Zamężna ochroniarka miliardera

Zamężna ochroniarka miliardera

Autor: Anya Moreau

Rozdział 5
Autor: Anya Moreau
30 maj 2026
„Gdybyśmy wszyscy potrafili patrzeć na świat oczami dziecka, dostrzeglibyśmy magię we wszystkim”. Autor nieznany — Elias nerwowo bębnił palcami w kierownicę, raz po raz sprawdzając zegarek. Julian obserwował go z tyłu i rozglądał się na korki, które tak stresowały jego ochroniarza. Wyjechali w godzinach szczytu i wszystkie samochody poruszały się w ślimaczym tempie. Julian domyślił się, że dziecko kończy szkołę o piątej, a zostało tylko dziesięć minut. Nie wiedział, gdzie znajduje się ta szkoła, ale sądząc po minie Eliasa, musiała być nieco dalej. Julian nie odezwał się ani słowem, tylko wciąż go obserwował. Próbował wyobrazić sobie tego dzieciaka; mały chłopiec z oczami taty i pewnie nosem matki — choć nigdy nie poznał żony Eliasa. Wyobraził sobie chłopca wybiegającego ze szkoły prosto w ramiona taty, by opowiedzieć mu o swoim dniu — coś, czego on sam nigdy nie doświadczył w dzieciństwie. Przewodniczący rzadko odbierał go ze szkoły. Robił to głównie pod kamery, by zachować dobrą opinię ojca. Julian zawsze zostawał jako ostatnie dziecko w szkole. Zastanawiał się, ile jego ojciec płacił nauczycielce, by zostawała z nim po godzinach. Mały Julian patrzył, jak jego koledzy wychodzą jeden po drugim z mamą lub tatą, a czasem z obojgiem. On zostawał z nauczycielką jeszcze na godzinę lub dwie, aż w końcu ktoś po niego przyjeżdżał. Zazwyczaj był to kierowca ojca lub jeden z ochroniarzy. Julian nigdy nie doświadczył tego, jak to jest opowiadać tacie o swoim dniu w drodze do domu. Elias zaparkował samochód przed szkołą i pośpiesznie wysiadł. Julian obserwował z okna dzieci opuszczające budynek, z rodzicami niosącymi ich plecaki lub dającymi im przekąskę. Elias stał pośrodku, czekając na kolej klasy swojego syna. Chwilę później zobaczył małego człowieka biegnącego w jego stronę i krzyczącego „papa!”. Julian powoli otworzył okno, by posłuchać. — Hej, zuchu! — Elias kucnął, by wziąć dziecko w ramiona. Rozczochrał mu ciemne włosy i pocałował w policzek. — Jak ci minął dzień? — Dobrze! Malowaliśmy naszą rodzinę! — Naprawdę?! — Elias rozszerzył oczy. — Musisz mi to później pokazać. — Tak, papa — chłopiec uśmiechnął się i przytulił do taty. Na twarzy Juliana pojawił się blady uśmiech, po czym otworzył drzwi i podszedł do nich. Gdy się zbliżył, zdał sobie sprawę, jak bardzo chłopiec jest podobny do Eliasa. Miał te same migdałowe, brązowe oczy, miękkie ciemne włosy i wąskie usta. Był miniaturową wersją Eliasa. — Cześć — Julian stanął przed nim i uśmiechnął się. Milo spojrzał na niego z obojętnością, po czym zapytał tatę, kto to jest. Elias wstał i uścisnął jego dłoń. — To mój szef. Pan Sterling. — Dzień dobry, panie Sterling — Milo ukłonił się grzecznie, a Julian musiał mocno zacisnąć usta, by nie uśmiechnąć się zbyt szeroko. Uklęknął przed nim i zapytał: — Jak masz na imię? — Jestem Milo — odpowiedział chłopiec najsłodszym głosem na świecie. — Miło cię poznać, Milo — Julian rozczochrał mu włosy i wstał. — To pana samochód? — zapytał Milo, wskazując na czarnego mercedesa. — Tak — Julian uśmiechnął się dumnie. — Podoba ci się? — Jest super! — Milo puścił rękę taty i pobiegł do auta. — Jak będę duży, kupię sobie taki sam! — wykrzyknął. — Jestem pewien, że kupisz sobie jeszcze lepszy — Julian otworzył Milo drzwi i usiadł obok niego. — Nie zapomnij o pasach. Elias uruchomił silnik i spojrzał na Milo w lusterku. Małe oczka chłopca błyszczały, gdy rozglądał się po wnętrzu. Był zafascynowany skórzanymi fotelami i światełkami na desce rozdzielczej. — Papa, jestem głodny — powiedział Milo, gdy jechali od około dwóch minut. — Nie jadłeś w szkole? — zapytał Elias, unosząc brew. — Nie lubię fasolki, papa — Milo wydął wargi. — Nadal jestem głodny. Elias mruknął. — Dobrze, zrobię ci coś, jak wrócimy do domu. — Nie! — zaprotestował Milo. — Do domu jest daleko. Elias westchnął. — Teraz pracuję, zuchu. Muszę podwieźć pana Sterlinga, zanim skończę, dobrze? Julian spojrzał na Milo, który dąsał się, patrząc przez okno. Skrzyżował ramiona, a plecak z króliczkiem zakrywał mu nogi. Julian zachichotał, nachylił się do niego i szepnął: — Chcesz burgera i frytki? Nagle grymas na twarzy Milo zastąpił szeroki uśmiech, a jego oczy rozbłysły, gdy wykrzyknął „tak!”. Julian mrugnął do niego i odchrząknął. — Zawieź nas do Empire Grill — powiedział do Eliasa, który zmarszczył brwi. — Mają tam najlepsze burgery w mieście — dodał, wymieniając uśmiech z Milo. — Nie musi pan tego robić, jeśli robi to pan tylko dla Milo — wymamrotał Elias. — To nie twoja sprawa — Julian wzruszył ramionami. — Chcę postawić coś mojemu nowemu koledze — uniósł rękę, a Milo pośpiesznie przybił mu piątkę. Dotarli do Empire Grill, a Milo pobiegł za Julianem prosto do lokalu, by wybrać coś z menu. Julian pozwolił mu wziąć wszystko, na co miał ochotę, nawet lody i wielki kubek coli. Elias potrząsnął głową, patrząc, jak jego szef zgadza się na wszystko, o co prosi Milo. — To za dużo — stanął za nim. — Nie sądzę, żeby był w stanie to wszystko zjeść. Julian wywrócił oczami i westchnął. — Jeszcze raz: to nie twoja sprawa. Słyszałeś go wcześniej. Jest głodny. Elias nie mógł już więcej narzekać, widząc, jak Milo podskakuje z ekscytacji, czekając na zamówienie. Julian trzymał go za rękę i obaj skierowali się do stolika, zostawiając Eliasa, by odebrał jedzenie. Milo był zafascynowany wszystkim, co posiadał Julian; jego zegarkiem, srebrnymi bransoletami, a nawet tatuażami na ramionach i tym z tyłu szyi. Nigdy nie poznał nikogo starszego od siebie poza rodzicami. Jego kuzyni studiowali za granicą, zresztą i tak nigdy ich nie widywał. Dziadkowie ledwo chcieli go widzieć, bo wciąż byli źli, że Isadora zaszła w ciążę w tak młodym wieku. — Oto jedzenie — Elias położył tacę na stole i usiadł obok Milo, który pośpiesznie otworzył pudełko i polał frytki keczupem i majonezem. Julian wziął swojego burgera, a Elias spojrzał na ostatniego z dezorientacją. — To dla mnie? — zapytał. Julian skinął głową. — A dla kogo innego? Elias skłonił głowę i otworzył pudełko. — Dziękuję — szepnął, na co Julian spojrzał na niego z szelmowskim uśmiechem. — Czy twój nowy szef nie jest bardzo hojny? — Jest! — odpowiedział za niego Milo, sprawiając Julianowi frajdę. — Widzisz? Nawet twój dzieciak się zgadza. Elias zachichotał, patrząc, jak Milo pochłania burgera. Nigdy wcześniej nie jadł aż tyle, ale dzisiaj był wyjątkowo głodny. Nucił piosenkę, mocząc frytki w sosie. Od czasu do czasu wycierał mu buzię, jeśli zostało na niej trochę sosu. Zrobił mu nawet zdjęcie, gdy jadł. Julian obserwował ich w milczeniu i przez chwilę zapomniał o swoim burgerze, patrząc, jak Elias pomaga uporządkować stół, by zrobić Milo miejsce na zabawę nową zabawką. Milo przeżywał dzieciństwo, o jakim Julian zawsze marzył. Chciał spędzać więcej czasu z tatą, wspólnie jadać posiłki i bawić się. Pragnął, by opiekował się nim ktoś inny niż tylko ochroniarze i pokojówki. Milo zobaczył dzieci bawiące się w kąciku zabaw wewnątrz lokalu i zapytał tatę, czy może do nich dołączyć. Elias skinął głową i przykazał mu wrócić szybko, bo będą musieli już iść. Julian poczekał, aż chłopiec odejdzie, po czym spojrzał na Eliasa i uśmiechnął się szelmowsko. Elias wciąż miał na sobie uniwersytecki mundurek i nie zauważył, że guziki jego koszuli się rozpięły, pozwalając Julianowi dostrzec skrawek jego opalonej klatki piersiowej. Elias poczuł, jak Julian przewierca go wzrokiem, i zmarszczył brwi. — Co? — Z ciebie jest niezły, seksowny tatuś — Julian uśmiechnął się prowokująco. — Ma szczęście, że cię ma — dodał, a Elias spojrzał na niego ze zdziwieniem. — Twoja żona. — Dlaczego? — Elias prychnął i odwrócił wzrok. — Spójrz na siebie — Julian oparł się o krzesło i przygryzł dolną wargę. — Te oczy, te usta i te obojczyki... — Julian urwał, by nabrać tchu. — ...mógłbym cię zjeść żywcem. Elias spojrzał na niego z niedowierzaniem. — Jak możesz mówić takie rzeczy, gdy wokół są dzieci? — Są zbyt zajęte, żeby zwracać uwagę na to, co mówię — Julian wzruszył ramionami, nie odrywając wzroku od Eliasa. — Nie psuj zabawy. Elias wywrócił oczami. — Czy ty nie masz już jakiegoś chłopaka czy kogoś? — Dlaczego? — Julian uśmiechnął się szelmowsko i pochylił nad stołem. — Chcesz się upewnić, czy masz u mnie szanse? Nie martw się. Dam ci dostęp VIP — mrugnął. Elias potrząsnął głową. — Poważnie — wymamrotał. Julian uśmiechnął się. — Nie mam chłopaka. Tak naprawdę nigdy go nie miałem. Elias jedynie mruknął i obserwował syna bawiącego się z innymi dziećmi. Julian zacisnął usta i westchnął, wiedząc, że zdobycie jego uwagi jest niemal niemożliwe. Ze wszystkich mężczyzn na świecie, musiał to być żonaty facet z dzieckiem.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Rozdział 5 – Zamężna ochroniarka miliardera | Czytaj powieści online na beletrystyka