Trzymał Emmę w ramionach, ich czoła się stykały. – Słyszałem, co dzisiaj zrobiłaś. To, jak stanęłaś w obronie i uratowałaś kogoś, jak działałaś bez wahania… wstrząsnęło mną, ale też sprawiło, że byłem dumny.
– Emy, poradziłaś sobie ze wszystkim najlepiej, jak to było możliwe. Nie obwiniaj się. To nigdy nie był ciężar, który powinnaś dźwigać. To była wewnętrzna walka Klanu Fioletowego Obsydianu. Ed
















