Nieskalana obsesja miliardera

Nieskalana obsesja miliardera

Autor: Vesper·Léthé

Niewinne przybycie
Autor: Vesper·Léthé
10 sie 2026
– Myślałem, że mówiłaś, że gospodyni, która ma zastąpić Gretę, jest już w drodze? Gdzie ona jest?! – Głos Vance'a zagrzmiał w słuchawce, odbijając się echem jak uderzenie pioruna w jego wystawnej głównej sypialni. Wiele mil stąd przedstawicielka agencji odsunęła telefon od ucha, krzywiąc się w czystym przerażeniu. Znała wybuchowy temperament Vance'a aż za dobrze. Kiedy człowiek pokroju Vance'a Thorne'a wpadał w gniew, kariery znikały z dnia na dzień. Gorączkowo szukała wymówki, a jej dłonie pociły się na plastikowej słuchawce. Jak mogła powiedzieć mężczyźnie jego formatu, że dziewczyna, o której mowa, nie zameldowała się jeszcze nawet w agencji? Podano by mu jej głowę na srebrnej tacy. Vance potarł skronie, a mroczny grymas wykrzywił jego ostre, przystojne rysy. Nie miał za grosz cierpliwości do niekompetencji. Utrzymywał długą, rotacyjną listę kobiet wyłącznie w celu zaspokajania swoich seksualnych pragnień, ale poza tym nie żywił do płci żeńskiej żadnych uczuć. Tylko je pieprzył i to było wszystko. Nie chciał słuchać żałosnych wymówek; chciał, żeby jego rozległa posiadłość została natychmiast posprzątana. – Ona jest w drodze, proszę pana – wyjąkała kobieta w słuchawce, a jej głos drżał, gdy rozpaczliwie próbowała ratować sytuację. – Ruch w mieście jest dziś rano okropny. Jestem prawie pewna, że to dlatego jeszcze nie dotarła. Vance syknął przez zęby i trzasnął słuchawką, zrywając połączenie. Dalsza dyskusja była bezcelowa. Odwrócił się i zlustrował chaotyczne pobojowisko w swojej sypialni, marszcząc brwi z głęboką pogardą. Ubrania były niedbale porozrzucane na drogich, importowanych dywanach. Wpółpuste kieliszki zagracały szafkę nocną, a splątane, zrujnowane pościele śmierdziały seksem. To miejsce było katastrofą. Po jego małej łóżkowej eskapadzie z rudowłosą dziewczyną numer jeden zeszłej nocy wiedział, że pokój będzie zdemolowany. Właśnie dlatego tak pilnie potrzebował gospodyni. Jego ostatnia pokojówka, Greta, odeszła po dostaniu się na studia. Starsi pracownicy nie mogli sami poradzić sobie z ogromnym obciążeniem pracą w posiadłości. Greta była niezłym kąskiem, ale Vance działał według ścisłej osobistej zasady: nigdy nie seksualizował swoich pracownic. Wolał do tego swoje stałe kurwy. Interesy to interesy. Chwytając swoją szytą na miarę marynarkę z pobliskiego krzesła, Vance ruszył w stronę drzwi sypialni. Miał do poprowadzenia lukratywne imperium. Pojedzie do biura i będzie się modlić, żeby nowa pokojówka podjęła swoje obowiązki przed jego powrotem. Jeśli jej tam nie będzie, złożył cichą przysięgę. Wykona kilka telefonów, zniszczy biznes agencji i dopilnuje, żeby już nigdy nie zdobyli żadnego klienta w Los Angeles. Banda bezużytecznych idiotów. Wiele mil od wściekłego miliardera żółta taksówka pędziła gwarnymi ulicami Los Angeles. Maeva Carlisle siedziała na tylnym siedzeniu, z twarzą przyciśniętą do rozmazanego szkła okna. Właśnie przyjechała do miasta, a jej oczy były wciąż lekko zaczerwienione od płaczu i pocieszania innych sióstr w klasztorze. Opuszczenie jej dwudziestoletniego sanktuarium niosło ze sobą ogromny, słodko-gorzki ciężar, ale nic nie mogło jej powstrzymać przed pogonią za marzeniami. Górujące nad miastem wieżowce ciągnęły się ku górze, a ich szklane fasady lśniły w kalifornijskim słońcu. Samochody mijały ją w szalonej, niekończącej się symfonii klaksonów i silników. Sama skala miasta całkowicie ją zahipnotyzowała. Chciała pochylić się do przodu i zapytać kierowcę, czy budynki naprawdę sięgają nieba. Było to przytłaczające, stanowiło ostry kontrast z cichymi kamiennymi murami, które znała od dzieciństwa. Pozostawała nieświadoma mrocznych, bezlitosnych realiów czających się pod błyszczącą powierzchnią miasta. Taksówkarz dostrzegł jej wielkie z podziwu oczy w lusterku wstecznym. Widząc, jak dziwnie patrzyła na codzienne rzeczy, wziął na siebie obowiązek wyjaśniania zabytków. Wiedział, że klasztorne życie czyni człowieka ślepym na prawdziwy świat. Miał tylko nadzieję, że znajdzie to, czego szuka, wiedząc, że świat zewnętrzny może być przerażającym miejscem dla kogoś tak niewinnego jak ona. Gdy taksówka w końcu zatrzymała się przed eleganckim biurowcem, pomógł jej z torbami i życzył bezpiecznej drogi. Maeva sprawdziła szyld nad wejściem, poprawiła kołnierzyk swojej skromnej sukienki i przepchnęła się przez szklane drzwi agencji zatrudnienia. W holu wrzało od szalonej, chaotycznej energii. Pracownicy pędzili z podkładkami, wściekle pisząc przy biurkach. Maeva podeszła do lady recepcyjnej, rzucając ciepły, promienny uśmiech. – Dzień dobry – przywitała się miękkim, uprzejmym głosem. – Nazywam się Maeva Carlisle... Recepcjonistka przerwała jej agresywnym, wrogim spojrzeniem. – Ty jesteś tą suką, która ma dziś zacząć pracę? Maeva zamrugała, niewzruszona nagłym jadem. Prostacka zniewaga spłynęła po niej jak woda, a jej niewinny umysł ledwo zarejestrował złośliwość kryjącą się za tymi słowami. Utrzymała pewny uśmiech i skinęła głową. – Tak, to ja. – I dopiero teraz przyjeżdżasz? – Recepcjonistka aż kipiała ze złości, mrużąc oczy. – Madam Myra na pewno zetnie ci za to głowę. – Chwyciła za telefon, szybko wybierając numer wewnętrzny, by zadzwonić do swojej szefowej. Maeva zmarszczyła brwi w szczerym zdezorientowaniu. O czym one mówiły? Dlaczego ktoś miałby chcieć jej głowy? Kilka sekund później z tylnego biura wypadła rozgorączkowana kobieta po trzydziestce. Twarz Myry była blada, jej nerwy wciąż nadszarpnięte przerażającą groźbą, którą Vance przekazał jej przez telefon. Podeszła prosto do Maevy, przeciągając ostrym spojrzeniem po przestarzałym, konserwatywnym ubraniu dziewczyny. Skomentowałaby ten dziwaczny strój, gdyby miała czas, ale i tak stąpała już po rozżarzonych węglach. – Maeva Carlisle? – zażądała odpowiedzi Myra. – To ja – odpowiedziała Maeva, odwracając się do niej. – Zastanawiałam się, czy nie zastąpić cię kimś innym, gdybyś przyszła o minutę później – powiedziała Myra głosem zduszonym z paniki. – Powiedzmy, że szczęście jest dziś po twojej stronie. Osoba, dla której masz pracować, jest już wściekła. Musisz wyjść w tej sekundzie, zanim rozwścieczysz go jeszcze bardziej. Myra pospiesznie nabazgrała adres na kartce papieru i wcisnęła ją do ręki Maevy. – Dwadzieścia procent tego, co zarobisz, idzie do agencji. Uporządkowałam już kwestie finansowe z twoim nowym szefem. Idź. Maeva wpatrywała się w pospieszne pismo na kartce. Spojrzała z powrotem na spanikowaną szefową agencji. – Jak mam tam dotrzeć? Myra stanęła jak wryta, zszokowana. Wpatrywała się w blondynkę z niedowierzaniem. – Żartujesz sobie ze mnie? – Bardzo przepraszam – Maeva przeprosiła szybko, wyczuwając nagłą zmianę w tonie kobiety. – Nigdy wcześniej nie byłam w mieście, więc nie wiem, jak się tu poruszać. Sfrustrowana czystą naiwnością dziewczyny, Myra wypuściła ciężkie westchnienie. – Po prostu weź taksówkę i daj kierowcy adres. Miejsce, w którym będziesz pracować, jest bardzo popularne. Każdy w tym mieście wie, gdzie się znajduje. – Dziękuję! – Promienny uśmiech powrócił na policzki Maevy. Wylewnie podziękowała zdenerwowanej kobiecie, chwyciła swoje torby i pośpiesznie wyszła z biura. Wszystko w końcu układało się w jedną całość. Teraz to była tylko kwestia czasu. Wracając na tętniący życiem chodnik, Maeva stanęła w pobliżu krawężnika, machając ręką na przejeżdżające żółte samochody. Ruch w mieście był nieustępliwy. Zmagała się przez ponad piętnaście minut, zanim jedna z taksówek w końcu się zatrzymała. Wsunęła się na tylne siedzenie, odczytała adres z kartki i podała go kierowcy dokładnie tak, jak poleciła Myra. Taksówka kluczyła przez rozległą metropolię, zostawiając za sobą gęste bloki handlowe. Krajobraz stopniowo się zmieniał. Betonowe chodniki zamieniły się w wypielęgnowane trawniki. Skromne sklepy ustąpiły miejsca wysokim żelaznym ogrodzeniom i bujnym, rozłożystym drzewom. Beverly Hills było innym światem. Pojazd w końcu się zatrzymał. Maeva zapłaciła kierowcy, zebrała swoje torby i wysiadła na nieskazitelny chodnik. Zamarła, a oddech uwiązł jej w gardle. To nie był po prostu dom. To była ogromna, pałacowa posiadłość, która rozciągała się jak nowoczesna forteca. Architektura była elegancka, onieśmielająca i krzyczała o nietykalnej władzy. Z przodu wysokich bram bezpieczeństwa masywny szyld łapał poranne słońce. Nazwisko „Thorne” było wypisane grubymi, lśniącymi złotymi literami. Maeva stała wrośnięta w chodnik, przyciskając swoje znoszone torby do piersi. Ogromna skala bogactwa przed nią wykraczała poza wszystko, co kiedykolwiek mogła sobie wyobrazić. Ktokolwiek mieszkał za tymi złotymi bramami, posiadał poziom sukcesu, o jakim ona tylko marzyła. To było to. Ogarnął ją podziw, zastępując nerwowe napięcie pełnym oczekiwania zachwytem. Zamknęła oczy na ułamek sekundy, czując na jasnej skórze ciepłą kalifornijską bryzę. Wymamrotała cichą modlitwę pod nosem, prosząc o siłę, a następnie mocniej ścisnęła swój bagaż i ruszyła w stronę ochroniarzy.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Niewinne przybycie – Nieskalana obsesja miliardera | Czytaj powieści online na beletrystyka