W tym tkwił haczyk – jeśli samiec chciał zerwać dopasowanie, system uderzał go tam, gdzie bolało najbardziej. Pięć milionów gwiezdnych monet przepadało w jednej chwili, a do tego dochodziła czarna lista, która blokowała mu możliwość ponownego parowania przez sto lat.
Żadnych drugich szans.
Żadnych nowych dopasowań.
Dla samic? Nic z tego nie miało zastosowania.
Dlatego większość samców kończyła, płaszcząc się i mając nadzieję, że to samica zakończy sprawę.
Emma przypomniała sobie coś, o czym kiedyś ostrzegała ją Laura – niektórych samców nie było stać na karę. W takiej sytuacji chwytali się każdego oszustwa, jakie przyszło im do głowy, najpierw wyciągając pieniądze od samicy. Gdy tylko uzbierali swoje pięć milionów gwiezdnych monet, zrywali dopasowanie bez wahania.
Czy Damian jest jednym z tych samców, przed którymi ostrzegała mnie Laura? Na to wygląda.
Nie ma mowy, żeby ranga 5 – lub wyższa – była spłukana. Nawet półżywi potrafią powalić bestię średniego szczebla i odejść z fortuną. Setki tysięcy gwiezdnych monet w kilka minut. Spłukany? Proszę cię. Nie kupuję tego.
Emma nie zamierzała chwycić przynęty. Zagrała chłodno, jakby nie zauważyła aluzji.
„W porządku, Damian. Nie spieszy mi się. Po prostu skup się na zdobyciu gwiezdnych monet i złapaniu gwiezdnej kolei. Dopóki dotrzesz tu w ciągu trzech miesięcy, wszystko gra”.
Każdą gwiezdną monetę, którą mam, zdobywam niemal przypłacając to życiem. To nie są tylko cyferki na koncie – to moje życie.
Jeśli mu to oddam, a on mnie zaraz potem rzuci? To koniec gry.
Nie mam nic przeciwko wydawaniu na samca, ale tylko wtedy, gdy jest mój naprawdę. Te dopasowania? Na razie to tylko nazwiska: żadnych obietnic i gwarancji.
Nawet Laura – zabójczo piękna, słodka, ten typ samicy, którego pragnie każdy samiec – wciąż ma dopasowania, które uznają, że nie jest tego warta i zmuszają ją do zerwania. Jeśli to spotyka ją, jakie ja mam szanse?
Emma nie była ślepa. Nie była tak piękna jak Laura, a jej ranga nie była tak wysoka. To miało sens, że istnieli samcy, którzy jej nie chcieli. Akceptowała to.
Po drugiej stronie czatu ogniste oczy Damiana rozszerzyły się, gdy przeczytał jej odpowiedź.
Poważnie? Co to za samica? Bardziej skąpa niż zamknięty sejf, a to już coś znaczy. Nie może sypnąć nawet nędznymi 500 000? Żałosne.
Jego szczęka zacisnęła się mocno. Był gotów wybuchnąć.
Damian błagał: „Panno Tibarn, naprawdę chcę cię wkrótce zobaczyć!”
Dorzucił żałosną naklejkę, wielkie oczy lśniące udawaną desperacją.
Emma westchnęła, a kąciki jej ust drgnęły lekko, gdy odpisywała: „Tak, ja też chcę cię zobaczyć. Będę na ciebie czekać”.
Wciąż ani słowa o pieniądzach.
Damian wpatrywał się w ekran w ciszy, a jego szczęka zaciskała się coraz mocniej.
Emma miała już odłożyć terminal na noc, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Jej inteligentny robot podjechał do wejścia, aktywował podgląd z monitoringu i wyświetlił obraz w pokoju.
Na zewnątrz jej bramy stał samiec po dwudziestce – krótko ostrzyżone blond włosy, elegancki w czarnym garniturze.
Jej oddech zatrzymał się na ułamek sekundy. Te jasne, złote włosy... Zupełnie jak u tego samca, którego wyciągnęłam z Lasu Astralis i podrzuciłam do szpitala kilka dni temu. Naprawdę chciałabym wiedzieć, jak on się teraz miewa.
Otrząsnęła się z tej myśli. Nieważne. Uratowałam go, odstawiłam i dostałam zapłatę – koniec historii.
– Hej, o co chodzi? – Ton Emmy pozostał chłodny, gdy pochyliła się bliżej podglądu.
Przez jej myśl przemknęła iskra ciekawości. Czy to może być jeden z moich dopasowanych samców?
Adam podniósł wzrok na kamerę i odpowiedział uprzejmie:
– Panno Emmo Tibarn, jestem Adam Johnson, asystent Kaela Aurisa, tego, z którym została pani dopasowana.
Emma zamrugała.
Wystukała polecenie dla inteligentnego robota.
– Otwórz bramę.
Zanim dotarła do salonu, Adam zdążył już wejść do środka. Skłonił się z szacunkiem.
– Panno Tibarn, dziękuję, że zgodziła się pani mnie przyjąć. Pan Auris poprosił mnie, bym porozmawiał z panią o dopasowaniu.
Dobierał słowa ostrożnie, pomijając tytuł Kaela i wszelkie wskazówki co do jego statusu.
Jeśli domyśli się, kim naprawdę jest pan Auris, może zacząć żądać gwiazdki z nieba, pomyślał ponuro. Jasne, pan Auris powiedział, że może podać swoją cenę, ale nie ma mowy, żebym dolewał oliwy do ognia. Gwiezdne monety nie rosną na drzewach jak chwasty.
Brew Emmy uniosła się nieznacznie. Więc Kael nie pofatygował się osobiście. Przysyła posłańca. Tak, to krzyczy o jednym – ma nadzieję, że to ja rozwiążę to dopasowanie.
– Dlaczego nie przyszedł sam? – zapytała równym tonem. – Dlaczego przysłał kogoś innego?
Adam zachował spokój, jego ton był pełen szacunku.
– Pan Auris chciał, bym przekazał pani, że nie życzy sobie w tej chwili kontynuować dopasowania. Ma nadzieję, że złoży pani wniosek o jego rozwiązanie.
Usta Emmy uchyliły się nieznacznie, choć zachowała spokój na twarzy.
Adam dodał szybko:
– Wie, że stawia to panią w trudnej sytuacji, więc jest gotów to zrekompensować. Proszę nazwać kwotę, którą uważa pani za uczciwą. Nie odmówi, jeśli będzie to w jego zasięgu.
















