Eden
Zimna, mosiężna klamka wpija się w moją dłoń, gdy ją przekręcam, otwierając ciężkie drewniane drzwi do sekretariatu. Sterylne, przesadnie klimatyzowane powietrze uderza mnie w twarz, niosąc ze sobą słabą woń zwietrzałej kawy i cytrynowego wosku do podłóg. Przełykam ślinę, zmuszając się, by przełknąć gęstą, gorzką gulę upokorzenia, tkwiącą w gardle po moim katastrofalnym spotkaniu na korytarzu
















