Odrzucona słabeuszka potwornego Alfy

Odrzucona słabeuszka potwornego Alfy

Autor: milktea

4
Autor: milktea
13 cze 2026
Biegłam tak daleko i tak szybko, jak tylko potrafiły mnie ponieść nogi. Czułam, jak na podeszwach stóp zaczynają mi się robić pęcherze, ale nie zatrzymałam się; nawet wtedy, gdy potknęłam się o jakieś korzenie i podrapałam sobie całe ramię oraz twarz. Ból, który odczuwałam, był jedynie tępym pulsowaniem na obrzeżach mojego umysłu. Liczyło się dla mnie tylko to, by znaleźć się jak najdalej od stada. Mogłam sobie tylko wyobrazić, co Vance zrobiłby mi, gdyby mnie znalazł. Jego ego zostałoby urażone faktem, że ktoś przed nim uciekł – nie mówiąc już o tym, że uciekł jego ulubiony worek treningowy. Jeśli mnie znajdą, zamieni moje życie w piekło. I to nie tylko on; reszta stada uzna, że uciekłam, ponieważ mam coś do ukrycia. Już nigdy nie zaznam ani sekundy spokoju. Ta myśl była dla mnie wystarczającą motywacją, by zmuszać nogi do jeszcze większego wysiłku. Paliło mnie w klatce piersiowej, bolały mnie stopy, a mięśnie wyły z bólu, ale brnęłam naprzód, dopóki nie zostałam zmuszona, by się zatrzymać. Stanęłam przed drzewem, na którym widniał znak herbu stada, i od razu wiedziałam, gdzie jestem – na granicy terytorium stada. Rozejrzałam się, aby upewnić się, że w pobliżu nie ma nikogo z patrolu granicznego. Nie zawahaliby się, by od razu wydać mnie Vance'owi. Wypuściłam głośno powietrze i przekroczyłam linię graniczną. Czułam to zarazem jak cios nożem w serce i jak powiew świeżego powietrza. A co, jeśli życie poza stadem okaże się gorsze niż życie w nim? Nigdy nie byłam nigdzie indziej poza moim stadem i nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić, jak będzie wyglądało moje życie na zewnątrz. Wiedziałam, że Vance poczuje zerwanie więzi i przyjdzie mnie szukać, więc biegłam dalej. Podeszwy moich stóp pękały do krwi, kiedy zmuszałam je do przekraczania własnych granic, ale nie śmiałam się zatrzymać. Musiałam stworzyć jak największy dystans między mną a Vance'em, a to oznaczało bieg bez chwili wytchnienia. Zapadł zmrok, kiedy wreszcie zmusiłam się, by przystanąć. Moje stopy krwawiły, a zapach krwi wypełniał powietrze. Oparłam się o drzewo, by złapać oddech, i byłam tak skupiona na odpoczynku, że nie zauważyłam insygniów stada wyrytych na korze, dopóki nie stanęłam twarzą w twarz z dwoma wilkami z patrolu granicznego. Moim pierwszym instynktem była ucieczka i właśnie zaczęłam się do niej przygotowywać, kiedy jeden z nich wydał z siebie warkot, który sprawił, że zastygłam w bezruchu. "Stój", zamarłam instynktownie i odwróciłam się powoli, dopóki nie spojrzałam prosto w ich pozbawione wyrazu oczy. Podniosłam ręce, aby pokazać im, że nie mam złych zamiarów, ale mój nagły ruch sprawił, że wycelowali we mnie swoje włócznie. Na zbrojach mieli insygnia innego stada, więc wiedziałam, że nie byli ludźmi Vance'a, ale wciąż nie mogłam im ufać. Odeślą mnie z powrotem do Vance'a, gdy tylko dowiedzą się, kim jestem. "Kim jesteś?" zapytał jeden z nich, ale ja milczałam. Nie chciałam ryzykować, narażając się na niebezpieczeństwo poprzez wyjawienie mojej prawdziwej tożsamości. "Głucha czy co?" zapytał drugi. "Może to jakaś włóczęga albo szpieg." "Po prostu zabierzmy ją do Alfy." "Nie chcę kłopotów", podniosłam ręce wyżej, a w moim głosie wkradła się błagalna nuta. "Pozwólcie mi tylko spakować moje rzeczy i stąd odejdę." "Nie możemy ci na to pozwolić; jesteś na naszym terytorium." "Nie wiedziałam o tym. To był szczery błąd, pozwólcie mi po prostu odejść i zapomnimy, że to się w ogóle wydarzyło." "Nie możemy tego zrobić." Podjęłam decyzję w ułamku sekundy i spróbowałam uciec spomiędzy nich, ale oni przewidzieli mój ruch, ponieważ jeden z nich złapał mnie za ramię miażdżącym uściskiem i cisnął mnie z powrotem na drzewo z taką siłą, że uderzyłam głową o pień, obawiając się, że nabawiłam się wstrząśnienia mózgu. Próbowałam się wyrwać z jego uścisku, ale powiedział mi, że jeśli będę walczyć, tylko pogorszę swoje cierpienie. Potrzeba było ich dwóch, aby mnie uspokoić i zaciągnąć do osady stada, po czym w końcu wrzucili mnie do celi. Gdy tylko drzwi zatrzasnęły się z hukiem, krzyknęłam najgłośniej, jak potrafiłam. "Zamknij tę sukę, zanim Alfa urwie nam łby", usłyszałam, jak jeden z nich mówi, ale to mnie nie powstrzymało; zaczęłam krzyczeć jeszcze głośniej. Jeden z nich ruszył w stronę mojej celi, ale nagle zamarł i zobaczyłam, jak obaj stają na baczność, reagując na kogoś, kto właśnie wszedł. Po samej aurze i surowej mocy, która wypełniła pomieszczenie, wiedziałam, że to ich Alfa. Czekałam z zapartym tchem, czując, jak zbliża się w kierunku mojej celi. Trzymałam głowę spuszczoną w dół, ponieważ nie chciałam go rozgniewać, ale jakaś nieznana siła zmusiła mnie do podniesienia wzroku dokładnie w chwili, gdy jego stopy dotarły przed moją celę, a z moich ust wyrwało się ciche westchnienie. Był wysoki, tak wysoki, że zasłaniał każdy promień światła, przez co nie mogłam dokładnie dojrzeć rysów jego twarzy, ale wiedziałam, że ma ciemne włosy i potężną budowę ciała. Nie miałam nawet zbyt wiele czasu, by przyjrzeć się jego wyglądowi; jedyne, o czym potrafiłam myśleć, to "to niemożliwe". To niemożliwe – nigdy nie słyszałam, żeby przydarzyło się to komuś tak szybko. Minęły zaledwie trzy dni, odkąd Vance mnie odrzucił. "Wyciągnijcie ją stamtąd", jego głos przypominał zgrzyt ostrego żwiru. "Alfo, znaleźliśmy ją na terytorium", zaczął jeden z nich, ale on mu przerwał. "Nie obchodzi mnie, gdzie ją znaleźliście; wyciągnijcie moją przeznaczoną z tej celi."

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

4 – Odrzucona słabeuszka potwornego Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka