„Nigdy nie bierz na siebie winy za to, jak ktoś cię potraktował”. Khalilah Velez
—
— Wyglądasz na wykończonego — Nico spojrzał na przyjaciela z troską. Ich zajęcia właśnie się skończyły, a Elias leniwie pakował rzeczy do torby. — Pracowałeś do późna?
Elias mruknął potakująco. — Ten bachor chciał iść do klubu.
— Poważnie? — Nico sapnął. — Zawsze błagałem cię, żebyś poszedł ze mną do klubu, a ty zawsze mówiłeś nie. Teraz, kiedy „Jaśnie Pan” każe, to nie wahasz się ani chwili — skrzyżował ramiona i odwrócił wzrok.
— No cóż, Jaśnie Pan Nico nie płaci mi za chodzenie do klubu — Elias przedrzeźnił głos przyjaciela, za co oberwał szturchańca w ramię.
— Jaki on w ogóle jest? — zapytał Nico. — Czy to jeden z tych bezczelnych, rozpieszczonych bogaczy z dram?
— Jest przede wszystkim głupi — zachichotał Elias. — Jego kumple go wykorzystują, a on przymyka na to oko.
Nico roześmiał się. — Z taką kasą musi mieć mnóstwo dziewczyn.
— Prędzej chłopaków — wymamrotał Elias i wyszedł z sali.
— Czekaj, on jest gejem? — Nico rozszerzył oczy i próbował dogonić swojego wysokiego przyjaciela.
— Przypuszczam, że tak — Elias wzruszył ramionami. — Byliśmy wczoraj w gejowskim klubie, a on przez całą noc obściskiwał się z jakimś kolesiem.
— Kurczę! — Nico zagwizdał. — Chyba muszę się zaprzyjaźnić z twoim szefem — zaśmiał się. — Nie mam z kim chodzić do gejowskich klubów — wydął wargi, patrząc na Eliasa.
Elias uśmiechnął się i objął go ramieniem. — Przykro mi, że jestem mężem i tatą.
— Nudy — Nico wywrócił oczami. Obaj przestali iść, gdy zobaczyli grupę studentów śpieszących na dół, by wybiec na zewnątrz.
— Co się do cholery dzieje? — wymamrotał Elias i wyszedł z przyjacielem przed budynek.
— Ale tłum! — wykrzyknął Nico, widząc zgromadzonych ludzi. Podeszli bliżej, aż usłyszeli krzyki i jęki.
— Jest bójka — zachichotał Nico i pospieszył, by dołączyć do gapiów. Elias wywrócił oczami i leniwie ruszył za nim. Dwóch facetów wyzywało się i okładało pięściami. Elias zazwyczaj nie dbał o sprawy innych studentów, ale gdy podszedł bliżej i zobaczył, kto się bije, jego oczy się rozszerzyły.
— Nie ma mowy — wymruczał i prychnął, widząc Juliana spychającego drugiego chłopaka na ziemię.
— Przestaniesz mnie prowokować?! — krzyknął Julian, na co drugi student wybuchnął śmiechem.
— To nie moja wina, że jesteś taki wrażliwy, Sterling — uśmiechnął się szelmowsko i otarł krew z kącika ust. — Tatuś nie wychował cię na twardziela.
— Nie waż się mówić o moim ojcu! — Julian zacisnął pięści i spojrzał wściekle na Killiana, który czerpał satysfakcję z doprowadzania go do furii.
— Daj spokój, Sterling — wywrócił oczami. — Wszyscy wiedzą, że on ma cię gdzieś. Mój tata zawsze to powtarza — zaśmiał się. — I tak jesteś tylko jego bękartem.
Julian nie czekał, aż tamten skończy, i ponownie powalił go na ziemię, zaczynając okładać go po twarzy. Ludzie wstrzymali oddech, inni nagrywali walkę. Nikt nie próbował ich rozdzielić. Killian położył ręce na klatce piersiowej Juliana i gwałtownie go odepchnął. Następnie wstał i był gotowy kopnąć go w brzuch, gdy ktoś nagle złapał go za nadgarstek. Odwrócił się, gotowy wrzasnąć na każdego, kto odważył się go zatrzymać, i zastał Eliasa patrzącego na niego najbardziej morderczym wzrokiem.
— Kim ty do cholery jesteś?!
— Jego ochroniarzem — odpowiedział beznamiętnie Elias.
Killian prychnął. — Ochroniarzem, akurat — Elias zignorował go i wyciągnął rękę do Juliana. — Wszystko w porządku, proszę pana?
Julian przez chwilę patrzył na niego ze zdziwieniem, po czym chwycił jego dłoń i wstał. Elias puścił Killiana i zamiast tego zaczął sprawdzać twarz i ramiona Juliana, by zobaczyć, czy nie jest ranny.
— Nie żartowałeś — Killian spojrzał na niego z niedowierzaniem. — Myślałem, że wszyscy twoi ochroniarze to staruchy — powiedział do Juliana. — Skombinowałeś sobie młodego? Już go przeleciałeś? — Zaśmiał się, ale śmiech szybko zamarł, gdy Elias zmierzył go wzrokiem. Uśmiech Killiana zniknął; jego starszy kolega budził respekt.
Elias odciągnął Juliana z dala od tłumu i odszukał wzrokiem Nico, który machał do niego ręką. — Widzimy się jutro! — krzyknął. — Muszę go odstawić do domu!
— Dobra! — Nico podniósł kciuk do góry i pobiegł na autobus. Elias zobaczył samochód Harlana zaparkowany przy wejściu i pociągnął Juliana za nadgarstek, by go tam zaprowadzić.
— To boli — poskarżył się Julian, ale Elias nie zwracał na niego uwagi.
Harlan otworzył drzwi i skłonił się. — Dzień dobry, paniczu Julianie — nie wydawał się przejęty siniakiem na jego policzku i krwią na ustach, jakby był przyzwyczajony do widoku panicza w takim stanie.
Elias usiadł na miejscu pasażera i westchnął. — Co się stało? — zachichotał Harlan.
— Kwestionuję moje życiowe wybory — wymamrotał Elias. Harlan roześmiał się i uścisnął jego ramię. — Życie nie jest takie złe. Mogłeś trafić gorzej.
— Gorzej niż to? — uniósł brew i wskazał na Juliana, który siedział cicho z tyłu. — Kto to w ogóle był?
— Założę się, że nikt inny jak Killian Vance — westchnął Harlan. — Zawsze wdaje się w bójki z paniczem Julianem.
— Killian Vance? Słyszałem już to nazwisko — Elias potarł podbródek.
— Jego ojciec posiada największą sieć hoteli na kontynencie. Killian często organizuje imprezy i wydarzenia. Jest dość znany wśród celebrytów i wyższych sfer.
— Rozumiem — mruknął Elias i spojrzał na Juliana w lusterku. — Dlaczego więc się biliście?
Julian jedynie wzruszył ramionami i nie odpowiedział na pytanie.
Elias założył kapcie i zostawił plecak u pokojówki, po czym wszedł do rezydencji. Julian nie wypowiedział ani słowa i skierował się do swojego pokoju. Nikt nie wydawał się zdziwiony ani zaskoczony, więc Elias domyślił się, że musi się to zdarzać często. Julian wyglądał na faceta, który nie pozwala nikomu mówić o sobie źle, i na typ osoby, która zawsze pakuje się w kłopoty, sprawiając, że wszyscy się o niego martwią.
— Szef ochrony jest dzisiaj — powiedział Harlan. — Możesz podpisać kontrakt i odebrać swój garnitur.
— Dokąd idziesz? — Elias uniósł brew, widząc, że kierowca wraca do drzwi wyjściowych.
— Mam wolne. Do zobaczenia jutro — Harlan machnął ręką i wyszedł. Elias rozejrzał się i zobaczył grupę mężczyzn w czarnych garniturach idących w jego stronę. Ich lider nosił czarno-niebieską opaskę na ramieniu. Był dość niski jak na ochroniarza, ale jego spojrzenie było wyjątkowo onieśmielające.
— A więc to ty jesteś ten nowy — przemówił lider głębokim głosem.
— Dzień dobry, proszę pana — Elias skłonił się uprzejmie. — Jestem Elias.
Lider mruknął. — Kiedy składałeś podanie?
Elias potarł kark i uśmiechnął się. — Nigdy nie składałem podania, proszę pana. Przewodniczący przypadkiem zobaczył mnie na ulicy i mnie zatrudnił.
Lider zmarszczył brwi i zmierzył go wzrokiem od stóp do głów, zastanawiając się, co Przewodniczący mógł w nim widzieć.
— Elias?! — odezwał się znajomy głos. Elias odwrócił się i rozszerzył oczy, gdy rozpoznał starego przyjaciela.
— Jasper?!
— Ze wszystkich miejsc na świecie, to jest ostatnie, w którym spodziewałbym się ciebie zobaczyć — zaśmiał się Jasper i wziął go w ramiona. — Co ty tu robisz?!
— Mogę cię zapytać o to samo! — Elias roześmiał się i poklepał go po plecach.
— Znacie się? — zapytał lider, a Jasper pośpiesznie objął Eliasa ramieniem, by go przedstawić. — To mój stary przyjaciel. Chodziliśmy razem na taekwondo.
— Twój ojciec to najlepszy mistrz.
— Pewnie, że tak — Jasper dumnie skinął głową. — To jest nasz szef ochrony, Gideon — dodał, wskazując na mężczyznę o ponurej twarzy.
— Miło mi pana poznać — Elias ponownie się skłonił.
— W każdym razie, krawiec musi zdjąć z ciebie miarę, żeby przygotować garnitur. Tymczasem możesz założyć jeden z moich — powiedział Gideon.
Elias mocno zacisnął usta, by nie wybuchnąć śmiechem, mierząc go wzrokiem. — Na pewno, proszę pana?
Jasper prychnął i schował się za resztą ochroniarzy, bo w przeciwieństwie do Eliasa nie potrafił opanować śmiechu.
Gideon rzucił Eliasowi groźne spojrzenie. — Nie możesz towarzyszyć paniczowi Julianowi w swoich zwykłych ubraniach. To wbrew protokołowi.
— Skombinujemy mu coś. Nie martw się, Gideon — powiedział Jasper.
— Dzięki — Elias uśmiechnął się do niego. — Więc jesteś ochroniarzem Przewodniczącego?
— Moje obowiązki są tutaj dość elastyczne — odpowiedział Jasper. — Czasem jeżdżę z Przewodniczącym, czasem z paniczem Julianem, a innym razem z panną Evangeline. Robię to, o co prosi Gideon.
— Panną Evangeline? — Elias uniósł brew. — Przewodniczący ma córkę?
Jasper mruknął potakująco. — Tak, ale rzadko tu bywa. Jest podróżniczką na pełen etat.
— Ale życie — zaśmiał się Elias. — Szczęściara.
Rozległ się głośny huk i ochroniarze natychmiast stanęli w pozycji gotowości, ale gdy usłyszeli znajomy głos, Gideon kazał im odpuścić. To był Przewodniczący i brzmiał na wściekłego.
— Kiedy ty wreszcie dorośniesz?! — krzyknął i rzucił czymś o ziemię. Był na górze, w pokoju Juliana. — Czy zawsze muszę dowiadywać się o wszystkim od innych? Twój syn uderzył syna Arthura Vance'a?! Znowu mnie upokorzyłeś!
— Sprowokował mnie, ojcze! — krzyknął Julian, a zaraz potem usłyszeli głośne mlaśnięcie. Przewodniczący uderzył syna w twarz.
Elias zacisnął usta i spojrzał na resztę ochroniarzy, którzy po prostu wrócili do swoich zajęć, jakby nic się nie działo. Podszedł do Jaspera i pociągnął go za ramię. — Hej, to się często zdarza?
Jasper skinął głową ze smutnym uśmiechem. — Panicz Julian zawsze wpakuje się w jakieś kłopoty — westchnął. — Przewodniczący nigdy nie jest z niego zadowolony.
Elias zmarszczył brwi. — Ale przecież było jasne, że tamten go sprowokował.
— Wiem — powiedział Jasper. — Ale Przewodniczący nigdy w to nie uwierzy.
Elias potrząsnął głową i westchnął, po czym spojrzał na zegarek. Była już prawie pora odebrania Milo i musiał wyjść, żeby zdążyć na autobus.
Właśnie zamierzał zapytać Gideona o pozwolenie na wyjście, gdy Julian wypadł na dół, popychając każdego, kto stanął mu na drodze.
— Jedziemy — powiedział do Eliasa, który spojrzał na niego ze zdziwieniem. — Dokąd?
— Nie wiem — Julian wzruszył ramionami i zdjął kapcie, by założyć buty.
— Harlan wyszedł wcześniej — Elias poszedł za nim na zewnątrz. — Nie ma kto prowadzić.
— Masz prawo jazdy? — zapytał Julian, a Elias skinął głową. — Dobrze — rzucił mu kluczyki do samochodu. — Ty prowadzisz. Wciąż mam kaca, więc nie dam rady.
Elias spojrzał na niego z niedowierzaniem i patrzył, jak chłopak idzie do garażu. Zatrzymał się przed czarnym mercedesem i czekał, aż on go otworzy.
— Uh, proszę pana, nie sądzę, bym mógł pana podwieźć.
— Dlaczego nie? — Julian uniósł brew. — Jesteś moim ochroniarzem. Powinieneś być przy mnie cały czas. Chcesz dostawać kasę za nicnierobienie?
— Nie to miałem na myśli — Elias potrząsnął głową. — Mam coś do zrobienia. To dość pilne.
Julian wywrócił oczami. — Co to za rzecz?
Elias zacisnął nerwowo usta. — Muszę odebrać dziecko ze szkoły.
Julian spojrzał na niego ze zdziwieniem, jakby zapomniał, że on ma dziecko i żonę, po czym westchnął i machnął ręką. — No dobra, w porządku. Jedziemy.
Elias zmarszczył brwi. — Słucham?
Julian westchnął z frustracją i zabrał mu kluczyki, by otworzyć drzwi. — Musisz odebrać dziecko, tak? No to jedźmy, jeśli nie chcesz się spóźnić.
Elias zawahał się, zanim wsiadł do samochodu. Luksusowe wnętrze go zaskoczyło; beżowe skórzane fotele, nowoczesna deska rozdzielcza i przyciemniane szyby z tyłu.
— Na pewno wszystko w porządku? — zapytał spokojnie Elias, zanim uruchomił silnik.
Julian mruknął i zamknął oczy. — Dopóki wydostanę się z tego piekła.
















