wypchnęła biodra w górę, goniąc za tarciem jego palców. Nie mogła znieść tego napięcia.
– Chcesz, żebym przestał, mi amor? – jęknął Vance. Pochylił się, a jego usta otarły się o małżowinę jej ucha. Jego gorący oddech posłał świeże fale uderzeniowe pędzące w dół jej kręgosłupa.
Jej ścianki były otarte. Została pchnięta do granic możliwości, ale wolałaby umrzeć, niż poprosić, żeby przestał. Pragnęła każdej uncji bólu i rozkoszy, jaką mógł jej zaserwować. Pragnęła więcej, niż mógł dać.
– O mój Boże! – krzyknęła. Ścianki jej pochwy zacisnęły się, pulsując wokół jego knykci.
Vance wysunął palce z jej mokrej cipki. Przeniósł dłoń na jej twarz, przyciskając śliskie palce do jej ust.
– Posmakuj tego – rozkazał.
Otworzyła usta i ssała jego palce, zlizując każdą kroplę własnych soków z jego skóry. Niski pomruk zawibrował na dnie jej gardła. Ten widok posłał świeżą falę gorąca prosto do jego krocza.
Opuściwszy nogi, kobieta pośpiesznie podniosła się na kolana. Pochyliła się nad jego podbrzuszem i ruszyła prosto na jego fiuta. Oplotła palce wokół grubej nasady i przeciągnęła językiem w mokrych, wirujących okręgach wokół napuchniętej żołędzi.
Podniosła wzrok, by ocenić jego reakcję. Mroczny głód w jego spojrzeniu powiedział jej, że robi to dobrze.
Vance odrzucił głowę do tyłu. Niski, dziki warkot wydarł się z jego piersi, gdy wzięła czubek jego kutasa do ust. Chwycił garść jej rudych włosów, przytrzymując ją w miejscu, gdy zaczął pieprzyć jej usta. Otworzyła się szeroko, przyjmując całą jego długość do gardła, upewniając się, że połyka preejakulat i soki ślizgające się po jego trzonie.
Chwycił ją za ramiona i pociągnął na nogi. Wbijając w nią swoje wargi, pocałował ją mocno, czując na jej języku smak własnej esencji zmieszanej z jej własną.
– Jesteś jedną złą dziwką, mi amor – pochwalił Vance.
Szeroki, triumfalny uśmiech rozlał się na jej twarzy. Praktycznie wibrowała z podniecenia, zanim opadła z powrotem na stół bilardowy, gotowa ponownie rozłożyć nogi.
To była jego ulubiona gra. Po co używać siły, skoro słowa działały lepiej? Nazwij je pięknymi, powiedz, że są dobrymi dziewczynkami, a zakochają się po uszy. Zrobią każdy zdeprawowany czyn, o który poprosi. To była jego złota zasada.
– Dziękuję, tatusiu – zamruczała.
Vance opuścił dłoń, uderzając jej nagą cipkę na tyle mocno, by zostawić czerwony ślad. Zadrżała, a jej uda rozchyliły się szerzej.
Noc była daleka od zakończenia, a patrząc na mokry bałagan, jaki robiła na jego stole bilardowym, ona też o tym wiedziała.
– Nie musisz opuszczać klasztoru, siostro. Tam naprawdę nie jest bezpiecznie. – Głos Katriny zadrżał, gdy podała stos złożonych szarych ubrań przez wąskie łóżko.
Maeva wzięła ubrania z łagodnym uśmiechem, wkładając je do otwartej walizki. Mały pokój z kamiennymi ścianami wydawał się dziś chłodniejszy niż zwykle.
Katrina oplotła ramionami własną talię, obserwując, jak Maeva się pakuje. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego jej starsza siostra upiera się, by opuścić sanktuarium klasztoru tylko po to, by znaleźć pracę w mieście. Starsze zakonnice szeptały na dziedzińcach dzikie, przerażające historie o nielegalnych, niebezpiecznych rzeczach, które ludzie robili za żelaznymi bramami. Lista okropności nie miała końca. Dla Katriny klasztor był najbezpieczniejszym miejscem, jakie pozostało na świecie.
Obserwowanie pakującej się Maevy było jak patrzenie na kogoś, kto wychodzi z raju prosto do jaskini lwa. Katrina spędziła ostatnie trzy dni, błagając ją o zmianę decyzji, ale dziewczyna pozostawała uparta. Kiedy Maeva obrała sobie jakiś cel, nic nie mogło jej powstrzymać.
Czasami Katrina żałowała, że ich rodzice nie żyją. Prawdziwa rodzina nie pozwoliłaby Maevie oddać się tak ryzykownemu planowi. Ale były sierotami. Znalazły łaskę i schronienie dwadzieścia lat temu, kiedy siostry je przygarnęły. Teraz, po dwóch dekadach spokoju, Maeva dobrowolnie wracała do dziczy.
– Wiem, że się boisz, ale obiecuję, że nic mi nie będzie – powiedziała Maeva. Wygładziła dłońmi złożony materiał. – Chcę znaleźć dla nas obu lepsze miejsce. Taki zawsze był plan. Siostry mnie w tym wspierają. Nie możesz mi zaufać, tylko ten jeden raz?
Jej głos płynął miękko i stabilnie, niosąc ze sobą spokojny autorytet, który zdołał przeciąć napięcie. Nawet w środku kryzysu Maeva wiedziała, jak uspokoić ludzi. Katrina zorientowała się, że kiwa głową na znak zgody, zanim zdążyła się powstrzymać.
– Ufam ci – szepnęła Katrina, a jej dolna warga zadrżała. – Ale będę za tobą bardzo tęsknić. Co, jeśli coś złego ci się tam przytrafi? Co, jeśli po mnie nie wrócisz?
Katrina nienawidziła tego, jak słabo zabrzmiała. Zawsze była tą kruchą z ich dwójki.
Maeva odeszła od walizki. Wiedziała dokładnie, jak bardzo Katrina ją kocha. Strzegły swoich pleców odkąd tylko pamiętały. Opuszczenie klasztoru zdruzgotałoby jej młodszą siostrę, ale Maeva czuła się w pułapce. Nie chciała zestarzeć się w tych kamiennych murach. Chciała zbudować prawdziwe życie, mieć własną firmę i posmakować sukcesu. Nic z tego by się nie wydarzyło, gdyby została zamknięta w klasztorze.
Jej życie było już zaplanowane na papierze. Krok pierwszy: zabezpieczyć tę nową posadę gospodyni. Krok drugi: oszczędzać każdy grosz, by wynająć małe mieszkanie w mieście. Krok trzeci: opłacić studia, zdobyć dyplom i znaleźć dobrze płatną pracę.
To było ogromne ryzyko, ale pozostanie w stagnacji było gorsze. Po prostu nie spodziewała się, że ta wiadomość aż tak złamie serce jej siostry.
Maeva rozłożyła ramiona.
Katrina załamała się. Z jej gardła wyrwał się zdławiony szloch i weszła prosto w objęcia Maevy, tuląc zalaną łzami twarz w ramię siostry.
– Wrócę po ciebie, mój mały króliczku. To obietnica, której zamierzam dotrzymać – wyszeptała Maeva, opierając podbródek na głowie Katriny. – Agencja już przyjęła mnie do pracy. Wszystko będzie dobrze.
Kilka tygodni temu Maeva zaaplikowała na stanowisko gospodyni w wielkim mieście przez agencję pracy. Pierwotnie miała zacząć swoją zmianę dzisiaj, ale zdołała ubłagać przełożoną o jeden dodatkowy dzień na spakowanie swoich rzeczy. Jutro rano pojedzie autobusem w nieznane.
Katrina pociągnęła nosem, potakując z głową na ramieniu Maevy.
Nie było mowy o zmianie zdania Maevy. Decyzja zapadła. Nawet przełożone siostry udzieliły jej błogosławieństwa wcześniej tego popołudnia. Nic nie powstrzyma jej przed wyjściem za te bramy jutro.
Maeva odsunęła się lekko, ocierając zabłąkaną łzę z policzka Katriny. – Dziękuję. A teraz, proszę, pomóż mi dokończyć pakowanie.
– Oczywiście – powiedziała Katrina.
Wiedząc, że nic nie zmieni zdania Maevy, Katrina wymusiła uśmiech. Odwróciła się z powrotem do wąskiego łóżka i zaczęła zbierać resztę porozrzucanych ubrań, układając je ostrożnie w otwartej skrzyni, sprawiając, że wyjazd Maevy stał się faktem dokonanym.
















