„Wszędzie ci wszyscy ludzie, ale moje oczy patrzą na ciebie”. Autor nieznany
—
Studenci robili notatki, podczas gdy profesor omawiał lekcję wyświetlaną na ekranie — wszyscy poza Eliasem i Nico. Elias nerwowo pstrykał długopisem, a Nico obserwował go zdezorientowany. Zastanawiał się, dlaczego jego przyjaciel ostatnio tak często błądzi myślami. Nico stracił cierpliwość, patrząc, jak tamten powtarza tę samą czynność, i przysunął się bliżej, by szepnąć:
— Hej, co jest? Od dwóch dni prawie się nie odzywasz.
Elias tylko wzruszył ramionami, nie racząc nawet podnieść głowy. Nico zmarszczył brwi i wyrwał mu długopis z ręki.
— Poważnie, jeśli coś się dzieje, musisz mi powiedzieć.
Elias wypuścił z płuc ciężkie westchnienie i w końcu nieco uniósł głowę, napotykając zatroskaną twarz przyjaciela.
— Chodzi o lichwiarzy. Znowu.
Nico spochmurniał.
— Zalegasz w tym miesiącu? — zapytał, a Elias skinął głową. — Dali mi trzy dni. Powiedzieli, że tym razem konsekwencje będą surowe.
Nico przełknął ślinę.
— Jak myślisz, co mogą zrobić?
— Nie wiem — Elias wzruszył ramionami. — Spodziewam się po nich najgorszego.
Nico westchnął i przysunął się jeszcze bliżej. Milczał przez dłuższą chwilę, nerwowo zagryzając wargi, zanim się odezwał:
— Ja... chciałbym móc ci pomóc, Elias, ale w tym tygodniu zapłaciłem za leczenie mamy.
— Nie, wiem o tym — Elias pokręcił głową i uśmiechnął się blado. — Nie mogę cię znowu prosić o pomoc, Nico. Twoja sytuacja jest znacznie gorsza.
Nico powoli skinął głową i wydął wargi.
— Chemioerapia jest cholernie droga.
— A tak przy okazji, jak się czuje twoja mama? — szepnął Elias. — Nie widziałem jej od miesięcy.
— Jest nie do poznania — Nico ciężko westchnął. — Jest blada, wypadają jej włosy. Prawie nic nie je, ale lekarz powiedział, że wyniki są lepsze, więc musimy być dobrej myśli.
Elias uśmiechnął się. — Cieszę się, że to słyszę.
Nico odwzajemnił uśmiech i poklepał przyjaciela po ramieniu.
— Wiesz, mógłbym pożyczyć trochę pieniędzy, jeśli chcesz.
— Nie, nie — Elias szybko pokręcił głową. — Proszę, nie rób tego. Ostatnia rzecz, jakiej bym komukolwiek życzył, to pożyczanie od takich gnojów jak oni — spojrzał na Nico z troską. — Doceniam to, co robisz, Nico, ale musisz skupić się tylko na zdrowiu swojej mamy. Poradzę sobie, nie martw się.
— Próbowałeś prosić przewodniczącego? Może by pomógł.
— Wyjechał — odparł Elias. — Nie mam z nim żadnego kontaktu.
— A Julian Sterling? — Nico uniósł brew. — Jestem pewien, że ma w kieszeni tysiące.
Elias spiął się na dźwięk tego imienia i odwrócił wzrok. Scena, której był świadkiem poprzedniego dnia, nagle wróciła do niego z całą mocą. Nie widział go od tamtej pory. Nie mógł uwierzyć, jak spokojny pozostał Julian, gdy został przyłapany na braniu loda. Nie wydawał się ani trochę zmieszany, a nawet od niechcenia kazał mu dostarczyć dokumenty. Julian zdecydowanie był jedyny w swoim rodzaju.
— Ja... chyba nie powinienem go o to prosić — Elias zacisnął usta.
— Dlaczego nie? — zdziwił się Nico. — Szampan, który on wypija w jedną noc, kosztuje pewnie więcej niż to, czego chcą od ciebie ci windykatorzy.
— Wiem — przytaknął Elias. — Ale nie sądzę, żeby mieszanie go do mojego prywatnego życia było dobrym pomysłem. Jestem jego ochroniarzem i uważam, że lepiej zachować profesjonalną relację.
— Jeśli tak uważasz — mruknął Nico. — To co zamierzasz zrobić?
Elias wzruszył ramionami.
— Spróbuję z nimi negocjować.
Po zajęciach Elias i Nico pospieszyli do automatu z kawą, by napić się czegoś ciepłego, bo na zewnątrz było chłodno. Nie dane im było jednak wypić jej w spokoju, bo studenci znów zaczęli biegać po korytarzach, tworząc zbiegowisko.
— Tylko nie mów mi, że znowu jakaś bójka — Nico wywrócił oczami, a Elias zmarszczył brwi i ruszył za tłumem. Julian wyglądał na kogoś, kto przez swoje aroganckie zachowanie wiecznie pakuje się w kłopoty.
Ku ich zaskoczeniu nie usłyszeli żadnych krzyków ani odgłosów ciosów. Elias lekko przepchnął się przez ludzi, aż zobaczył piękną dziewczynę stojącą przed Julianem. Trzymała błękitną kopertę i pudełko czekoladek.
— Wyznanie miłości! — wykrzyknął Nico.
Dziewczyna była wyraźnie speszona obecnością tłumu studentów otaczających ją i Juliana. W rogu jej koleżanki zachęcały ją do zrobienia pierwszego kroku.
— Ja... zawsze chciałam ci to powiedzieć — zaczęła słodkim głosem, który wywołał zachwyt u wielu obecnych. Przeczesała palcami długie czarne włosy i podeszła do Juliana, który przyglądał jej się z obojętnością. — Zrobiłam to dla ciebie — podała mu pudełko czekoladek, a ku ogólnemu zaskoczeniu, on je wziął, otworzył i jedną spróbował. — Dobre — mruknął, co wywołało pisk wśród studentów.
— W co on pogrywa? — mruknął do siebie Elias, patrząc na to zdezorientowany. Zaczął się zastanawiać, czy nie pomylił się co do orientacji Juliana. Uznał, że może nie powinien wyciągać pochopnych wniosków po tamtej nocy w gejowskim klubie.
— Zawsze cię lubiłam, Julianie. Jesteś zabawny, miły i bardzo przystojny — dziewczyna posłała mu nieśmiały uśmiech. — Proszę, przyjmij moje uczucia.
Julian wziął kolejny kęs domowej czekoladki, mierząc dziewczynę wzrokiem od stóp do głów. Zadbała o to, by wyglądać olśniewająco, podkreślając usta błyszczykiem i oczy czarnym eyelinerem.
— To urocze — powiedział Julian, biorąc od niej kopertę. — Obawiam się jednak, że muszę odmówić.
Dziewczyna zacisnęła usta i spuściła wzrok, wiedząc, że wszystkie oczy są zwrócone na nią.
— Czy mógłbyś przynajmniej podać powód? Nie jestem dość ładna? — zapytała cichym głosem.
— Jesteś ładna — Julian skinął głową z uśmiechem. — Jestem pewien, że wielu chłopaków i dziewczyn chętnie by cię porwało — dodał, rzucając tłumowi aroganckie spojrzenie. — Ale po prostu nie jesteś w moim typie.
Julian wodził wzrokiem po zebranych, aż dostrzegł znajomą, przystojną twarz w samym środku tłumu. Ugryzł kolejną czekoladkę, ale tym razem powoli, nie spuszczając wzroku z Eliasa.
— Powód jest taki... — przerwał, by przeżuć i przełknąć. — ...że moje serce należy do mężczyzn.
Uśmiechnął się drapieżnie do Eliasa i mrugnął do niego.
Niektórzy studenci głośno wciągnęli powietrze, inni nie wyglądali na zdziwionych, bo już wcześniej krążyły plotki o Julianie sprowadzającym facetów do domu. Dziewczyna nie potrafiła wykrztusić słowa, wiedząc, że nie ma szans. Posłała mu grzeczny uśmiech i pospiesznie wybiegła z tłumu, a koleżanki ruszyły za nią.
— Co to było? — szepnął Nico do Eliasa z szeroko otwartymi oczami. — On ewidentnie do ciebie mrugnął.
— Wierz mi, Julian robi to do każdego oddychającego faceta w tym mieście — mruknął Elias, odciągając przyjaciela od tłumu, by mogli dokończyć kawę.
Później Nico pojechał autobusem, musząc wracać do domu, by sprawdzić, jak czuje się jego matka. Jego młodszego brata nie było, bo pojechał na szkolną wycieczkę. Elias dostrzegł lśniącą czarną limuzynę zaparkowaną przed budynkiem szkoły i ruszył w jej stronę. Julian siedział już z tyłu.
— Hej — przywitał go Harlan, gdy Elias zajął miejsce obok niego. — Jak minął poranek?
— Jak każdy inny — Elias uśmiechnął się i spojrzał na Juliana w lusterku wstecznym. — Ta dziewczyna była ładna — zauważył.
Julian prychnął.
— Dlaczego? Chcesz, żebym cię z nią poznał? — wywrócił oczami.
— Nie, dziękuję — Elias uniósł dłoń, by pokazać mu srebrną obrączkę.
— Kolejne wyznanie? — zachichotał Harlan. — Pan Julian ma wielu wielbicieli.
— Większość to dziewczyny — Julian westchnął z zawodem w głosie. — Nie interesują mnie, dopóki nie mają kutasów — mruknął, sprawiając, że Elias chrząknął i wyjrzał przez okno.
Kiedy dotarli do rezydencji, pokojówki powitały Juliana i przekazały mu, że ktoś na niego czeka. Elias rozpoznał Jace’a, chłopaka z nocnego klubu.
— Tęskniłem — Jace chwycił Juliana za nadgarstek i objął go ramieniem. — Dawno nie widziałem twojego pokoju — uśmiechnął się dwuznacznie.
Julian wywrócił oczami i zachichotał.
— Mojego pokoju czy mojego tyłka?
Elias prawie zakrztusił się śliną i pospiesznie udał się do szatni, by przebrać się w garnitur. Bycie ochroniarzem Juliana zapowiadało się na prawdziwą jazdę bez trzymanki.
Następnego dnia Elias odprowadził Milo do szkoły i powiedział mu, że mama odbierze go o czwartej. Jak zwykle ucałował go w policzki i patrzył, jak synek tuli się do nauczycielki przed wejściem do klasy. Elias rozejrzał się, by sprawdzić, czy Jaxson i jego ludzie ich nie śledzą. Był spięty, bo to był ostatni dzień, a on wciąż nie znalazł sposobu na zdobycie pieniędzy. Po przemyśleniu sprawy, słowa Nico wydały mu się słuszne. Był zdesperowany i choć raz powinien schować dumę do kieszeni i poprosić o pomoc. Tego dnia był zdecydowany stanąć przed Julianem i poprosić go o pożyczkę.
Szczęście mu jednak nie sprzyjało. Julian nie pojawił się rano na zajęciach. W przeciwieństwie do niego, Elias musiał być na wszystkich, inaczej trudno byłoby mu przygotować się do egzaminów.
Nico też nie przyszedł. Napisał mu wcześniej, że jego mama całą noc wymiotowała. Skutki uboczne chemioterapii były bolesne.
Julian obudził się dopiero po południu, jako że spędził długą noc z Jace’em. Był przyzwyczajony do sypiania z nim od czasu do czasu. Nawet służba i ochroniarze w rezydencji dobrze go znali. Julian nie miał ochoty na śniadanie w domu, więc założył ciemnofioletową bluzę z kapturem, czarne spodnie i sneakersy, po czym wyszedł. Nie brał samochodu, bo chciał zaczerpnąć świeżego powietrza. Przeczesał palcami włosy i jęknął, przypominając sobie, że zapomniał pójść do fryzjera. Pasma sięgały mu już prawie do ramion, a on nie zadał sobie nawet trudu, by je uczesać.
Była czwarta po południu i prawdopodobnie był jedyną osobą szukającą śniadania o tej porze dnia. Przechadzał się między kawiarniami, sprawdzając menu w poszukiwaniu czegoś, co zaspokoiłoby jego głód. Szedł ulicami, aż nagle dostrzegł znajomą sylwetkę.
Julian zmarszczył brwi, widząc Milo rozmawiającego z jakimś mężczyzną. Chłopiec nie wyglądał na zadowolonego.
— Co jest, do cholery? — mruknął i podszedł bliżej.
— Zostaw mnie! — krzyknął Milo do mężczyzny. — Kłamiesz. Mama po mnie przyjdzie.
— Bardzo dobrze znam twoją mamę — powiedział mu mężczyzna. — Chodzimy razem do klasy i poprosiła, żebym to ja cię odebrał, bo ona jest zajęta.
— Kłamca! — Milo spochmurniał. — Tatuś zawsze mówi, żeby nie ufać obcym — skrzyżował małe rączki na piersi i odwrócił wzrok.
Mężczyzny nie usatysfakcjonowała ta odpowiedź. Rozejrzał się dookoła, po czym chwycił chłopca za nadgarstki i zaczął go ciągnąć za sobą.
Julian szeroko otworzył oczy i rzucił się w ich stronę.
— Ty skurwysynu!
















