Odrzucona przez moją fałszywą rodzinę, ukoronowana przez miliardera

Odrzucona przez moją fałszywą rodzinę, ukoronowana przez miliardera

Autor: Emma Collins

Rozdział 4 Mała dziewczynka to wielka sprawa
Autor: Emma Collins
14 cze 2026
Gdy tłum zaczął się rozchodzić, Kaelie zauważyła, że uratowana przez nią dziewczynka stoi cicho z boku, przyglądając jej się wielkimi oczami. Nie płakała ani nie marudziła. Zamiast tego po prostu obserwowała, słodka jak cukierek. Kaelie kucnęła na jej wysokości i delikatnie zmierzwiła jej włosy. „Dobrze się czujesz?”. Dziewczynka pokręciła głową, po czym zaskoczyła Kaelie, chwytając ją za dłoń. „Czy jesteś wróżką?”. Kaelie roześmiała się: „Nie, kochanie. Jestem po prostu Kaelie. Znam się trochę na medycynie i to wszystko”. Dziewczynka, Jemma Vaughan, zamrugała, wpatrując się w nią swoimi wielkimi, poważnymi oczami. „Dziękuję, że mnie uratowałaś, Kaelie. Jestem Jemma. Ta wredna pani prawie mnie zabiła”. Pokazała język Natalii, która wciąż leżała unieruchomiona na ziemi. „Gdzie jest twoja rodzina, Jemmo?” – zapytała Kaelie. Jemma wskazała w stronę Astrea Spire. „Tam, w środku”. Astrea Spire. To wyjaśniało kilka rzeczy. Ludzie, którzy tam mieszkali, byli bogaci i potężni. Rodzina tego dzieciaka ewidentnie nie stanowiła tu wyjątku. „Nie uciekaj już więcej sama, dobrze?” – Kaelie starała się, by jej głos brzmiał łagodnie, choć zazwyczaj nie grzeszyła cierpliwością. O dziwo, coś w Jimmie chwyciło ją za serce. Spojrzała na zegarek i stwierdziła, że zbliża się czas jej kolejnej wizyty domowej. Zarzucając na ramię torbę medyczną, dodała: „I przy twoim stanie zdrowia, nigdy nie powinnaś wychodzić bez ochroniarza”. Kiedy Kaelie odwróciła się, by odejść, Jemma nagle owinęła ramiona wokół jej talii w mocnym uścisku, wpatrując się w nią w milczącej determinacji. Kiedy Kaelie zrobiła krok, Jemma podążyła za nią jak cień. Z cichym westchnieniem Kaelie kucnęła na wysokości Jemmy. „Nadal źle się czujesz?” – zapytała łagodnie. Jemma pokręciła głową, po czym zaskoczyła ją nieoczekiwanym pytaniem, zadanym jej słodkim, dziecięcym głosikiem: „Kaelie, masz chłopaka?”. Kaelie zamrugała ze zdziwienia. „Nie, nie mam” – odpowiedziała szczerze. Jemma natychmiast się rozpromieniła, kładąc dłonie na biodrach z triumfalną pewnością siebie. „W takim razie powinnaś poślubić mojego brata, Ashera. Jest trochę poważny, ale super przystojny i bogaty. Byłabyś naprawdę dumna, mogąc się z nim pokazywać”. Kaelie nie mogła powstrzymać śmiechu, żartobliwie dotykając nosa Jemmy. „To urocze, ale w tej chwili nie szukam z nikim randek”. „Ale musisz go przynajmniej poznać” – upierała się Jemma, a jej malutka twarz wykrzywiła się z determinacji. „Jest naprawdę gorący. Nie będziesz zadowolona? Po prostu przyjdź do mnie”. Mówiła o atrakcyjności swojego brata z absolutnym przekonaniem. Rozbawiona Kaelie przechyliła głowę. „Naprawdę bardzo naciskasz na to swatanie, co? Twój brat źle cię traktuje?”. „Nie, Asher jest wspaniały dla mnie i dla naszej rodziny” – powiedziała Jemma, a jej wyraz twarzy złagodniał, by po chwili przerodzić się w zmartwienie. „Ale on za ciężko pracuje i często choruje. Wszyscy chcą, żeby znalazł sobie kogoś, kto by się nim zaopiekował”. Spojrzała na Kaelie z nadzieją w oczach i kontynuowała: „Jesteś taka ładna i jesteś świetnym lekarzem. Musisz mieć wielu zalotników. Po prostu wcześniej ustawiam Ashera w kolejce”. Kaelie uśmiechnęła się i wyciągnęła z torby domowej roboty cukierek. „Powinnaś teraz odpocząć. Nadal dochodzisz do siebie” – powiedziała, podając jej łakoć. Jemma posłusznie go przyjęła, po czym nagle przybrała swój najbardziej żałosny wyraz twarzy, trzepocząc rzęsami. „Kaelie... możesz mnie nim nakarmić?”. W tym momencie zjawiał się szukający Jemmy Evander, tylko po to, by zamrzeć na widok tej nieoczekiwanej sceny. „Jemma, która normalnie zatapia zęby w każdym, kto odważy się jej dotknąć, nie tylko pozwala na kontakt fizyczny, ale też daje się karmić z ręki cukierkami? I to akurat przez Kaelie? Przecież ona została publicznie wydziedziczona przez rodzinę Hardwicków” – pomyślał. Jego oczy zwęziły się na krótko, po czym wygładził wyraz twarzy i podszedł bliżej. Choć wszyscy w ich kręgu wiedzieli o hańbie Kaelie, ona z pewnością nie rozpoznałaby zwykłego asystenta takiego jak on. „Jemmo” – zawołał, wplatając w swój głos odpowiednią dozę przepełnionej ulgą irytacji. „Czy ty masz pojęcie, w jak wielkich jesteś kłopotach? Szef był—” „Nigdzie nie idę”. Jemma przywarła do nogi Kaelie, wyciągając buntowniczo podbródek. „Kaelie mnie uratowała. Zostaję z nią”. Evander z szacunkiem skinął Kaelie głową. „Jesteśmy wdzięczni, panienko”. Spojrzenie Kaelie przeszyło go niczym zimowy wiatr. „Jemma już wyraziła swoje podziękowania”. Intensywność jej spojrzenia sprawiła, że Evander zaniepokojony przestąpił z nogi na nogę. Odwrócił się z powrotem do Jemmy z błagalnym wzrokiem. „Proszę, Jemmo. Szef pominął swoją dawkę leków, kiedy usłyszał, że zniknęłaś. Sam tu przyszedł...” Jemma gwałtownie odwróciła głowę. Nie spodziewała się, że Asher osobiście zacznie jej szukać. Podążając za jej wzrokiem, Kaelie zauważyła sylwetkę stojącą w cieniu wejścia do Astrea Spire. Nawet z tej odległości mężczyzna przykuwał uwagę. Szyty na miarę garnitur opinał jego szerokie ramiona, a każdy guzik zapięto z wojskową wręcz precyzją. Kaelie nie była w stanie wyraźnie dostrzec jego twarzy. Jednak coś w jego postawie – lekka sztywność kręgosłupa i sposób, w jaki unikał bezpośredniego światła słonecznego – świadczyło o przewlekłej chorobie w oczach wytrenowanego lekarza. Był to rodzaj pacjenta, który spędził całe lata na walce z własnym ciałem. Evander w tym momencie wręcz załamywał ręce. „Nie weźmie tabletek, dopóki nie zobaczy, że jesteś bezpieczna. Proszę?”. Jemma wahała się tylko przez sekundę, po czym ścisnęła palce Kaelie. „Zaczekaj tu. Będę super szybko”. Kaelie skinęła głową. Jemma puściła się pędem w stronę zacienionej postaci, zostawiając Kaelie samą z Evanderem. Evander wyciągnął wizytówkę, a jego ton był uprzejmy, lecz powściągliwy. „Dziękuję za pomoc Jimmie. Proszę to przyjąć”. Kaelie jej nie przyjęła. Zamiast tego uniosła brew, a na jej ustach igrał ledwo zauważalny uśmieszek. „Wydaje się, że wie pan, kim jestem. Nie może się pan doczekać, żeby się mnie pozbyć?”. Po plecach Evandera przeszedł dreszcz. Presja, jaką emanowała, była niewątpliwa i równie intensywna co u Ashera. „Jestem tylko asystentem. Skąd miałbym panią znać, panno Hardwick?”. Słowa wyrwały mu się z ust, zanim zdążył je powstrzymać. Powiedział o jedno słowo za dużo. „Spokojnie, zrozumiałam aluzję. Nie zamierzam tu tkwić. Zrób mi jednak przysługę. Poczekaj pięć minut, zanim powiesz jej, że odeszłam” – odparła Kaelie. Następnie odjechała na swoim skuterze i zniknęła. Evander odetchnął z ulgą. Ostatnią rzeczą, jakiej teraz potrzebował, było wciągnięcie rodziny Vaughanów w jakieś bagno przez Kaelie. Cieszyli się reputacją osób zachowujących neutralność. Żadnych sojuszy, żadnych niepotrzebnych dramatów. W jasnym, popołudniowym słońcu Kaelie poprawiła słuchawki, a jej kucyk kołysał się w rytm jazdy. Jej sylwetka była wyprostowana i pewna siebie, a w ślad za nią pozostawał jedynie cichy szum silnika. Z progu drzwi Asher dostrzegł tylko mignięcie jej sylwetki, zanim całkowicie zniknęła. Uklęknął, delikatnie szczypiąc Jemmę w policzek. „Czy to ona cię uratowała?”. „Tak, Kaelie jest najlepsza”. Jemma pociągnęła go za rękaw, obracając się w poszukiwaniu dziewczyny. „Hej, gdzie ona poszła? Evander?”. Evander pospiesznie podszedł i kucnął nerwowo. „Tak, panienko Jemmo?”. „Kaelie obiecała, że na mnie zaczeka”. Wyraz twarzy Jemmy pociemniał, a jej głos stał się surowy. „Przestraszyłeś ją? Ona będzie z Asherem. Jak śmiesz!”. „To nie ja, przysięgam...” – ręce Evandera drżały. Nie sądził, by zrobił cokolwiek złego. W całym Kingsport nikt nie odważył się zajść za skórę tej małej petardzie. Mając zaledwie pięć lat, Jemma Vaughan była bystra jak brzytwa i dwa razy bardziej bezwzględna, gdy ktoś wchodził jej w drogę. Miała w sobie przebiegłość Ashera, jego temperament i talent do zgrywania ofiary, gdy tylko jej to odpowiadało. Jedyną osobą, która potrafiła nad nią zapanować, był sam Asher – wszyscy inni chodzili wokół niej na paluszkach. A jednak z jakiegoś powodu natychmiast polubiła Kaelie. „Została właśnie wydziedziczona przez rodzinę Hardwicków” – przyznał ostrożnie Evander. „Byłem po prostu ostrożny. Ale szczerze mówiąc, odeszła z własnej woli. Ja nic nie—”

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 4 Mała dziewczynka to wielka sprawa – Odrzucona przez moją fałszywą rodzinę, ukoronowana przez miliardera | Czytaj powieści online na beletrystyka