Richmond poczuł się, jakby wylano na niego kubeł lodowatej wody — po tych wszystkich latach poczucie winy, które żywił wobec Portera, okazało się niczym więcej niż wyrachowaną intrygą uknutą przez Portera i Eriana.
Asher prychnął z pogardą: „I jak się teraz czujesz, Richmondzie? Oto twój tak zwany 'dobroczyńca'". Szczególnie mocno podkreślił słowo „dobroczyńca".
Richmond pluł sobie teraz w brodę.
















