Zamężna ochroniarka miliardera

Zamężna ochroniarka miliardera

Autor: Anya Moreau

Rozdział 6
Autor: Anya Moreau
30 maj 2026
„Pokonywanie ubóstwa nie jest aktem miłosierdzia, lecz aktem sprawiedliwości”. Nelson Mandela — Elias obudził się o piątej rano i nie mógł już zasnąć. Isadora leżała obok niego, z książką otwartą na udach. Całą noc spędziła na powtarzaniu materiału. Ostrożnie wstał z łóżka i wsunął kapcie, po czym przeszedł do łazienki. Przemył twarz, umył zęby, a potem wrócił do sypialni po strój do ćwiczeń. O tak wczesnej porze w domu nie było nic do roboty, więc postanowił pobiegać. Kiedy się ubrał, zajrzał do pokoju Milo i uśmiechnął się na widok jego drobnych rączek i nóżek rozrzuconych na materacu. Nieważne, jak było zimno, Milo zawsze zrzucał kołdrę na podłogę, a Elias za każdym razem musiał ją podnosić. Pocałował syna w czoło, wziął klucze i wyszedł na zewnątrz. Było zimno i ciemno, ale Elias lubił tę porę dnia, bo pozwalała mu na chwilę wyskoczyć poza rzeczywistość. Zamiast myśleć o problemach, skupiał się wyłącznie na swoim ciele, na ruchu rąk i nóg, czując krew tętniącą w żyłach i pot perlący się na skórze. Elias biegł środkiem drogi, wdychając i wydychając rześkie powietrze, zanim samochody zdążą je zanieczyścić. Nogi poniosły go do centrum, gdzie miasto w końcu zaczynało budzić się do życia. Niektórzy otwierali sklepy, inni biegli, by zdążyć na pierwszy autobus. Zatrzymał się przed barem z burgerami i spojrzał na czerwono-czarne logo. Wspomniał, jak szczęśliwy był Milo, jedząc tam poprzedniego dnia. Bawił się z innymi dziećmi, dopóki nie padł z sił, gotowy do powrotu do domu. Wczorajsze wyjście z Milo uświadomiło mu, że ostatnio nie poświęcał mu zbyt wiele czasu i uwagi. Był pochłonięty studiami i pracami dorywczymi, przez co nie miał kiedy się z nim bawić ani zabierać go w jego ulubione miejsca. Julian przypomniał mu, że syn potrzebuje ojca u swego boku, zwłaszcza w tak młodym wieku. — No, no. Patrzcie, kogo my tu mamy! Z tyłu dobiegł go znajomy głos, a Elias wywrócił oczami. — Poważnie, stary? Co wy tu robicie tak wcześnie rano? — zapytał lichwiarzy, którzy go otoczyli, ubrani w swoje zwyczajowe czarne koszule rozpięte na piersiach. — Moglibyśmy zapytać o to samo — Jaxson potarł podbródek. — Zamiast ciężko pracować na spłatę, ty sobie tutaj biegasz i używasz życia. — Używam życia, akurat — mruknął Elias. — Odkąd was poznałem, nie wiem już nawet, co to znaczy. — A czyja to twoim zdaniem wina? — Jaxson uniósł brew. — Nie powinieneś pożyczać pieniędzy, skoro wiedziałeś, że nie będziesz w stanie ich oddać. — To nie moja wina, że ciągle podnosicie odsetki — Elias rzucił mu wściekłe spojrzenie. — Nie uzbieram takiej kasy z tych marnych fuch. — To już twój problem, Elias — Jaxson posłał mu sztuczny uśmiech. — W tym miesiącu zalegasz. Szef nie zamierza dłużej czekać. Elias westchnął i przeczesał palcami włosy. — Potrzebuję jeszcze kilku dni, okej? Właśnie dostałem nową pracę i obiecuję, że w tym miesiącu oddam wam więcej. Jaxson wybuchnął śmiechem. — Jeszcze kilku dni, słyszeliście? — spojrzał na swoich kompanów i pokręcił głową z niedowierzaniem. — Myślisz, że możesz negocjować z szefem? Wiesz, że on nie lubi czekać. — To co mam niby zrobić? — Elias oparł dłonie na biodrach. — Chcecie, żebym zrobił skok jak w „Domu z papieru” i obrabował bank? — To jakaś opcja, którą mógłbyś rozważyć — Jaxson wzruszył ramionami. — Bylebyś oddał szefowi to, co mu winien. Elias wywrócił oczami i na moment odwrócił wzrok, zastanawiając się, jak wybrnąć z tej sytuacji. Jaxson miał już dość tego milczenia; podszedł do niego i szarpnął za koszulkę treningową. — Pogadaj z tym swoim szefem czy kim tam, słyszysz? — warknął. — Niech da ci zaliczkę albo znajdź sobie kolejną robotę. Daję ci trzy dni, a jeśli nie przyniesiesz kasy, będziemy musieli użyć innych metod. Elias przełknął ślinę i powoli skinął głową. Nie mógł nic zrobić ani powiedzieć. Zadzieranie z agencją pożyczkową byłoby jego największym błędem. W domu Elias wskoczył pod prysznic i założył mundur studencki. Pocałował Milo i wsypał jego ulubione płatki do miski, po czym zalał je zimnym mlekiem. — Słyszałam, że twój nowy szef jest hojny — Isadora usiadła przy stole. Elias domyślił się, że Milo musiał jej opowiedzieć o wczorajszym dniu. — Postawił wam burgery i w ogóle. Miło z jego strony. — Tak — przytaknął Elias. — Chyba lubi dzieci. — Milo mówił, że nosił taki sam mundur — powiedziała, wskazując na jego białą koszulę i niebieską marynarkę. — Chodzi z tobą do szkoły? Elias mruknął twierdząco. — Jest na młodszym roku. — Rozumiem. Elias spojrzał na Milo i upewnił się, że syn jest pochłonięty oglądaniem bajek, po czym zwrócił się do Isadory i szepnął: — Spotkałem dziś rano Jaxsona i jego ludzi. Isadora przestała jeść i spojrzała na niego z niepokojem. — I co? Elias westchnął. — Myślisz, że mogłabyś znaleźć jakąś pracę? Mam straszne zaległości, nie ma szans, żebym spłacił to w całości. — Poważnie? — Isadora parsknęła. — Studiuję medycynę! — syknęła półgłosem. — Nie mam czasu na pracę! — To co ja mam zrobić?! — Elias wbił palce we włosy. — Muszę opłacić czynsz, prąd, wodę, internet i jedzenie. Nie daję już rady ze wszystkim sam, Isadora. — Już wcześniej podałam ci rozwiązanie — powiedziała Isadora. — Po prostu jesteś uparty. Elias prychnął i oblizał dolną wargę, odwracając na chwilę wzrok, by się uspokoić. — Za nic na świecie nie pozwolę, żeby twoi rodzice za nas płacili — mruknął. — No widzi? Więc nie masz co narzekać — Isadora wzruszyła ramionami. — Isadora — Elias położył dłoń na jej udzie. — Nigdy nie wybaczę im tego, co nam zrobili. — Niczego nie zrobili — zaśmiała się Isadora. — Nawet im na to nie pozwoliłeś. Elias spojrzał na nią z zaskoczeniem, zastanawiając się, czy ona żartuje. — Isadora — szepnął. — Chcieli oddać Milo do rodziny zastępczej! — I co z tego? Nie oddali. Wciąż jest tutaj z nami. — Tylko dlatego, że przekonałem asystentkę socjalną, że sami zajmiemy się dzieckiem — powiedział Elias, a w jego oczach wezbrały łzy. — Obiecałem, że znajdę pracę i zadbam o rodzinę. Twoi rodzice chcieli nam odebrać syna. Jak możesz im to wybaczać? — Chcieli nam po prostu pomóc, Elias — Isadora westchnęła. — Mieliśmy po dwadzieścia lat i żadnej pracy. — Tak — Elias pokiwał głową, a potem spojrzał na Milo. — Dwadzieścia lat i żadnej pracy, a jednak spójrz, gdzie jesteśmy. Milo ma pięć lat, zaraz sześć. Jest zdrowy, chodzi do szkoły i ma oboje rodziców, którzy o niego dbają — wziął oddech i znów spojrzał na żonę. — A teraz wyobraź sobie, że pozwalamy, by zajęli się nim obcy ludzie. Co byśmy mu powiedzieli, kiedy dorośnie? Że jego rodzice to tchórze? Isadora odwróciła wzrok, nie potrafiąc odpowiedzieć na to pytanie. Elias wiedział, że rozmowa z nią nie ma sensu, więc dokończył śniadanie, pomógł Milo umyć zęby i założyć buty, by odprowadzić go do szkoły.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 6 – Zamężna ochroniarka miliardera | Czytaj powieści online na beletrystyka