Dominic przybył na miejsce, które właśnie przysłali mu jego ludzie. Znalazł się na pustej ulicy, dobrze oświetlonej przez latarnie...
Obok niego zatrzymał się samochód, z którego wysiadło dwóch osobistych ochroniarzy; pech chciał, że byli to ci sami strażnicy, którzy pełnili służbę tamtej nocy...
„Szefie, mamy zły adres tej pani”.
Groźne, szare oczy Dominica zwęziły się. Jedynym powodem, dla które
















