Ból uderzył mnie prosto w klatkę piersiową. Czułam się tak, jakby rozdzierano ją płonącym nożem, a łzy, które walczyłam, by ukryć, powoli spłynęły po moich policzkach. Sienna roześmiała się na widok mojej twarzy. Pospiesznie starałam się je wytrzeć, ale zdawały się nie mieć końca.
"Ja..." mój głos był ochrypły; "Akceptuję twoje odrzucenie."
Poczułam dokładnie ten moment, w którym więź pękła. Zobaczyłam, jak ból przemknął po twarzy Vance'a, a on sam lekko się wzdrygnął, choć dobrze to ukrył. Świadomość, że nie tylko ja odczuwam tego skutki, przyniosła mi dziwną satysfakcję.
Nie czekałam, aż okaże jakiekolwiek inne emocje; odwróciłam się na pięcie i wybiegłam za drzwi. Biegłam bez przerwy, aż dotarłam do domu stada i znalazłam się w bezpiecznym azylu starego schowka, który nazywałam swoim pokojem.
Był tak mały, że trzy osoby nie mogłyby w nim wygodnie stanąć obok siebie, ale byłam za niego wdzięczna. Spałam na starym łóżku, które wyrzucił jeden z członków stada. Wyciągnęłam je ze śmieci, wyczyściłam i zaadaptowałam na własne.
Opadłam na łóżko i łzy, które dotąd udawało mi się powstrzymać, w końcu popłynęły. Emocje wreszcie mnie dogoniły i czułam, że za chwilę pęknę. Zawsze myślałam, że znalezienie przeznaczonego będzie moją jedyną ucieczką od tego koszmarnego życia, ale okazało się, że bardzo się myliłam.
Znalezienie mojego przeznaczonego okazało się torturą, której się nie spodziewałam.
********************************************
Wyszłam z pokoju dopiero po południu, żeby kupić coś do jedzenia. Nie miałam pozwolenia na używanie kuchenki ani nie mogłam trzymać jej w swoim pokoju, więc albo kupowałam jedzenie, albo modliłam się, żeby zostały jakieś resztki, które zechcą mi rzucić.
Wracając, zobaczyłam Kiana. Mrugnął do mnie, jakbyśmy dzielili jakiś głęboki sekret. Po tym natychmiast popędziłam do swojego pokoju. Obecność Kiana zwiastowała wyłącznie kłopoty i żarty, a jego definicja żartu nigdy nie była zabawna.
Wraz z nadejściem nocy powaga mojej sytuacji zaczęła mnie przytłaczać. Jestem przeznaczoną Vance'a – byłam przeznaczoną Vance'a, a on mnie odrzucił. Wieści szybko się rozejdą i dadzą ludziom jeszcze więcej powodów, by mnie nienawidzić.
Kiedy o tym rozmyślałam, usłyszałam, jak klamka w moich drzwiach się porusza. Moje plecy gwałtownie się wyprostowały; było późno, nikt nie powinien o tej porze zjawiać się w moim pokoju. Zresztą nikt nie zapuszczał się tak głęboko do piwnic nawet w normalny dzień.
Drzwi otwarły się z impetem, a z moich ust wyrwał się cichy krzyk. Rozpoznałam zapach Vance'a, a moje serce ścisnęło się boleśnie. Choć nasza więź została zerwana, uczucia nadal będą się tlić, dopóki jedno z nas nie znajdzie innego partnera.
Wszedł do pokoju i rozejrzał się po nim z pogardą. Kiedy jego oczy spotkały się z moimi, uderzyła we mnie jego głęboka nienawiść, ale było w nich coś jeszcze, coś, czego nie potrafiłam zidentyfikować.
"Przez cały dzień", zaczął, "moi przyjaciele nie przestali ze mnie drwić przez to, że ty jesteś moją przeznaczoną." Wypluł słowo "ty", jakby było przekleństwem.
"Przepraszam", wydusiłam, a on zaśmiał się bez krzty rozbawienia.
"Cały dzień myślałem o tym, jak to możliwe, że na przeznaczoną dostałem taką dziwkę." Jego słowa były jak policzek; wykonałam mimowolny krok w tył. "Ale potem przypomniałem sobie wczorajszą noc w klubie i uświadomiłem sobie, że dziwki nadają się tylko do jednego."
Zrozumiałam, jakie ma zamiary, i spróbowałam uciec, ale jego dłoń zacisnęła się na tyle mojej koszuli i pchnął mnie brutalnie na ścianę.
"Błagam, nie chcesz tego robić", prosiłam, podczas gdy on przygwoździł mnie do ściany własnym ciałem; dopiero wtedy poczułam w jego oddechu zapach alkoholu i tojadu.
Trzeba wiele, żeby upić wilkołaka; zazwyczaj muszą wypić ogromne ilości i wymieszać to z tojadem, żeby ich zahamowania choć trochę puściły.
Próbowałam z nim walczyć, ale nawet w tym stanie był o wiele silniejszy ode mnie. Mimo że krzyczałam i płakałam, i tak siłą we mnie wszedł. Miałam nadzieję, że ludzie usłyszą moje krzyki i przyjdą mi na ratunek, ale na próżno.
Krzyczałam, dopóki nie zdarłam gardła i dopóki łzy nie poplamiły mojej skóry, ale nikt się nie zstawił. Jeśli słyszeli, nic ich to nie obchodziło.
Gdyby ktoś mnie zapytał, jak wyobrażam sobie utratę niewinności, powiedziałabym, że w łóżku, z przeznaczonym, który by mnie kochał. Zgadzała się tylko część o przeznaczonym, cała reszta nie. Straciłam ją z moim przeznaczonym, który odrzucił mnie dwadzieścia cztery godziny temu, przyciśnięta do ściany.
Kiedy się we mnie opróżnił, rzucił mnie na podłogę, jakbym była zwykłym śmieciem pod jego butami. Nie potrafiłam powstrzymać łez, które obficie spływały po mojej twarzy. Nie wiedziałam, czy to z powodu bólu między moimi udami, czy z powodu bólu w moim sercu.
"Jak mogłeś?" wychrypiałam, leżąc na podłodze. "Odrzuciłeś mnie, dlaczego to ci nie wystarczyło?"
Nogi odmówiły mi posłuszeństwa i osunęłam się na ziemię, bezwładna. Nie mogłam zmusić się do ruchu. Był już w drzwiach, ale zatrzymał się i odwrócił w moją stronę. Nienawiść w jego oczach uderzyła we mnie jak pociąg towarowy; ze wszystkich sił próbowałam odwrócić wzrok, ale jego spojrzenie trzymało mnie w potrzasku.
"Nadal jesteś moją przeznaczoną i jesteś dziwką. Twoje ciało należy do mnie, czy ci się to podoba, czy nie."
















