Vance pchnięciem otworzył drzwi swojej sypialni, z umysłem zamglonym irytującym obrazem nowej pokojówki. Jego kutas mocno pulsował o rozporek, uparty ból, który musiał teraz ugasić. Wszedł do słabo oświetlonej sypialni, gotów nalać sobie mocnego drinka, ale zatrzymał się w pół kroku.
Cleo leżała naga na środku jego wielkiego łóżka, przykryta jedynie cienkim polarowym kocem, który narzucił na materac tego ranka. Na jego twarzy odmalował się srogi grymas. Jego łóżko było strefą zakazaną. Nigdy nie pieprzył kobiety na własnym materacu, granica, którą egzekwował z bezwzględną dyscypliną. Niezobowiązujące przygody należały do pokoi gościnnych. Ale Cleo już tam leżała z porozumiewawczym uśmieszkiem igrającym na jej ustach. Vance'owi brakowało cierpliwości, by ją stamtąd wyciągać. Buzowało w nim zbyt wiele tłumionej agresji. Potrzebował ostrego upustu.
Cleo obserwowała, jak jego ciemne oczy lustrują jej nagie ciało. Znała jego zasady lepiej niż ktokolwiek inny. Była jego najlepszą przyjaciółką i jedyną kobietą, która ośmieliła się balansować na krawędzi jego surowych granic. Miała dość bycia przeginaną przez biurko czy traktowaną jak dziwka na jedną noc. Dziś chciała udowodnić, że jest wyjątkiem.
– Jesteś – jej głos przerwał ciszę, gęsty od oczekiwania.
Vance skrzyżował ramiona, a jego potężna sylwetka blokowała wejście. Potrzebował rozproszenia, by zagłuszyć nietypową dla niego miękkość, która ogarnęła go na dole.
Biorąc jego milczenie za sygnał, Cleo wstała. Pozwoliła, by koc zsunął się z jej ramion, opadając u jej stóp. Stała odsłonięta, prezentując swoje jędrne piersi i ciemny trójkąt włosów nad swoją cipką.
Podeszła bliżej, a jej bose stopy stąpały po drewnianej podłodze. Ani na chwilę nie przerwała kontaktu wzrokowego.
– Cieszę się, że jesteś tu teraz ze mną, Vance – szepnęła, a jej głos opadł, gdy skróciła dystans. Sięgnęła w górę, zbliżając usta do jego szczęki. Skubnęła napięty mięsień pod kością. Jej mokry język wystrzelił, wytyczając ścieżkę aż do jego ucha.
Niski warkot zabrzmiał w klatce piersiowej Vance'a. Cleo dokładnie wiedziała, jak podsycić jego pierwotne pragnienia. Jej zwinne palce przeniosły się na jego ciemną koszulę, rozpinając guziki. Zsunęła drogi materiał z jego szerokich ramion. Jej dłonie opadły na jego skórzany pasek. Odpięła go, rozsunęła rozporek i zepchnęła jego spodnie wraz z bokserkami. Jego twardy kutas wyskoczył z nich, uderzając o jego brzuch. Był gruby, mocno użylony i sączył preejakulat przy żołędzi, łaknąc ciasnego tarcia.
– Wiesz... – zamruczała, a jej opuszki palców wędrowały po jego wyrzeźbionym brzuchu w dół do krocza. – Kiedy byłam w tej podróży służbowej, myślałam tylko o tobie.
– O czym dokładnie myślałaś? – zapytał Vance, a jego głos był szorstki z pożądania.
Uśmiechnęła się, przypatrując się jego sterczącej erekcji. – Myślałam o tym, jak smakujesz. Myślałam o tym, jakie to by było uczucie, znowu poczuć twojego grubego kutasa zatopionego głęboko we mnie.
To był zapalnik. Sprośne słowa zmieszane z jego narastającą frustracją sprawiły, że Vance przekroczył granicę. Musiał ponownie potwierdzić swoją dominację. Jednym szybkim, brutalnym ruchem, jego wielka dłoń wystrzeliła i zacisnęła się na delikatnym gardle Cleo. Obrócił ją, zmuszając, by przywarła plecami do jego twardej klatki piersiowej, a jego chwyt był na tyle silny, by potwierdzić kontrolę, ale i uważny, by nie tamować jej oddechu. Była jego seksualnym więźniem, mającym służyć jednemu, pojedynczemu celowi: otępiającemu umysł uwolnieniu.
– Wiesz co, Cleo? – dyszał ciężko jej do ucha. Jego wolna dłoń powędrowała w górę, zaciskając się na zaokrągleniu jej piersi. Ścisnął miękkie ciało mocno, ugniatając je bez litości. Jego kciuk znalazł sterczący sutek, rolując i szczypiąc wrażliwy pąk, aż z jej ust wyrwało się sapnięcie.
– Jestem dzisiejszej nocy twoim dżinem. Ale niestety, masz tylko jedno życzenie – jego głęboki głos wibrował na jej szyi. – Więc wykorzystaj je mądrze. – Ugryzł ją w płatek ucha, posyłając dreszcz w dół jej kręgosłupa.
– Vance! – zaskomlała, drżąc w jego ramionach.
– Więc co to będzie, Cleo? – zażądał odpowiedzi. Jego dłoń opuściła jej pierś, wędrując po płaskim brzuchu i zanurzając się między jej udami. Jego palce otarły się o mokrą, opuchniętą cipkę.
Przysunął dłoń do twarzy, wciągając piżmowy zapach jej podniecenia. – Niech to szlag, Cleo. Ociekasz szeptami, a ja cię jeszcze nawet nie dotknąłem.
– Chcę... – wydyszała, chwytając jego nadgarstek. Skierowała jego dłoń z powrotem w dół, przyciskając palce prosto do śliskiego wejścia jej cipy. – Chcę...
– Dawaj – ponaglał, wbijając pojedynczy, gruby palec przez jej mokre wargi i głęboko do ciasnej pochwy.
– Kurwa! – krzyknęła, a jej głowa odskoczyła w tył na jego ramię. Jego szorstkie traktowanie stopiło jej mózg w kałużę czystego pożądania.
– Chcesz usłyszeć „kurwa”? – zakpił, wpychając drugi palec. Rozciągnął jej ciasne ścianki, a jego kciuk odnalazł łechtaczkę i nacisnął ją z całej siły.
– O mój boże, Vance! – wrzasnęła, uderzając biodrami w jego dłoń. Skrajna intensywność jego chwytu na jej szyi i karzący rytm jego palców wprawiły jej nogi w drżenie.
– Powiedz mi to, co chcę usłyszeć, Cleo – rozkazał Vance, więżąc ją przy swoim ciele.
Jej klatka piersiowa falowała. – Chcę... Chcę, żebyś rżnął mnie, dopóki nie będę mogła chodzić – wyrzuciła z siebie.
Vance uśmiechnął się na jej skórze. – Życzenie spełnione.
– Zostaniesz przeze mnie wyruchała niezależnie od tego, czy tego pragniesz, czy nie, Cleo. Wypełnię twoją ciasną cipę moim kutasem. To obietnica.
Wbił trzeci gruby palec głęboko do jej ociekającej dziurki. Zaczął mocno posuwać ręką, rozciągając jej mokre ścianki do granic wytrzymałości. Jego kciuk zablokował się na napuchniętej łechtaczce, uderzając w ten mały punkcik bez litości. Ta czysta stymulacja uderzyła w Cleo jak pociąg towarowy. Wysoki jęk wyrwał się z jej ust, gdy jej wewnętrzne mięśnie zacisnęły się, kurcząc się na jego palcach. Gorący płyn tryskał z jej cipki pod dużym ciśnieniem, zalewając jego dłoń i spływając po jej wewnętrznych udach. Jej kolana ugięły się pod siłą szczytowania, ale Vance trzymał ją mocno za gardło, podtrzymując ją w pionie w trakcie wytrysku. Wyjął śliską rękę, obserwując, jak jej soki zsuwają się z jego skóry.
Okręcił nią i pchnął z powrotem na brzeg materaca. Vance opadł na kolana, chowając twarz między jej udami. Od razu złapał ustami spuchniętą, różową łechtaczkę, ostro ją zasysając. Przebodźcowana Cleo usiłowała go odepchnąć, ale on ścisnął jej biodra, stanowczo ją przytrzymując. Pożerał ją – jego rozgrzany język uderzał w łechtaczkę, w czasie gdy palce na nowo zapuszczały się w głąb jej ciała.
– Proszę, Vance! – błagała, miotając się po łóżku.
Zignorował to błaganie. Pociągnął się do góry; jego wargi oderwały się od wilgotnej cipki, żeby pochwycić jedną z jej piersi. Zassał sutek do ust, ciągnąc za niego mocno, niczym zagłodzony mężczyzna. Cleo krzyknęła z czystej rozkoszy; w jej umyśle zrobiło się zwarcie z powodu jego niestrudzonego ataku.
Następnie wyprostował się, a w jego mrocznych oczach zapłonęło nieokiełznane pożądanie. Chwycił pulsującego kutasa, celując błyszczącą, purpurową żołędzią w roztwarte wejście. Zrobił to jednym gwałtownym, szybkim ruchem; wysunął biodra do przodu, włażąc po same jaja w jej ciasną cipę.
– Kurwa! Jakie to dobre! – ryknęła, wbijając paznokcie głęboko w jego masywne ramiona.
Pierwotny, groźny pomruk wyrwał się z gardła Vance'a. Rozpalone, wilgotne ciepło jej pochwy pochłonęło całą jego długość, mocno obejmując trzon kutasa. Wycofał biodra, pokazując ociekającego chuja i wbił się w nią znowu, narzucając zabójcze tempo. Jej duże piersi podskakiwały w rytm tej agresji. Wilgotne uderzenia jego ud o jej pośladki odbijały się echem po sypialni, tworząc zbereźną symfonię dzikiego seksu.
Wbijał ją w materac, a powtarzające się pocieranie rozkręcało coraz bardziej szalejący pożar w jego pachwinach. Potrzebował jednak lepszego kąta. Wymagał do tego całkowitej siły przebicia.
Vance chwycił ją za talię i wyciągnął kutasa. Zanim zdążyła zaprotestować, ściągnął ją z łóżka i pchnął na ciężki dębowy stół stojący w kącie.
Chwycił jej smukłe nogi, zarzucając jej podkolanówki na swoje szerokie ramiona. Jej cipka była w pełni wystawiona na jego głodne spojrzenie: różowa, opuchnięta i lśniąca ślisko od ich zmieszanych płynów. Vance pochylił się, wsuwając język głęboko w jej przesiąknięte, mokre fałdy, zastępując nim swojego kutasa na kilka doprowadzających do szału sekund. Smakował swój piżmowy preejakulat zmieszany z jej słodkim sokiem, siorbiąc jej łechtaczkę, dopóki nie wygięła pleców w łuk, łapczywie chwytając powietrze.
– O mój Boże – jej głos był słaby, przepełniony czystą, zdesperowaną potrzebą.
Vance wyprostował się, górując nad nią. Chwycił swojego twardego jak skała fiuta i wbił go z powrotem prosto w jej ociekającą cipę. Nowy kąt pozwolił mu dojść do samego końca, a jego kutas uderzał w najgłębsze zakamarki jej ciasnych ścianek.
Pieprzył ją w dzikim, agresywnym rytmie. Każde pchnięcie było wykalkulowane, by na nowo potwierdzić jego dominację, by oczyścić umysł z jakichkolwiek zalegających rozpraszaczy. Cleo wykrzykiwała jego imię, błagając o więcej, gdy wbijał się w nią bez litości. Ścisnął mocno jej biodra, zakotwiczając ją na krawędzi stołu, podczas gdy uderzał biodrami w przód jak tłok.
Mokre dźwięki zderzających się ciał wypełniły powietrze. Vance zacisnął zęby, a jego mięśnie napinały się przy każdym mocnym pchnięciu. Posiadał jej ciało, kontrolował jej przyjemność i dyktował warunki ich spotkania. Uderzał w jej ciasne, mokre ciało raz za razem, wiedząc, że ta noc jest daleka od zakończenia, a jej życzenie wciąż nie zostało spełnione.
















