„Bądź dość silny, by stać samemu, dość mądry, by wiedzieć, kiedy potrzebujesz pomocy, i dość odważny, by o nią poprosić”. Autor nieznany
—
Elias wszedł do rezydencji i spotkał Gideona w głównym holu.
— Dzień dobry — przywitał się z nużącym uśmiechem.
— Twój garnitur jest gotowy — oznajmił mu Gideon. — Od teraz powinieneś zacząć go nosić.
— Dobrze — Elias skinął głową i skierował się do szatni ochroniarzy, by się przebrać. Znajdowało się tam około dziesięciu szafek z tabliczkami imiennymi. Uśmiechnął się, gdy zobaczył swoje nazwisko, i otworzył drzwiczki, za którymi czekał przygotowany garnitur i buty. Zdjął mundur i założył gładką białą koszulę, czarne spodnie i marynarkę.
— Hej, stary — Jasper otworzył swoją szafkę i wrzucił do niej torbę sportową. — Jak tam zajęcia?
— Intensywnie, ale dobrze — Elias uśmiechnął się, po czym uniósł brew, widząc rzeźbę brzucha Jaspera. — No, no — pokiwał głową. — Kiedy to się stało?
Jasper zaśmiał się i zaczął prężyć muskuły.
— Trenowałem całe życie, żeby tak wyglądać.
— Pamiętam, jak bardzo próbowałeś wypracować kaloryfer, kiedy jeszcze ćwiczyliśmy taekwondo — Elias zachichotał. — Mi też się nie udawało. Pewnie robiliśmy złe ćwiczenia.
— Dokładnie — odparł Jasper, kończąc wkładać garnitur.
Elias zacisnął usta.
— Słuchaj, czy pan przewodniczący jest w domu? Mogę z nim porozmawiać?
Odkąd Jaxson dał mu tylko trzy dni, nie potrafił przestać myśleć o pieniądzach. Nie był w stanie zebrać ich w tak krótkim czasie, więc potrzebował zaliczki.
— Przewodniczącego nie ma — Jasper pokręcił głową. — Jest w podróży służbowej gdzieś w Europie.
— Rozumiem — Elias przytaknął. — Wiesz, kiedy wraca?
— Dopiero w przyszłym tygodniu — odparł Jasper i spojrzał na przyjaciela z troską. — Wszystko w porządku? Nie mów mi, że już chcesz zrezygnować? — zażartował.
— Nie stać mnie na taki luksus — Elias posłał mu blady uśmiech.
— Na pewno wszystko okej? — Jasper uniósł brew, widząc bladość twarzy Eliasa i cienie pod jego oczami.
— W porządku, nie martw się — odparł Elias.
Jasper mruknął coś pod nosem i ścisnął go za ramię.
— Jakby coś się działo, nie wahaj się powiedzieć. Chętnie pomogę.
Elias uśmiechnął się.
— Dzięki.
Jasper był dobrym kumplem. Znał go, odkąd mieli po piętnaście czy szesnaście lat i Elias zaczął trenować taekwondo w akademii ojca Jaspera. Spotykali się przez pięć lat, aż obaj zdobyli czarne pasy. Wtedy Elias poszedł na uniwersytet i właśnie wtedy Isadora zaszła w ciążę. Przez studia i dziecko przestał widywać się z przyjacielem. Kontakt się urwał i nie byli już tak blisko jak dawniej, dlatego nie mógł go teraz prosić o pomoc. Nie jeśli chodziło o pieniądze.
Elias wyszedł z szatni i oparł się plecami o ścianę, biorąc głęboki oddech, by się skupić i znaleźć wyjście z sytuacji. Nie mógł poprosić Nico, bo ten i tak miał własne problemy. Ledwo wiązał koniec z końcem, pracując dorywczo, by opłacić leczenie onkologiczne matki. Nico mimo wszystko bez wahania by mu pomógł i właśnie dlatego Elias nie mógł go obciążać.
Trzy dni. Jak Elias miał zdobyć pieniądze w trzy dni? Przewodniczący wyjechał, a on nie miał żadnych majętnych przyjaciół. Isadora była zbyt zajęta studiami medycznymi, by pójść do pracy, a przy każdej rozmowie o pieniądzach wyciągała temat swoich rodziców.
Wtedy przypomniał sobie o Julianie. Był bogaty i może okazałby się na tyle miły, by mu pomóc, tak jak wczoraj okazał hojność jemu i Milo. Elias wziął głęboki oddech i ruszył schodami w górę, po czym zatrzymał się i wrócił do głównego holu. Nie miał pojęcia, co mu powiedzieć. Znał go dopiero od dwóch dni i prośba o pieniądze byłaby co najmniej dziwna. Z drugiej strony nie miał wyboru. Albo to, albo narażenie rodziny na niebezpieczeństwo.
— Dobra. Raz kozie śmierć — mruknął do siebie pod nosem, po czym ponownie wszedł na piętro i skierował się do pokoju Juliana. Zatrzymał się i zapytał dwóch ochroniarzy stojących przy drzwiach, czy pan Sterling jest u siebie. Spojrzeli po sobie i uśmiechnęli się drwiąco, po czym skinęli głowami.
— Tak, jest w środku — odparł jeden z nich.
Elias zmarszczył brwi, zastanawiając się, dlaczego ci dwaj ciągle wymieniają spojrzenia.
— Na pewno chcesz wejść? — zapytał ochroniarz.
— Dlaczego? — Elias uniósł brew. — Jest zajęty?
— Można tak powiedzieć — gość potarł podbródek, a jego kolega prychnął. — Ale oczywiście możesz wejść. Jesteś jego osobistym ochroniarzem, więc masz prawo tam być.
Elias mruknął coś w odpowiedzi i otworzył drzwi. To, co zobaczył, było ostatnią rzeczą, jakiej by się spodziewał. Julian rzeczywiście był zajęty. Bardzo. Siedział na biurku z rozstawionymi nogami, a spodnie miał zsunięte do stóp. Przed nim na kolanach klęczał chłopak, zaspokajając go ustami. Julian jęknął, kładąc dłoń na głowie tamtego.
— Cholera — mruknął Elias, ale było już za późno, by udawać, że nie wszedł, bo Julian już go dostrzegł. — Przepraszam. Ja... mogę wrócić później.
Julian uśmiechnął się drapieżnie i przygryzł dolną wargę, a zanim Elias zdążył wyjść, zatrzymał go:
— Czekaj — jęknął.
Elias przełknął ślinę i powoli odwrócił się w jego stronę. Julian miał rozpiętą koszulę studencką, obnażającą tatuaże na klatce piersiowej i brzuchu. Lekko odchylił głowę do tyłu, gdy chłopak wziął go głębiej.
— Te... te dokumenty — wydyszał Julian, wskazując na papiery rozrzucone na kanapie. — Zanieś je Harlanowi. On będzie wiedział, co z nimi zrobić.
Elias skinął głową i podszedł do kanapy, z trudem przełykając ślinę na dźwięk jęków Juliana. Szybko uporządkował teczkę, chcąc jak najszybciej opuścić pokój, ale ciekawość okazała się silniejsza. Odwrócił się i zobaczył, jak Julian szarpie chłopaka za włosy i przyciska jego głowę mocniej, czując narastającą rozkosz. Spojrzał na jego uda i uświadomił sobie, jakie są potężne. Nie brał Juliana za kogoś tak umięśnionego.
Julian poczuł na sobie jego wzrok i powoli przechylił głowę, aż ich oczy się spotkały. Jego usta były szeroko otwarte, z piersi wyrywały się jęki, a klatka piersiowa falowała w rytm głębokich oddechów. Uśmiechnął się triumfalnie, gdy Elias szybko odwrócił wzrok i dopadł do drzwi.
— Chcesz dołączyć? — zapytał Julian uwodzicielskim głosem.
Elias spojrzył na niego z przerażeniem i zatrzasnął za sobą drzwi. Na zewnątrz zastał dwóch ochroniarzy zrywających boki ze śmiechu. Spiorunował ich wzrokiem.
— To wcale nie jest zabawne — rzucił przez zaciśnięte zęby i pospiesznie zszedł na dół. Jak on miał teraz prosić Juliana o pieniądze?
















