„Poznanie ciebie było jak słuchanie piosenki po raz pierwszy i wiedza, że stanie się moją ulubioną”. Michael Bliss
—
Profesor skończył rozdawać egzaminy i opuścił salę. Elias odetchnął z ulgą i oparł głowę o krzesło. Bał się, że obleje test, ale na szczęście mu się udało. Uśmiechnął się szeroko, patrząc na kartkę. Łączenie życia studenckiego z rodzicielstwem było nie lada wyzwaniem. Ledwo znajdował czas na naukę, mając trzy prace dorywcze i musząc opiekować się Milo, gdy Isadora przygotowywała się do swoich egzaminów.
— Zdałeś? — Nico przeskoczył z krzesła z tyłu, by usiąść obok niego.
— Taa, chyba miałem szczęście — Elias zachichotał. — Postradałbym zmysły, gdybym musiał to poprawiać.
— No nie? — Nico westchnął. — Profesor nie ma nad nami litości. Słuchaj, jesteś wolny po południu? Moglibyśmy wyskoczyć na kawę czy coś.
— Gdybym tylko mógł — Elias posłał mu smutny uśmiech.
Nico skinął głową i poklepał go po plecach. — Dzięki tobie zawsze pamiętam o prezerwatywach.
Elias zdzielił go w ramię i spojrzał na niego wilkiem. — Naprawdę? Jestem aż takim przykładem?
— Jesteś — Nico roześmiał się. — Chociaż uważam, że Milo jest uroczy, nie wyobrażam sobie siebie z dzieckiem w tym wieku. Jesteś niesamowity, przyjacielu.
— Pewnie, że jestem — Elias zaśmiał się cicho. — Jest cholernie ciężko, ale uwielbiam wracać do domu do Milo. Przy nim zapominam o wszystkich trudach.
— Och, już za nim tęsknisz? — Nico wydął wargi. — No to wracaj już do domu.
Elias zaśmiał się. — Mam coś do załatwienia, zanim tam pójdę.
— Co takiego? — Nico uniósł brew. — Myślałem, że pracujesz wieczorami.
— Taa, ale dziś rano dostałem tę dziwną ofertę — odpowiedział Elias. — Nie jestem pewien, jak to będzie wyglądać, ale sprawdzę to dzisiaj i jeśli mi się nie spodoba, to odmówię.
Nico wstał i schował notatki do torby. — Co to za praca? — założył kurtkę.
— Ktoś poprosił mnie, żebym został ochroniarzem jego syna — powiedział Elias, przypominając sobie dziwnego mężczyznę z dzisiejszego poranka. — To musi być ktoś bogaty, sądząc po drogim garniturze i luksusowym samochodzie, którym jeździł jego kierowca.
— O? — Nico spojrzał na niego ze zdziwieniem. — Ochroniarz? Ale luksusowo.
— Luksusowo, akurat — Elias wywrócił oczami. — Nie sądzę, żebym polubił pracę dla rozpieszczonego bachora.
Nico zachichotał i objął go ramieniem, gdy wychodzili z sali. — Przynajmniej dobrze płacą?
Elias mruknął potakująco i przełknął ślinę, gdy zobaczył czarny samochód zaparkowany przed budynkiem kampusu. — To po mnie.
Nico zagwizdał na widok marki luksusowego auta. — Myślisz, że załatwisz mi tam robotę? — roześmiał się.
— Sam nie umiesz się obronić, a co dopiero kogoś innego — Elias wywrócił oczami, za co oberwał w ramię od najlepszego przyjaciela.
— Muszę lecieć. Jutro opowiem ci szczegóły.
Elias skierował się do samochodu, a wysoki mężczyzna w czarnym garniturze otworzył przed nim tylne drzwi.
— Dzień dobry — przywitał się Elias i wsiadł do środka. — Dzięki.
W aucie ładnie pachniało, a Elias gładził skórzane fotele; nigdy wcześniej nie siedział w tak luksusowym samochodzie. Zastanawiał się, czy jego szef jest właścicielem jakiejś wielkiej firmy.
— Więc, gdzie on mieszka? — zapytał Elias, patrząc na kierowcę w lusterku wstecznym. — Syn szefa, mam na myśli.
— Panicz Julian, Julian — poprawił go kierowca. — Mieszka blisko uniwersytetu — odpowiedział.
— Rozumiem — Elias skinął głową.
— Tak przy okazji, jestem Harlan — kierowca zdjął okulary przeciwsłoneczne i spojrzał na niego w lusterku. — Jestem kierowcą panicza Juliana.
— Miło cię poznać. Jestem Elias — Elias lekko skłonił głowę.
— Nawet nie wiesz, jakie masz szczęście, że dostałeś tę pracę — powiedział Harlan. — Co miesiąc dziesiątki ludzi zgłaszają się na stanowisko ochroniarza. Przewodniczący jest wybredny, jeśli chodzi o wpuszczanie ludzi do swojej posiadłości. Nie ufa byle komu.
— Dlaczego więc zaufał mi? — Elias uniósł brew. — Nie składałem żadnego podania. Po prostu zobaczył mnie walczącego na ulicy.
Harlan milczał przez chwilę, przyglądając mu się. Wjechał samochodem do dzielnicy, w której Elias nigdy wcześniej nie był. Nie było tu żadnych domów towarowych ani budek z jedzeniem. Były tylko posiadłości i drzewa.
— Musiał coś w tobie dostrzec — odezwał się w końcu Harlan. — Jestem pewien, że jesteś wyjątkowy.
Elias prychnął. — Nie ma we mnie nic wyjątkowego.
— Jesteśmy na miejscu.
Elias wyjrzał na zewnątrz i rozszerzył oczy, widząc ogromną rezydencję, przed którą Harlan zaparkował samochód. Wyglądała jak te luksusowe domy z filmów. W całym budynku były wielkie okna w czarnych ramach. Ogród był równie wielki, a przy wejściu witała ich mała fontanna.
Elias prychnął, idąc między drzewami. Pomyślał, że to niesprawiedliwe, iż niektórzy ludzie żyją w takim luksusie, podczas gdy on każdego dnia walczy o to, by nakarmić rodzinę.
Elias podążył za Harlanem do środka. Zdjęli buty, a pokojówki podały im nowe kapcie i zaproponowały szklankę wody.
— Gdzie jest panicz Julian? — zapytał Harlan pokojówki.
— W swoim pokoju. Właśnie podaliśmy mu lunch.
— Je lunch w swoim pokoju? — Elias uniósł brew i poszedł za Harlanem do windy. Tak, w domu była winda, bo bogaci ludzie są zbyt leniwi, by chodzić po schodach.
Gdy dotarli na drugie piętro, Elias ze zdziwieniem dostrzegł dwóch ochroniarzy pilnujących wielkich drzwi.
— To pokój panicza Juliana — szepnął Harlan.
— Czekaj, on już ma ochroniarzy? — Elias zmarszczył brwi. — To po co ja tu jestem?
— Oni pilnują tylko domu — odparł Harlan. — Ty będziesz jego osobistym ochroniarzem.
Dwaj mężczyźni skłonili się Harlanowi i zapukali do drzwi, zanim je otworzyli. — Paniczu Julianie, Harlan i pana nowy ochroniarz przyszli.
Julian, który był zajęty czytaniem książki na kanapie, wywrócił oczami i rzucił tom na szklany stolik. Wstał i odchrząknął, po czym leniwie się odwrócił. — Mówiłem, że nie potrzebuję żadnego cholernego ochronia... — zamarł, gdy tylko zobaczył Eliasa stojącego w drzwiach.
Julianowi zabrakło słów, gdy młody mężczyzna go przywitał. Był wysoki, o smukłej sylwetce i nieziemskiej twarzy — dokładnie w jego typie.
— Miło cię poznać, Julianie.
— Panicz Julian, Julian — poprawił Harlan i odchrząknął. — Przewodniczący wyznaczył Eliasa, by od teraz z tobą przebywał — powiedział Julianowi. — Mam nadzieję, że tego też się nie pozbędziesz.
— Zobaczymy — Julian uśmiechnął się szelmowsko i obszedł Eliasa dookoła, by lepiej mu się przyjrzeć. Następnie spojrzał na Harlana i dodał: — Możesz już iść. Zajmę się tym.
Harlan spojrzał na Eliasa i skinął głową. — Główny dowódca ochrony jest teraz u Przewodniczącego. Kiedy wróci, podpiszesz kontrakt i omówicie grafik oraz dni wolne.
Gdy drzwi się zamknęły, Julian wrócił na kanapę. — Też studiujesz w Wharton Institute. Jak to możliwe, że nigdy cię nie widziałem?
— Nie wiem — Elias wzruszył ramionami. — To duża szkoła, a ja jestem na ostatnim roku.
Julian mruknął. — Ja jestem na trzecim.
Elias skinął głową i milczał przez chwilę, rozglądając się wokół. Pokój był trzy razy większy od jego mieszkania. Na ścianie wisiał wielki ekran, a na szafce pod telewizorem stały wszystkie najnowsze konsole do gier. Na półkach znajdowało się ponad dwadzieścia książek, a jedna leżała na szklanym stoliku. Elias domyślił się, że Julian lubi dużo czytać.
Elias rozglądał się dalej, aż zobaczył coś, czego nie powinien. Szuflada w szafce nocnej była otwarta i wypełniona prezerwatywami oraz butelkami lubrykantów. Było tam coś jeszcze, a Elias poczuł, jak pieką go policzki, gdy domyślił się, co to jest — dildo.
Julian podążył za jego wzrokiem i uśmiechnął się szyderczo. — Mam mnóstwo zainteresowań — powiedział, wstając i podchodząc do niego.
Elias szybko wyjrzał przez okno. — Słyszałem, że przegoniłeś poprzednich ochroniarzy z domu.
— Och, nie przegoniłem ich — Julian zachichotał. — Sami odeszli — wzruszył ramionami.
— Rozumiem — Elias skinął głową. — Twój ojciec powiedział, że jesteś nieco trudny w prowadzeniu. Czy to prawda?
Uśmiech Juliana zniknął, a on posłał mu mordercze spojrzenie. — Nie wiem, co miał na myśli, mówiąc „trudny w prowadzeniu” — wymamrotał.
— Ja też nie wiem — Elias wzruszył ramionami. — I tak wykonam swoją pracę, tak jak prosił. Mam nadzieję, że nie będę jednym z tych ochroniarzy, którzy uciekli.
Szelmowski uśmiech powrócił na twarz Juliana, który zbliżył się do niego. — Tamci ochroniarze byli starzy i nudni. W przeciwieństwie do ciebie.
— Skąd wiesz, że nie jestem nudny? — Elias uniósł brew.
Julian spojrzał na jego twarz i zdał sobie sprawę, jak doskonała ona jest. Jego migdałowe, brązowe oczy wpatrywały się w niego, przeszywając duszę, a ciemne włosy opadały na brwi. Elias był przystojnym mężczyzną. Nikt nie mógł temu zaprzeczyć.
— Już teraz zapewniasz mi rozrywkę — szepnął, owiewając twarz ochroniarza ciepłym oddechem. Ale Elias nawet nie drgnął, i Julian w tym momencie wiedział, że on nie ucieknie jak tamci poprzedni.
— To by było na tyle! — Julian klasnął w dłonie i skierował się do łazienki. — Idę dzisiaj do klubu.
Elias zmarszczył brwi. — Do klubu? Nie masz jutro zajęć?
— Nie zawsze chodzę na zajęcia — Julian wzruszył ramionami. — Ale i tak sobie radzę z oboma rzeczami — posłał mu uśmiech.
„Ale ja nie” — pomyślał Elias.
— Możesz wziąć coś z moich ubrań — powiedział Julian, zdejmując sweter. — Widzę, że mamy ten sam rozmiar.
Elias odwrócił wzrok, gdy tylko przed jego oczami ukazał się brzuch Juliana. Odchrząknął i zaczął szukać garderoby.
To był dopiero jego pierwszy dzień, a Julian już stawał się męczący.
















