Ukrywanie sekretnego dziedzica Alfy

Ukrywanie sekretnego dziedzica Alfy

Autor: Penelope

Nie zaakceptuje cię
Autor: Penelope
12 maj 2026
POV Elary Tej nocy Kaelen nie opuścił mnie ani na chwilę. Był niezmordowany, a ja chciałam oddać mu wszystko, co miałam. A miałam tylko siebie i swoje dziewictwo. Przyszłam do niego bez statusu, bez pieniędzy i rodziny. Moja jedyna rodzina porzuciła mnie na pewną śmierć, uprzednio raniąc. To Księżycowa Bogini obdarowała mnie tą szansą i nie odważyłabym się jej zmarnować. Rankiem byłam całkowicie wyczerpana. Wtuliłam się w jego pierś i zasnęłam. Kiedy obudziłam się rano, już go nie było. Ale każda cząstka mojego ciała śpiewała z zachwytu. Przeciągnęłam się, czując się wspaniale po raz pierwszy w życiu. Myślałam, że jestem najszczęśliwszą wilczycą na świecie. Nyla, moja wilczyca, fikała koziołki w środku. „Jestem taka szczęśliwa, Elaro” – mówiła. „Nasz partner nas kocha, ale gdzie on jest?”. Chichotałam, idąc do łazienki. „Pewnie poszedł do watahy, Nylo” – poinformowałam ją, jakby powinna już o tym wiedzieć. „W końcu jest Alfą. Musiał zająć się swoimi obowiązkami”. „Tak!” – Nyla nastawiła uszu, a ja czułam jej ekscytację. „Poproś go, żeby zabrał cię ze sobą i przedstawił wataże”. Zatrzymałam się przed lustrem, czując nagłe wahanie. Na całym moim ciele widniało mnóstwo śladów po namiętnych pocałunkach. Przyglądając się im z rumieńcem na twarzy, zauważyłam też, że moje piersi i biodra stały się pełniejsze. Nie wiedziałam, jak to się stało, i planowałam go o to zapytać. Czy dali mi jakiś eliksir? Każda rana na moim ciele zagoiła się tak idealnie, jakby nigdy jej tam nie było. „Musisz go poprosić, żeby zabrał cię do watahy” – przypomniała mi Nyla. „Tak!” – odparłam, po czym weszła pod gorący prysznic. Rozkoszowałam się nim przez prawie pół godziny, szorując skórę, aż stała się lśniąca i różowa. Wyszłam owinięta puszystym ręcznikiem, tylko po to, by zastać w pokoju kobietę ze śniadaniem. Miała na sobie niebieski fartuch na białej sukience. Jej jasnobrązowe włosy i łagodne spojrzenie budziły zaufanie. – Jak się czujesz, Elaro? – Przywitała mnie z uśmiechem i postawiła tacę, na której leżał puszysty chleb z masłem i bekonem, kurczak cytrynowy i parująca kawa. – Jestem Bria, twoja służąca. Służąca? W swojej rodzinie to ja byłam od czarnej roboty, a teraz miałam służącą? – Czuję się dobrze – odpowiedziałam, czując lekkie skrępowanie. – Ojej, możesz się przebierać przy mnie – zachichotała słodko i wyjęła parę niebieskich dżinsów, czarny t-shirt oraz koronkową bieliznę. Choć byłam zaskoczona i nieco zazdrosna, zastanawiając się, skąd w tym domku wzięły się kobiece ubrania, po prostu skinęłam głową, odebrałam je i ubrałam się. Jedząc śniadanie, zagaiłam: – Brio, chciałabym pójść i poznać członków watahy Kaelena. Bria sztywniała. – Przykro mi, ale Alfa Kaelen wydał mi surowy zakaz wypuszczania cię – powiedziała. Przestałam przeżuwać mięso, wpatrując się w Brię i próbując pojąć, co ma na myśli. Oblizałam usta, wahając się, czy prosić o wyjaśnienia. „Co ona próbuje nam przekazać?” – zapytała Nyla, niemal warcząc. Nienawidziła zamknięcia. Ośmielona jej słowami, zapytałam: – Dlaczego nie mogę wyjść? Jestem partnerką Alfy Kaelena i pewnego dnia i tak będzie musiał mnie przedstawić wataże. Napięcie między nami stało się niemal namacalne. Odwróciła wzrok, jakby zastanawiała się nad odpowiedzią. Kiedy znów na mnie spojrzała, rzekła: – To nie jest moja historia do opowiedzenia, ale nie możesz też spotkać się z członkami watahy. Przynajmniej na razie. Zasadniczo rozkazał nam, abyś nie opuszczała domku aż do odwołania. Przełknęłam ślinę, a mój umysł zaczął podsuwać mi najróżniejsze scenariusze. Dlaczego miałby mnie więzić? Dlaczego mnie ukrywa? – Elaro – Bria powiedziała ze współczuciem. – Tak mi przykro, że jesteś samotnicą, ale musisz zrozumieć, że Alfa Kaelen jest najsilniejszym wilkiem w całej Ameryce i słynie z polowań na samotników. Musisz dać mu czas, by znalazł rozwiązanie tego problemu. Szczęka mi opadła. Straciłam apetyt. Było coś, czego mi nie mówiła. To nie była cała prawda. – Jestem „problemem”? Bria pokręciła głową z westchnieniem, jakby się nade mną litowała. Wstała. – Będę tutaj, jeśli będziesz czegoś potrzebować. Alfa Kaelen powinien wrócić wieczorem. – Chcę go widzieć teraz – zażądałam. – Przykro mi, nie możesz. Jest zbyt zajęty. Nie wróci przed wieczorem, a może nawet dopiero jutro. Po wyjściu Brii godzinami krążyłam po pokoju, nie mogąc przestać myśleć o tej sytuacji. W mojej głowie panował totalny chaos. Musiałam porozmawiać z Kaelenem, by rozwiać swoje obawy. Ale była jedna rzecz, która nie dawała mi spokoju. Kiedy Kaelen mnie posiadł, nie naznaczył mnie. Dlaczego? Po południu byłam już wykończona psychicznie. Postanowiłam wyjść na krótki spacer, ale w chwili, gdy przekroczyłam próg, zobaczyłam kilku wojowników ukrytych w lesie. Wyszli mi naprzeciw i zatrzymali mnie. – Nie wolno ci opuszczać domku! – warknął jeden z nich, patrząc na mnie z góry. Krzyknęłam, gdy chwycił mnie za nadgarstek i zaciągnął z powrotem do kabiny. – Co tu się do cholery dzieje? – wrzasnęłam na niego. Chwycił mnie za ramię, pchnął do środka i zamknął drzwi. – Mówiłam ci, żebyś nie wychodziła, Elaro – westchnęła Bria. Odwróciłam się w jej stronę, czując, jak w mojej piersi buzuje wściekłość. – Dlaczego? Muszę natychmiast porozmawiać z Kaelenem! Zawołaj go! – krzyczałam, próbując stłumić narastający lęk. Bria w milczeniu zacisnęła szczęki. Jej milczenie było irytujące. Pomaszerowałam do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Nie wiem, kiedy zasnęłam, ale kiedy się obudziłam, czułam się wypoczęta. Głodna, zeszłam do kuchni. Rzuciłam okiem na gazety leżące na wyspie kuchennej i podeszłam do lodówki, by wziąć jabłko. Gdy ugryzłam pierwszy kęs, mój wzrok padł na zdjęcie na pierwszej stronie. Ten obrazek sprawił, że powietrze uciekło mi z płuc. Kaelen stał z piękną blondynką o zielonych oczach, trzymając ją wpół. Miał na sobie smoking, a ona oliwkową, jedwabną sukienkę do kolan. Uśmiechała się, patrząc na niego z czystą miłością, on zaś miał na twarzy ten swój charakterystyczny, kpiący uśmieszek zmieszany z wyrazem triumfu. Podpis pod zdjęciem głosił: „Znana modelka, Sylvia Draven, zaręczyła się dziś po południu z majętnym biznesmenem, Kaelenem Vanem. Według źródeł, ślub ma się odbyć w ciągu najbliższych piętnastu dni. Sylvia i Kaelen znają się od dzieciństwa i pragną przypieczętować swoją miłość związkiem małżeńskim”. Mój umysł spowity został pustką. Tekst biegł dalej: „Agencja Sylvii z radością ogłasza zaręczyny. Poinformowano, że Sylvia ukończy wszystkie bieżące projekty, a następnie wycofa się z życia zawodowego, by skupić się na małżeństwie”. Moje serce pękło w ciszy na tysiąc kawałków. Czułam się tak, jakby ktoś wbił mi sztylet prosto w pierś i go przekręcił. Łzy napłynęły mi do oczu, czułam, że zaraz zemdleję. Wydałam z siebie stłumiony krzyk. Bria przybiegła do mnie, wołając moje imię. Pomogła mi dojść do sypialni, podczas gdy ja kurczowo trzymałam się za klatkę piersiową. Mój mate mnie zdradził. Oszukał mnie. Bria położyła mnie do łóżka i przykryła kołdrą. Usiadła na brzegu i gładziła mnie po włosach, mrucząc pod nosem o tym, jaka jestem nieszczęśliwa. Kiedy wyszła, skuliłam się w pozycji embrionalnej, niezdolna do racjonalnego myślenia. Kaelen spał ze mną zeszłej nocy. Byliśmy przeznaczeni. Jak mógł zaręczyć się z inną kobietą? Było już zupełnie ciemno, gdy drzwi do pokoju otworzyły się z hukiem i wszedł on. – Elaro! – Byłam w rozsypce. Moje oczy były spuchnięte, miałam gorączkę, a kończyny odmawiały posłuszeństwa. Byłam odrętwiała. Ale jego dotyk i tak sprawił, że przeszły mnie dreszcze. Jego bliskość mnie koiła. Tak rozpaczliwie pragnęłam go czuć, że przyłapałam się na żałosnym wtulaniu się w jego pierś, chwytając jego koszulę jak ostatnią deskę ratunku. W mojej głowie kłębiło się tyle pytań, ale gardło miałam całkowicie ściśnięte. W końcu, ochrypłym głosem, zdołałam wykrztusić: – Czy ożenisz się ze mną? Prychnął. – Elaro, nie mogę się z tobą ożenić. Moja rodzina i wataha nigdy by cię nie zaakceptowały, ale... – ujął mój podbródek i uniósł moją twarz. – Ale zostaniesz w tym domku na zawsze. I to jest rozkaz. – Jako twoja kochanka? – zapytałam. – Możesz to nazywać, jak chcesz. – Ale mnie nie naznaczysz. Naznaczysz Sylvię. – Muszę ją naznaczyć – powiedział, jakby to było niepodważalne. – Jest córką Alfy watahy Karmazynowego Szpona i moją narzeczoną. – Nie możesz mnie zaakceptować, bo jestem samotnicą?

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Nie zaakceptuje cię – Ukrywanie sekretnego dziedzica Alfy | Czytaj powieści online na beletrystyka