— Panie Julianie? — ochroniarz patrzy na niego. — Coś nie tak?
— Tamten facet... — wskazuje na mężczyznę wychodzącego drugim wyjściem po ich prawej stronie. — To ich lider. Ten, który mnie zaatakował — głos Juliana jest drżący, brakuje mu tchu. Ogarnia go lęk, gdy próbuje śledzić mężczyznę wzrokiem. — Muszę go złapać — zaczyna biec w jego stronę.
— Proszę pana! — ochroniarz rusza za nim z prędko
















