Przy pierwszym kroku zachwiałam się i dokładnie tak, jak obiecał Zarek, był tuż obok, podtrzymując mnie swoim wielkim ciałem. Chwilę zajęło mi przyzwyczajenie się do chodzenia na czterech łapach, a gdy tylko to nastąpiło, wyrwałam przed siebie sprintem.
Usłyszałam za sobą radosne szczeknięcie Zareka, zanim puścił się za mną w pogoń. Zabawnie podgryzał mój ogon, gdy tylko zbliżył się wystarczająco
















