„Niektórzy ludzie będą cię kochać tylko tak długo, jak długo będą mogli cię wykorzystywać. Ich lojalność kończy się tam, gdzie kończą się korzyści”. Autor nieznany
—
Harlan zatrzymał się przed klubem nocnym i wysiadł, by otworzyć drzwi paniczowi Julianowi. Elias stanął obok niego i rozejrzał się wokół. Jak na dzień powszedni, w klubie był spory ruch. Kolejka była długa i Elias zastanawiał się, czy będą musieli czekać godzinami, by wejść do środka. Na jego pytanie szybko odpowiedział bramkarz, który skłonił się Julianowi i bez wahania zaprosił go do wnętrza.
Julian odwrócił się i uśmiechnął szyderczo, widząc zmieszanie na twarzy Eliasa. — Chodźmy — skinął głową i wszedł do środka.
Elias szedł za nim w milczeniu, aż poczuł wibracje nawiedzające to mroczne miejsce. Muzyka stawała się coraz głośniejsza, aż dotarli do głównej sali. Jeden z gospodarzy przywitał Juliana uściskiem. Elias był zaskoczony jego wyglądem; był półnagi, ubrany jedynie w czarne bokserki z króliczym ogonem z tyłu i muchę na szyi. Miał zrobioną kreskę czarnym eyelinerem i srebrny brokat na powiekach, nie wspominając o różu na policzkach i błyszczyku na ustach.
— Wasz stolik jest gotowy — powiedział Julianowi. — Ta sama butelka?
Julian skinął głową i wszedł po schodach do sekcji VIP, z której rozpościerał się widok na salę i parkiet.
— Patrzcie, kogo my tu mamy! — chłopak w białej koszuli i z drogim zegarkiem na nadgarstku objął Juliana ramieniem i dosiadł się do stolika. — Nie spodziewałem się ciebie tu dzisiaj widzieć.
— Nie zwykłem ogłaszać mojego przybycia, Jace — Julian wywrócił oczami i wziął łyk szampana.
— Tatusiu — poprawił go Jace, przyciągając Juliana bliżej. — Dlaczego nie mówisz do mnie „tatusiu”? Jestem starszy od ciebie.
Julian wzruszył ramionami i szepnął coś, co sprawiło, że Jace uśmiechnął się szelmowsko.
Elias nie miał pojęcia, czego jest świadkiem. Gdy odwrócił wzrok, by uniknąć patrzenia na tę pełną czułości relację między Julianem a Jacem, na parkiecie dostrzegł jeszcze gorsze widoki. Mężczyźni około dwudziestki tańczyli razem, niektórzy obmacywali się nawzajem, a inni całowali. Elias przełknął ślinę i spuścił wzrok.
— Pierwszy raz w gejowskim klubie? — zapytał Julian z ironicznym uśmiechem.
— Pierwszy raz w klubie w ogóle — odpowiedział Elias, rozglądając się dookoła, pod wrażeniem wszystkich kolorów i głośnej muzyki.
— Słyszałem, że Julian tu jest — dołączył kolejny facet, trzymając po bokach dwóch chłopców — pewnie osiemnasto- lub dziewiętnastoletnich. — O, butelka już jest? — zaśmiał się. — Zawsze miło cię tu widzieć — usiadł, a chłopcy usiedli mu na kolanach. — Nalejcie mi — powiedział im, a oni wykonali polecenie.
— Wam też naleję szampana — szepnął i pocałował ich w karki.
Elias zmarszczył brwi; uważał, że chłopcy wyglądają na bardzo młodych, nawet jeśli byli w wieku uprawniającym do wejścia do klubu. Przyjaciel Juliana musiał być od niego starszy.
— Kto to jest? — zapytał nowoprzybyły, wskazując na Eliasa. — Twój nowy chłopak?
— Mój ochroniarz. Jest nowy.
— Czy twoi ochroniarze nie noszą zazwyczaj garniturów? I nie wyglądają staro?
— Jego garnitur nie jest jeszcze gotowy — westchnął Julian. — Od kiedy interesujesz się moimi ochroniarzami, Seth?
— Zazwyczaj się nie interesuję — wymamrotał Seth, mierząc Eliasa wzrokiem od stóp do głów. — Ale ten wygląda inaczej.
— Bo jest inny — Elias drgnął, gdy ktoś nagle dmuchnął mu w kark. Odwrócił się i zobaczył faceta, pewnie kolejnego z przyjaciół Juliana. — Kurczę, Julian. Skąd ty go wytrzasnąłeś? — zaczął gładzić Eliasa po ramieniu.
— Co ty wyprawiasz? — Elias złapał go za nadgarstek i spojrzał na niego groźnie.
— O, jaki seksowny — facet przygryzł dolną wargę. Elias zmarszczył brwi i spojrzał na Juliana, który tylko uśmiechał się pod nosem. — Hej stary, nic już dla mnie nie zostało — wydął wargi, trzymając pustą butelkę po szampanie.
— Zamówmy kolejną — Seth uniósł rękę, a kelner już wiedział, o co chodzi.
Elias spojrzał na butelkę szampana. Chociaż nie pił dużo, wiedział, że musi być droga, ale Julian zdawał się tym nie przejmować, podczas gdy jego przyjaciele zamawiali kolejne i kolejne.
Julian zaczął się upijać, a Jace najwyraźniej czerpał z tego satysfakcję, raz po raz liżąc i całując go po szyi.
Elias nie wiedział, gdzie podziać wzrok. W całym klubie mężczyźni obściskiwali się ze sobą. Nie mógł nawet pójść do łazienki, bo musiał mieć oko na Juliana, gdyby coś mu się stało.
— Chodźmy potańczyć — powiedział Julian do Jace'a, który bez wahania pomógł mu wstać i poprowadził go na dół. Elias westchnął i poszedł za nimi. Wkrótce otoczył go tłum mężczyzn bez koszulek; skrzywił się z obrzydzeniem, gdy ich spocone klatki piersiowe zderzały się z jego koszulą — koszulą Juliana.
Jace trzymał Juliana od tyłu i poruszali się w rytm muzyki, podczas gdy on kontynuował całowanie go po szyi. Julian zamknął oczy i tańczył, ciesząc się ciepłem ust przyjaciela na swojej skórze.
Elias przepychał się w tłumie, a pijani mężczyźni raz po raz próbowali z nim tańczyć, ale on wszystkich ignorował, skupiając się wyłącznie na Julianie. Nie mógł ryzykować utraty pracy już pierwszego dnia.
DJ puścił modną piosenkę i wszyscy zaczęli krzyczeć. Mimo dyskomfortu, Elias przyłapał się na tym, że dołącza do śpiewu. Julian również kochał tę muzykę i poruszał ustami do tekstu, podczas gdy Jace trzymał ręce na całym jego ciele.
Elias wstrzymał oddech, wiedząc, że zaraz nastąpi „drop”, i spodziewał się najgorszego. Przysunął się bliżej Juliana i wkrótce wszyscy zaczęli skakać. Lodowaty dym spowił parkiet, zrobiło się mgliście i Elias nic nie widział. Ludzi było tak wielu, że stracił Juliana z oczu. Widział tylko sylwetki, ale nie twarze.
Mężczyźni potrącali go, gdy się rozglądał. Chciałby móc ich wszystkich odepchnąć, bo nie tolerował zapachu potu i alkoholu. Wtedy ktoś stanął przed nim i rozpoznał pasiastą koszulę Juliana. Ten uśmiechnął się szeroko i nachylił do Eliasa, który wstrzymał oddech, patrząc na niego z zaskoczeniem. Julian wciąż tańczył i był pijany. Musiał pomylić go ze swoim przyjacielem, bo zbliżał się coraz bardziej, aż dzieliło ich zaledwie kilka centymetrów.
— Co ty do cholery wyprawiasz?! — Elias odepchnął go, a Jace przyciągnął Juliana do swojej piersi, piorunując Eliasa wzrokiem. Wrócili do swojego stolika, gdzie zastali Setha całującego swoich chłopców. Jeden z nich niemal leżał na kanapie. Elias zacisnął pięści; nienawidził patrzeć, jak Seth wykorzystuje ich niewinność. Może i działo się to za obopólną zgodą, ale wiedział, jak łatwo jest manipulować nastolatkami.
Julian i jego przyjaciele pili jeszcze przez kilka godzin, a cierpliwość Eliasa się kończyła, bo było już bardzo późno, a on musiał być w domu. Telefon wibrował mu w kieszeni kilkakrotnie. Wiedział, że to Isadora pyta, gdzie jest, ale nie mógł odebrać, bo byłoby to nieprofesjonalne.
Około trzeciej rano Julian w końcu zdecydował się wyjść. Ku zaskoczeniu Eliasa, jego przyjaciele nie poszli za nim do kasy. Wyjął czarną kartę z kieszeni i zapłacił za wszystkie butelki szampana. Elias zobaczył cenę na ekranie i rozszerzył oczy — to było zdecydowanie za dużo pieniędzy.
Jace, Seth i Dexter zdawali się nie przejmować, jakby byli przyzwyczajeni do tego, że on za nich płaci.
Gdy wyszli na zewnątrz, jego przyjaciele tylko pomachali rękami i odeszli. Seth oczywiście odjechał z dwoma chłopcami, a Elias nawet nie chciał wiedzieć, co wydarzy się później.
Harlan wysiadł z samochodu i otworzył drzwi Julianowi. Elias pomógł mu wsiąść i zapiął mu pasy, bo chłopak był zbyt pijany, by cokolwiek zrobić, po czym zamknął drzwi.
— Przez cały ten czas pan czekał? — zapytał Harlana, który skinął głową.
— To mnóstwo czasu.
— Owszem — uśmiechnął się Harlan. — Ale dopóki dobrze płacą, nie będę narzekał.
— Racja — Elias zachichotał.
— Wyglądasz na niewzruszonego w porównaniu do jego poprzednich ochroniarzy — Harlan potarł podbródek.
— Co masz na myśli?
— Wszystkim im przeszkadzał fakt, że Julian chodzi w takie miejsca — powiedział Harlan, wskazując na tęczową flagę przy wejściu do klubu. Elias zdziwił się, że wcześniej jej nie zauważył.
— Mnie to nie przeszkadza — Elias wzruszył ramionami. — Dopóki sytuacja nie wymyka się spod kontroli. Po prostu tańczył i upił się z przyjaciółmi. Często tu bywa?
Harlan skinął głową. — Będziesz musiał się jednak przyzwyczaić do jego kolegów. Wiem, że nie należą do najlepszych.
Elias mruknął. — Widzę ich pierwszy raz, ale już wiem, co to za ludzie — westchnął i spojrzał przez szybę na śpiącego Juliana. — Przyjaźnią się z jego kartą kredytową.
— Na pewno tak jest — Harlan westchnął smutno. — Ale nie mów tego paniczowi Julianowi. Nie chciałby tego słuchać.
Harlan podrzucił Eliasa do domu, zanim wrócił do rezydencji. Elias wziął głęboki oddech przed otwarciem drzwi. Cicho zdjął buty i kurtkę, po czym skierował się do łazienki, by wziąć prysznic i zmyć z siebie zapach dymu i potu.
Gdy skończył, wzdrygnął się, widząc przed drzwiami Isadorę. Miała rozczochrane włosy i koc zarzucony na ramiona.
— Gdzieś ty u diabła był?! — szepnęła-krzyknęła.
— W pracy — wymamrotał Elias, czekając, by odnieść ręcznik do pralni.
Isadora spojrzała na niego z dezorientacją, bo wcześniej nie zdarzało mu się pracować tak późno.
— Mam nową pracę — powiedział Elias.
— Jaką pracę?
— Pewien Przewodniczący zatrudnił mnie jako ochroniarza swojego syna.
Isadora prychnęła. — Poważnie teraz? I zamierzasz wracać tak późno co noc? Czy ty nie masz syna i żony?!
Elias wziął głęboki oddech i odciągnął ją do kuchni. — Tak, właśnie dlatego, że mam syna i żonę, biorę tę szaloną robotę. Przepraszam, Isadora, ale nie mogę wciąż pracować w trzech różnych miejscach, gdzie płacą grosze. Ta nowa praca przynajmniej jest dobrze płatna. W krótkim czasie będę mógł spłacić nasze długi.
Isadora potrząsnęła głową. — W ogóle nie powinieneś był pożyczać tych pieniędzy.
Elias spojrzał na nią z niedowierzaniem i prychnął. Potem westchnął i wyszedł z kuchni. — To nie czas na tę rozmowę. Chodźmy spać.
Następnego ranka Harlan napisał mu, że wpadnie po niego i podwiezie go na uniwersytet, bo Julian i tak się tam wybiera.
Elias obudził Milo i pomógł mu umyć buzię, umyć zęby i ubrać się. Nie rozmawiał z Isadorą, która przygotowywała śniadanie, trzymając w drugiej ręce notatki. Miała ostatnio egzaminy i wykorzystywała każdą okazję, by powtarzać materiał.
— Chodź, zuchu. Zjedzmy śniadanie — Elias przygotował plecak, a Isadora postawiła przed Milo miskę płatków.
Telefon Eliasa zawibrował, więc pospiesznie założył kurtkę i złapał klucze. Pocałował Milo w policzek. — Do zobaczenia wieczorem, zuchu.
— Do zobaczenia wieczorem, papa — Milo nawet na niego nie spojrzał, zajęty oglądaniem bajek.
Elias spojrzał na Isadorę i posłał jej blady uśmiech, po czym wyszedł na zewnątrz. Samochód Harlana stał przed domem; wsiadł na miejsce pasażera. — Dzień dobry.
— Dzień dobry — uśmiechnął się Harlan i ruszył. — Wyspałeś się?
— Tak jakby — wymamrotał Elias i spojrzał w lusterko na Juliana, który opierał głowę o szybę. — Myślałem, że nie chodzisz na zajęcia — powiedział do niego.
Julian wzruszył ramionami. — Dzisiaj nabrałem ochoty.
Elias mruknął pod nosem, a jego telefon zawibrował. Isadora dzwoniła, a on zawahał się przed odebraniem. Bał się, że to coś pilnego.
— Hej, co się stało? — zapytał, a Isadora poprosiła, by odebrał Milo ze szkoły później, bo planowała zostać w bibliotece.
— Jasne, nie ma problemu — zacisnął usta. — Do zobaczenia wieczorem.
Gdy się rozłączył, Julian wyprostował się na siedzeniu i wziął łyk wody, patrząc na niego w bocznym lusterku. — Twoja dziewczyna? — uśmiechnął się szyderczo.
Elias milczał przez chwilę, po czym wymamrotał: — Moja żona.
Julian niemal zakrztusił się wodą, a Harlan rozszerzył oczy.
— Twoja kto?! — wykrzyknął Julian.
— Moja żona — spokojnie powtórzył Elias.
— Jesteś żonaty! — Harlan spojrzał na niego z zaskoczeniem. — Jakie to nieoczekiwane!
— Rzeczywiście nieoczekiwane — Julian uniósł brew i zmarszczył czoło, spoglądając przez okno.
— Dlaczego? — Elias spojrzał na niego ze zdziwieniem. — Powinienem był powiedzieć o tym wcześniej? Nie zatrudniacie żonatych mężczyzn?
— To moje najmniejsze zmartwienie — Julian wywrócił oczami. — Ale czy nie jesteś za młody na małżeństwo? Przecież wciąż jesteś studentem.
Elias zdecydował się nie odpowiadać i tylko wzruszył ramionami.
— Poważnie — Julian potrząsnął głową. — Żonaty, mówi. Zaraz powie jeszcze, że ma dzieci.
Elias zacisnął usta, ukrywając uśmiech. Harlan spojrzał na niego z boku, a potem wymienił spojrzenie z Julianem, który wkrótce rozszerzył oczy i położył rękę na ramieniu Eliasa, by przykuć jego uwagę. — Ty... Ty masz dziecko?
Elias skinął głową, a Julian sapnął: — Stary! — krzyknął i oparł się plecami o siedzenie. — Cholera!
















