Następnego ranka Maevę obudził grzechoczący dźwięk dobiegający z zewnątrz jej małego domku. Brzmiało to jak pazury drapiące o drewniane drzwi w desperackiej próbie dostania się do środka. Zajmowała prywatne kwatery należące do poprzedniej pokojówki. Jej szef dbał o to, by wszyscy jego pracownicy mieli zapewnioną dobrą opiekę. Każdy służący w posiadłości Thorne'ów miał swoją własną sypialnię i była za to wdzięczna. Łatwiej było zachować prywatność, ale drapanie sprawiło, że zaczęła wątpić, czy jest sama.
Skamieniała ze strachu, wyślizgnęła się z łóżka. Narzuciła lekką kurtkę na prześwitującą koszulę nocną, otulając nią ramiona, po czym ruszyła w stronę drzwi powolnymi, niepewnymi krokami.
Uchyliła drzwi i wyjrzała na zewnątrz. Zamiast niebezpiecznego intruza, ze zdziwieniem odkryła ogromne, włochate zwierzę siedzące na jej werandzie. Z wywieszonym z pyska językiem, dyszało, wpatrując się w nią z dołu.
Uśmiechając się, kucnęła, by pogłaskać je po głowie. Nie widziała żadnego psa, kiedy wczoraj się wprowadzała, więc była nieco zaskoczona widokiem zwierzaka biegającego teraz swobodnie.
– Cześć, mały – odezwała się łagodnie. Pies zaszczekał w odpowiedzi, a jego ogon uderzył głucho o deski podłogi. – Nie zgubiłeś się, co? Gdzie twój pan? – zapytała, drapiąc go za uszami.
Zamiast odpowiedzieć, pies nagle odwrócił się i popędził żwirową ścieżką, biegnąc tak, jakby od tego zależało jego życie.
– Czekaj! – krzyknęła. Bez namysłu wybiegła na zewnątrz, goniąc zwierzę za zakręt kamiennej ścieżki.
Zanim zdążyła zarejestrować ruch przed sobą, uderzyła z impetem w coś, co przypominało solidny mur z cegieł.
Mocne, muskularne ramiona wystrzeliły w jej stronę, chwytając ją, by zapobiec upadkowi w tył na twardą ziemię.
Zaskoczona, wciągnęła gwałtownie powietrze i podniosła wzrok. Jej oczy rozszerzyły się w szoku, kiedy uświadomiła sobie, że wpatruje się w imponującą twarz swojego szefa, Vance'a.
Uświadamiając sobie ich bliskość i ciepło bijące od jego klatki piersiowej, wyrwała się z jego objęć jak ktoś, kto właśnie popełnił ciężki grzech. Odskoczyła na kilka kroków w tył.
– D-dzień dobry, proszę pana – przywitała się bez tchu.
Vance był zdezorientowany. Właśnie przygotowywał się do porannego joggingu, kiedy poczuł, jak jakieś miękkie ciało przykleja się do jego twardej klatki piersiowej. Jego pierwszym impulsem było nakrzyczeć na tego, kto miał czelność na niego wpaść, ale potem jego niegrzeczny umysł zarejestrował niezaprzeczalną miękkość wciskającą się w jego tors. Nie miał innego wyjścia, jak tylko ugryźć się w język.
– Dzień dobry – odpowiedział Vance. Jego ciemne oczy uważnie jej się przyglądały, chłonąc piękno niewinnych, niebieskich oczu, które wpatrywały się w niego.
Właśnie w tym momencie ją rozpoznał. To była nowa pokojówka, którą widział zeszłej nocy. Ta przysłana, by zastąpić Gretę.
Jego intensywne spojrzenie powędrowało w dół, zatrzymując się na jej piersiach. Poranne światło słoneczne padało na nią w taki sposób, że prześwitująca koszula nocna pod rozpiętą kurtką stała się niemal przezroczysta. Zarys jej sterczących piersi i ciemne wierzchołki sutków były doskonale widoczne.
Nagłe, ostre podniecenie drgnęło w jego spodniach. Jego kutas stwardniał, pęczniejąc pod materiałem dresów, gdy u jego nasady zapulsowało ciężkie pulsowanie. Nie spodziewał się tego. Nie powinna wyglądać jeszcze bardziej oszałamiająco niż zeszłej nocy. W duchu zadawał sobie pytanie, dlaczego ta konkretna kobieta tak całkowicie przykuła jego wzrok, sprawiając, że stanął mu od samego jej stania obok.
Maeva pochwyciła jego ciemne, przedłużające się spojrzenie. Uświadamiając sobie, na co dokładnie się gapi, poczuła, jak zalewa ją fala spłoszonej paniki. Instynktownie ścisnęła kurtkę mocno na piersiach, ukrywając odsłonięte biusty. Wtedy dotarło do niej, że stoi na zewnątrz ze swoim szefem, ubrana jedynie w prześwitującą koszulę nocną.
– Przepraszam! – pisnęła. Odwróciła się na pięcie i uciekła z jego pola widzenia, wpadając z powrotem do swojego domku i zatrzaskując za sobą drzwi.
Vance prawie roześmiał się z jej spanikowanej reakcji. Nie potrafił stwierdzić, czy uciekła, bo była naiwna, czy też widok jego osoby poruszył w niej coś głębokiego. Wiedział, że wygląda jak piękna rzeźba. Niezliczone kobiety moczyły majtki od samego patrzenia na niego i założył, że jego intensywna obecność zbiła ją z pantałyku.
– Chodź, King, idziemy – zawołał za psem, który biegł za nim. Zwrócili się w stronę głównej bramy, by powrócić do swojej porannej rutyny.
Z powrotem w bezpiecznych murach swoich kwater, Maeva wzięła kilka głębokich oddechów, by uspokoić pędzące tętno. Gdy bicie jej serca wróciło do normy, uklękła przy łóżku i dokończyła poranne modlitwy. Zawsze odnajdywała pewien spokój, kiedy rozmawiała z Bogiem. Była pewna, że On nad nią czuwa i kieruje jej krokami. Sama ta myśl napełniła ją ulgą i odgoniła resztki zawstydzenia.
Po modlitwie wzięła szybką kąpiel, ubrała się w mundurek pokojówki i zrobiła sobie miskę ciepłego makaronu. Zapisała sobie w pamięci, by odwiedzić sklep spożywczy, gdy tylko otrzyma pierwszą wypłatę. Jeśli wszystko pójdzie gładko, może z czasem zapytać siostry z sierocińca, czy Katrina mogłaby zamieszkać z nią. To był ogromny plan, ale wkrótce wszystko miało okazać się tego warte.
Po odstawieniu talerzy do zlewu, wyszła z domku i ruszyła w stronę wielkiej rezydencji, by rozpocząć codzienne obowiązki.
W połowie sprzątania jadalni skierowała się do kuchni. Nadine już tam była, układając rzeczy w spiżarni.
– Jak minęła twoja pierwsza noc, Maevo? – zapytała ciepło Nadine na widok wchodzącej młodszej dziewczyny.
– Była cudowna, Nadine – odpowiedziała Maeva z promiennym uśmiechem. – Widzę, że ty też dobrze spałaś. Aż promieniejesz.
Nadine machnęła ręką z serdecznym śmiechem. – Akurat! Nie naśmiewaj się z moich starych kości, Maevo.
– Ale ja nie kłamię. Nigdy nie mogłabym kłamać w takiej sprawie – powiedziała cicho Maeva.
– Pochlebstwami zajdziesz daleko, moje dziecko – zachichotała Nadine. – Dokończę pracę tutaj w kuchni. Może poszłabyś na górę i posprzątała sypialnię szefa?
– Oczywiście – skinęła głową Maeva.
Miała szczęście, że Nadine oprowadziła ją po domu zaraz po wczorajszym przyjeździe, bo inaczej już dawno zgubiłaby się w tej ogromnej posiadłości. Polegając na swojej pamięci, przemierzała wspaniałe schody i długie korytarze, aż w końcu dostrzegła podwójne drzwi sypialni Vance'a.
Zapukała delikatnie w drewno. Gdy nikt nie odpowiedział, nacisnęła klamkę i weszła do środka.
W chwili, gdy przekroczyła próg, Maeva zamarła w czystej dezorientacji. Szczęka jej opadła.
Luksusowy pokój został zdemolowany. Wyglądał, jakby przeszło przez niego trzęsienie ziemi. Drogie prześcieradła były zerwane z materaca, splątane i rozrzucone po podłodze. Wszędzie walały się poduszki. Ciężki fotel leżał przewrócony, a ubrania były rozsypane na kosztownym dywanie.
Maeva zamrugała, a jej niewinny umysł z trudem próbował pojąć ten chaos. Czy zeszłej nocy przez miasto przeszło trzęsienie ziemi? Ale to nie miałoby sensu, ponieważ nie zatrzęsło jej własną sypialnią. Jak to możliwe, że coś takiego spotkało tylko jego sypialnię? Nie miała pojęcia, że wpatruje się w sprośne następstwa dzikiej nocy seksu Vance'a i Cleo.
Odepchnąwszy na bok swoje zdezorientowane myśli, potrząsnęła głową i zabrała się do pracy. Zaczęła zbierać rozrzucone ubrania, stawiać ciężki fotel i gromadzić zrujnowane prześcieradła.
Była w połowie sprzątania, kiedy drzwi od przyległej łazienki nagle otworzyły się na oścież.
Vance wyszedł do sypialni, kompletnie nagi pod pojedynczym białym ręcznikiem zawiązanym luźno w pasie. Krople wody przylegały do jego szerokiej, muskularnej klatki piersiowej i wyrzeźbionego brzucha.
Maeva była przerażona. Odwróciła się gwałtownie, stając twarzą w przeciwnym kierunku. Nagła, spłoszona panika zalała ją, gdy buzujące napięcie seksualne zderzyło się z jej niewinnym umysłem.
Oddychała krótko, urywanie, uświadamiając sobie, że właśnie po raz pierwszy w życiu zobaczyła swojego szefa półnagiego. Dzisiejszy dzień wcale nie zapowiadał się dla niej obiecująco.
















