Nie ruszyłam się z miejsca na podłodze aż do wczesnych godzin rannych. Leżałam na niej i plamiłam cementową posadzkę moimi łzami.
Nie wiedziałam, kiedy zasnęłam; otworzyłam oczy, dopiero gdy promienie słońca zaświeciły prosto w nie, i zorientowałam się, że jest już ranek.
Zmusiłam się, by wstać. Moje kolana drżały, gdy stawiałam kolejne kroki. Byłam obolała i wszystko mnie bolało. Nie pragnęłam niczego bardziej, niż zamknąć się w swoim pokoju na najbliższy tydzień, ale nie mogłam sobie na taki luksus pozwolić.
Musiałam iść do pracy, bo potrzebowałam pieniędzy. A nawet gdybym mogła dostać kilka dni wolnego, potrzebowałabym wymówki; nie mogłam im powiedzieć, że... nie mogłam im powiedzieć, co się stało.
Najpierw poszłam do łazienki po wiadro i szmatę, by posprzątać podłogę i ścianę poplamioną śladami mojej krwi. Moje ręce trzęsły się podczas sprzątania, bo wszystko, co widziałam przed oczami i co czułam, to Vance, który wbrew moim błaganiom raz za razem we mnie uderzał.
Kiedy skończyłam, poszłam zająć się swoimi obowiązkami.
Mopowałam jadalnię, kiedy zobaczyłam, jak Sienna wchodzi w towarzystwie kilku swoich koleżanek. Zauważyła mnie i sadystyczny uśmiech wykwitł na jej twarzy.
W swoich ubłoconych butach przeszła po miejscach, które właśnie umyłam, i śmiała się, gdy znów podnosiłam mopa, by ponownie je wytrzeć. Gdy przechodziłam obok niej, jej plecy się usztywniły i mocno mnie popchnęła. Upadłam na podłogę razem z wiadrem, a woda rozlała się wszędzie.
"Ty pieprzona dziwko", wypluła z siebie. "Po prostu nie mogłaś znieść jego odrzucenia; musiałaś go znaleźć i się z nim pieprzyć."
"Wcale nie...", zaczęłam, ale podniosła wazon i rzuciła nim w moim kierunku. Na szczęście rozbił się obok mnie, a nie na mojej twarzy.
"Czuję go na tobie, ty suko." Wrzasnęła. "Jak śmiałaś?"
Chciałam jej wytłumaczyć, chciałam powiedzieć, że tego nie chciałam i że on mnie zmusił, ale nawet nie próbowałam się przed nią bronić. Sienna i tak usłyszałaby i uwierzyłaby w to, co chciała, niezależnie od moich słów. Żałowałam tylko, że nie robi tego bez świadków, bo jej przyjaciółki chichotały pod nosem.
Wiedziałam, że rozpuszczą plotki, co tylko pogorszy moją sytuację. Moje milczenie zdawało się rozwścieczyć Siennę, bo podniosła mnie za włosy i uderzyła w twarz. Zachwiałam się pod wpływem uderzenia, potknęłam o wiadro i znów upadłam twardo na tyłek.
"Nie jest tego warta, Sienna", powiedziała jedna z nich. "Idziesz spotkać się z Vance'em, pamiętasz?"
"Muszę ustawić tę dziwkę do pionu", powiedziała Sienna. "I uświadomić jej, że nie pieprzy się z nieswoimi facetami."
"Ty zostaniesz Luną, nie ona, nigdy ona", argumentowała dziewczyna. "Świadomość, że nie chce jej własny przeznaczony, jest wystarczającą karą."
Sienna ostatecznie odpuściła, ale nie przed posłaniem mi ostatniego spojrzenia. "Oglądaj się za siebie."
Przez wybryk Sienny musiałam spędzić kolejne pół godziny na sprzątaniu i dotarłam do pracy spóźniona o godzinę. Dziewczyny szeptały między sobą, gdy weszłam, ale zignorowałam je i ruszyłam prosto do biura menadżerki.
Kiedy weszłam, obrzuciła mnie wzrokiem z góry na dół. "Nie wiem, po co tu w ogóle jesteś. Wczoraj nie uważałaś pracy za tak ważną."
"Przepraszam, ja..."
"Daruj sobie te kłamstwa", przerwała mi. "Tylko dlatego, że jesteś przeznaczoną Vance'a, nie zyskujesz żadnych przywilejów. A jeśli dobrze słyszałam, on cię odrzucił."
Wzięłam głęboki wdech; nie spodziewałam się, że wieści rozejdą się tak szybko.
"Przepraszam", błagałam. "To się już nie powtórzy; przysięgam."
"Nie mogę ci w to uwierzyć."
Pierwsza łza spłynęła mi po policzku, a ja padłam na kolana. "Błagam; potrzebuję tej pracy."
Przyglądała mi się zza okularów, a ja dostrzegłam w jej oczach ukrytą ekscytację. Podobała jej się wizja mnie, błagającej ją o łaskę. Po chwili skinęła głową i gestem nakazała mi wstać.
"Jeśli spóźnisz się ponownie; wylatujesz."
Byłam zażenowana i wstydziłam się, że musiałam paść na kolana i błagać, by utrzymać posadę, ale nie miałam innego wyboru, więc pokiwałam głową i wybiegłam, by zacząć pracę. Przez cały dzień dziewczyny rzucały pod moim adresem przelotne komentarze o tym, że jestem odrzuconą przeznaczoną. Jedna z nich wręcz odmówiła stania obok mnie, bo "nie chciała, żeby moje odrzucenie się na nią przeniosło".
Bolało mnie, gdy widziałam i słyszałam, jak to wszystko mówią, ale niewiele mogłam na to poradzić. Gdy tylko dzień dobiegł końca, pędem pobiegłam ściągnąć fartuch.
Właśnie go powiesiłam i miałam już wychodzić, kiedy jedna z nich mnie zatrzymała.
"Dokąd idziesz?" zapytała. "Do twojej roboty jako dziwka?" Nie dałam się sprowokować, zamiast tego tylko kiwnęłam głową. "Jeśli jeszcze nie słyszałaś: Alfa właśnie zwołał pilne zebranie stada."
"Jak niby miała usłyszeć?" dumała inna dziewczyna. "Nie jest częścią stada, więc nie ma z nim telepatycznej więzi."
Kiedyś bolało mnie to, że nie jestem częścią stada. Nadal bolało, ale już nie tak bardzo jak kiedyś. Zamiast wdawać się z nimi w dyskusję, po prostu poszłam za nimi tam, gdzie miało odbyć się zebranie.
Dotarłam za nimi na trawnik przed Wysokim Zgromadzeniem. Alfa Silas już tam stał, a obok niego Vance. Zobaczyłam Siennę stojącą po lewej stronie z ojcem, Gammą, a po prawej stronie stał Beta Alfy Silasa i jego syn, Kian.
Zebrali się tu wszyscy, szepcząc między sobą. Każdy z nas chciał wiedzieć, w jakim celu zorganizowano to spotkanie. Do Alfy Silasa nie było podobne, by je zwoływać. Za mojego życia zdarzyło się to tylko raz, po to, by publicznie opłakiwać stratę jego przeznaczonej.
Alfa Silas wystąpił przed szereg i podniósł dłoń, nakazując wszystkim ciszę. "To nie ja zwołałem was tu dzisiaj." W tłumie ponownie rozległy się szepty. "Zrobił to mój syn; wasz przyszły Alfa."
Zrobił krok w tył, a Vance wyszedł do przodu. Wszyscy zamilkli, gdy się zbliżał, zastanawiając się, co takiego ma do powiedzenia.
"Doszło do mnie, że krąży pewna plotka na temat mojej przeznaczonej." Ludzie zaczęli gapić się na mnie i musiałam włożyć całą swoją siłę w to, by nie uciec albo nie wykopać dołu w ziemi, by się w nim zakopać. "Przyszedłem tu, by powiedzieć wam wszystkim, że to nic innego jak kłamstwo."
Te słowa mnie oszołomiły. Całe Wysokie Zgromadzenie zamilkło, a ludzie wpatrywali się we mnie oskarżycielskim i rozbawionym wzrokiem.
"Plotkę rozpuściła pewna omega, która ma na moim punkcie obsesję od lat." O czym on, do cholery, mówi? "Moją przeznaczoną była i pozostaje Sienna Harlan; córka naszego wspaniałego Gammy. To ona zostanie moją Luną, a nie jakiś omegowaty wyrzutek."
Stado zaśmiało się z jego słów, ale po mojej skórze rozlało się poczucie upokorzenia. Powstrzymywałam łzy, bo czułam na sobie wzrok ludzi. Nie zamierzałam dawać im satysfakcji z widoku, jak płaczę.
"Te plotki są brakiem szacunku dla mojej przeznaczonej i dla mnie, dlatego poczułem potrzebę, by publicznie uciąć te domysły." Kontynuował: "Prowokatorka zostanie odpowiednio ukarana. Życzę miłego dnia."
Kiedy to powiedział, ludzie zaczęli się rozchodzić, a ja powstrzymałam prychnięcie. Po tym wszystkim nadal chciał mnie ukarać. To już była wystarczająca kara; te spojrzenia i szepty.
Zmusiłam moje nogi, by poniosły mnie w stronę domu stada i ignorowałam słowa wszystkich dokoła. Było to trudne, bo nawet nie próbowali ukrywać faktu, że o mnie rozmawiają.
Obezwali mnie wszystkimi najgorszymi słowami, poczynając od "Obrzydliwej", przez "Zdesperowaną", aż po "Dziwkę" i "Niszczycielkę związków".
Rozglądając się po moim pokoju i myśląc o tym, że będę musiała znosić to do końca mojego życia, stwierdziłam, że mam dość.
Chwyciłam małą sportową torbę, rzuciłam ostatnie spojrzenie na dom stada, który był moim domem przez osiemnaście lat, i pobiegłam do lasu.
Nie wiem, jak długo ani jak daleko biegłam, ale zatrzymałam się dopiero, gdy usłyszałam odgłosy broni i różne głosy próbujące się nawzajem przekrzyczeć. Szybko usiadłam i starałam się ze wszystkich sił wsłuchać, z którego kierunku dochodzą. Skoro mogłam ich usłyszeć, oznaczało to, że nie byli zbyt daleko.
"Znajdźcie ją", usłyszałam warczenie Vance'a. "Nie mogła zajść daleko. Nadal czuję jej zapach."
















