Odrzucona przez moją fałszywą rodzinę, ukoronowana przez miliardera

Odrzucona przez moją fałszywą rodzinę, ukoronowana przez miliardera

Autor: Emma Collins

Rozdział 2
Autor: Emma Collins
4 cze 2026
Rozdział 2 Ktoś w nią wątpi? Główny ekran w pokoju natychmiast przełączył się w tryb holograficzny, wyświetlając obszerne akta rodziny Vaughanów. Ich rodowód sięgał pięciu wieków wstecz, a przodkowie służyli jako królewscy doradcy, w rzeczywistości pociągając za sznurki z ukrycia. Bieżące dane wywiadowcze wskazywały, że wezwali do Astrea Spire w Halston najlepszych lekarzy i poddawali ich selekcji, by wyleczyć patriarchę rodu, Ashera Vaughana. Z medycznego punktu widzenia jego rokowania były jednak beznadziejne. Gra właśnie stała się pociągająca. Kaelie oparła się wygodnie, swobodnie zakładając nogę na nogę. „Powiedz im, że wchodzę w to”. „Doskonale. Zlecę im przelew środków”. „Płatność po wykonaniu zadania” – przerwała Kaelie. „Znasz moje warunki”. Pieniądze były dla Kaelie głównym motywatorem, ale beznadziejne przypadki medyczne zajmowały zaszczytne drugie miejsce. Im bardziej beznadziejnie, tym lepiej. Sprawa Vaughanów była wprost podręcznikowo wręcz idealna. Oto i ona, legendarny Widmowy Uzdrowiciel. Jak na ironię, mogła być jedynym lekarzem, którego nie obchodziło nazwisko Vaughan. Dla rodzin pokroju Hardwicków samo otrzymanie zaproszenia wymagałoby wykorzystania wszelkich możliwych znajomości. Z dnia na dzień Halston zatętniło życiem. Najpierw elita z Kingsport szukała zaginionej dziedziczki. Potem pojawiło się medyczne wezwanie rodziny Vaughanów. Krążyły plotki, że przybyli specjalnie dlatego, iż właśnie tutaj działał Widmowy Uzdrowiciel. Miejskie plotki o tajemniczym lekarzu bardzo się od siebie różniły. Jedni twierdzili, że był to mężczyzna w średnim wieku o imieniu Franklin, inni zarzekali się, że to stuletni duch. A dzięki zaangażowaniu rodziny Vaughanów, ten nieuchwytny medyk mógł wreszcie ujawnić swoje prawdziwe oblicze. ***** Następnego ranka Kaelie wstała wcześnie, obmyła twarz wodą i postanowiła zrezygnować z samochodu, aby uniknąć porannych korków. Zamiast tego chwyciła przy bramie swój skuter i odjechała niespiesznym tempem. „Kaelie, wcześnie dzisiaj wstałaś” – zawołał ktoś z oddali. Uśmiechnęła się szeroko. „Trzeba zarabiać na życie, prawda?”. Godzinę później dotarła pod Astrea Spire, jeden z najsłynniejszych budynków w Halston. W holu tętniło życie, a przy wejściu kłębiły się tłumy. Wyglądało na to, że zjawiła się tu każda licząca się w mieście szych. Wśród rzędów luksusowych samochodów skuter Kaelie pasował jak pięść do nosa. Tutejsi ochroniarze oceniali po pojeździe, nie po kierowcy. Zanim zdążyła zaparkować, jeden ze strażników odprawił ją gestem dłoni. „Ej, ty! To nie jest żaden park publiczny. Zjeżdżaj stąd. Dzisiaj odbywa się tu impreza zamknięta”. Kaelie obdarzyła go chłodnym spojrzeniem. „Jestem tu, by wyleczyć tego całego Vaughana”. Ochroniarz prychnął i roześmiał się: „Tak, jasne. Ile masz lat? Nawet nie wyglądasz, jakbyś miała prawo wykonywania zawodu”. Uśmiechnęła się kpiąco, wyciągając telefon, by wysłać szybką wiadomość głosową do swojego zespołu. „Przekażcie im, że Widmowy Uzdrowiciel jest na miejscu. Lepiej, żeby ktoś po mnie wyszedł”. Ochroniarz wytrącił jej telefon z dłoni. „Widmowy Uzdrowiciel? Wciśnij ten kit komuś innemu. Masz zaproszenie? Nie? To przestań marnować mój czas”. Wskazał podbródkiem na pobliski, luksusowy samochód. „Oto prawdziwy VIP. Założę się, że nigdy nie widziałaś takiego wozu”. Z służalczym uśmiechem rzucił się, by otworzyć drzwi auta. Wewnątrz samochodu siedziała Cassandra, dawno zaginiona dziedziczka rodu Hardwicków, trzymając pod ramię starszego mężczyznę. „Panie Everett, panno Hardwick, w środku wszystko jest już gotowe” – rozpływał się w zachwytach ochroniarz. Dwoje gości zaledwie zaszczyciło go skinieniem głowy. Przez okno Cassandra dostrzegła Kaelie. Na jej bladej twarzy odmalowała się dezorientacja. „Co ona tu robi?” – zastanawiała się. Siedzący obok niej starszy mężczyzna zauważył jej wahanie. „Coś nie tak, Cassandro?”. Wymusiła uśmiech. „Nic, Harrisonie. Po prostu... to mój pierwszy raz na takim wydarzeniu. Będę podążać za tobą i uważnie się przyglądać”. Starszy mężczyzna, Harrison Everett, uśmiechnął się z aprobatą. Tymczasem Kaelie nie wdała się w dyskusję. Po prostu przerzuciła nogę przez skuter i odepchnęła się od ziemi. Dobry lekarz wiedział, kiedy należy odejść: niektóre dusze wołały o uzdrowienie, podczas gdy inne śmierdziały tylko i wyłącznie interesowną chciwością. To nie była już wizyta domowa; to była strata jej stetoskopu. Trzymała już telefon w dłoni, a jej kciuk był w pełnej gotowości, by jednym pociągnięciem posłać to spotkanie w niepamięć. Wtedy powietrze przeciął ostry krzyk. „Mój Boże! Co się stało?!”. W pobliżu luksusowego auta błyskawicznie zaczął gromadzić się tłum. „Czyje to dziecko? Tak po prostu biega sobie bez opieki?”. „Ona nie żyje?”. Zadziałał instynkt Kaelie. Bez namysłu rzuciła się do przodu. Mała dziewczynka, nie starsza niż pięcioletnia, leżała bezwładnie na chodniku. Jej twarz wykrzywiał ból, a czoło lśniło od potu. Tego dnia odbywały się prywatne konsultacje medyczne rodziny Vaughanów, więc w pobliżu nie brakowało lekarzy. Jeden z gapiów złapał za ramię kobietę w białym kitlu. „Hej, jest pani lekarzem, prawda? Proszę jej pomóc”. Kobieta wyszarpnęła ramię z gniewnym grymasem na twarzy. „Nie mogę jej tak po prostu leczyć bez zgody rodziny. A co, jeśli coś pójdzie nie tak? Nie zaryzykuję utraty mojej licencji dla jakiegoś przypadkowego dzieciaka. Zresztą pewnie sama się obudzi. Czekają na mnie prawdziwi pacjenci”. Szczęka Kaelie się zacisnęła. „Lekarz, który sam wybiera sobie, kogo uratować, nie zasługuje na ten tytuł”. Opadła na kolana obok dziewczynki, a jej głos przebił się przez zgiełk. „Wszyscy się cofnąć. Ona potrzebuje powietrza”. Było coś w jej tonie, co sprawiło, że tłum natychmiast posłuchał i zaczął cofać się krok po kroku. Kaelie dotknęła czoła dziewczynki, a następnie sprawdziła jej puls. Urażona kobieta zadrwiła: „Kim ty do cholery jesteś? Jakimś samozwańczym, genialnym dzieckiem? Nie masz nawet kwalifikacji, by podważać moje zdanie”. Wokół nich podniosły się zdezorientowane szepty. „Tak, po prostu zadzwoń po karetkę. Nie musisz nic robić. Jeśli to dziecko umrze, wina spadnie na ciebie”. „Widziałem wszystko. Nie ma w pobliżu żadnych rodziców. Musiała się zgubić”. „Słuchaj, dziewczyno, lepiej nie pogarszaj sprawy, bo jej rodzina puści cię z torbami”. Kaelie ich zignorowała. Rozcięła kamizelkę dziewczynki i szybko przeniosła ją w cień pobliskiego drzewa. Kobieta przyglądała się jej z szyderczym uśmiechem. „Masz w ogóle prawo wykonywania zawodu? Zabijesz ją”. Kaelie ledwie na nią zerknęła, a na jej ustach wykwitł nikły, cyniczny uśmiech. Była to pierwsza tak zwana profesjonalistka na tyle głupia, by kwestionować jej umiejętności. „Spokojnie. Jeśli umrze, wezmę to na siebie”. Jej dłonie poruszały się błyskawicznie, gdy rozpinała swoją torbę medyczną. Rzędy igieł były ułożone z aptekarską precyzją. Ponownie sprawdziła puls dziewczynki, przygotowując się do akupunktury. „Przestań” – warknęła kobieta. „Nie możesz tak po prostu wbijać w kogoś igieł”. Kaelie nawet nie drgnęła. Igły były już wbite, gdy ponownie sprawdzała tętno dziewczynki. Kobieta prychnęła: „Nazywam się Natalia Everett, jestem absolwentką Akademii Medycznej w Kingsport. Moim wujem jest Harrison Everett, najlepszy chirurg w Halston. Myślisz, że możesz po prostu bawić się w lekarza bez licencji? Ciesz się więzieniem, oszustko”. Kaelie pozostała skupiona, a jej głos brzmiał spokojnie. „A kto powiedział, że nie mam licencji?”. Egzamin licencyjny w Halston testował zarówno medyczną wiedzę, jak i surowe umiejętności, a przy tym był iście brutalny. Natalia zaledwie go zdała, i to tylko dlatego, że Harrison pociągnął za odpowiednie sznurki. Zadrwiła więc: „Ile ty masz lat? Osiemnaście? Nie ma mowy, żebyś miała certyfikat. Po prostu poczekaj na cholerną karetkę. Przestań udawać”. Kaelie nie podniosła wzroku. Zachowując całkowity spokój, zapytała lodowatym tonem: „Poczekać? Żeby mogła umrzeć w trakcie 'złotej godziny'? Niezły z ciebie lekarz”.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 2 – Odrzucona przez moją fałszywą rodzinę, ukoronowana przez miliardera | Czytaj powieści online na beletrystyka