Grzeszny przechwyt

Grzeszny przechwyt

Autor: Væ—Lýris

Siedząc okrakiem na jego kolanach
Autor: Væ—Lýris
29 lip 2026
POV Eden Kiedy następnego ranka otwieram oczy, na mojej twarzy błąka się potężny uśmiech. Promienie słoneczne wpadające przez nieznane okno sypialni powinny mi przypomnieć o zniechęcającej rzeczywistości, która mnie czeka – zaczynaniu od nowa w zupełnie innej szkole, mieszkaniu w domu, który jeszcze nie do końca jest mój. Zamiast tego wszystkie te obawy przyćmiewają wyraźne, żywe wspomnienia z zeszłej nocy. W moich udach wciąż pulsuje subtelny ból. Za każdym razem, gdy kręcę się pod kołdrą, przypominam sobie dokładnie, jak Declan poruszał się we mnie. Pamiętam ciężar jego ciała, którym przyszpilał mnie do materaca, surowe tarcie, sam rozmiar jego kutasa rozciągającego moją cipkę. Biorąc szybki prysznic, pozwalam, by gorąca woda zmyła z mojej skóry resztki potu, ale w ogóle nie pomaga ona zmyć rumieńców z mojej twarzy. Wrzucam na siebie wygodne ubrania, nie mogąc się doczekać rozpoczęcia dnia. Zbiegam po krętych schodach, moje bose stopy cicho uderzają o drewnianą podłogę. Zapach smażonego bekonu i topniejącego masła uderza mnie, zanim jeszcze docieram na półpiętro. Wchodzę do rozległej kuchni i znajduję mamę stojącą nad kuchenką i cicho nucącą pod nosem. – Dzień dobry – mówię, wskakując na jeden z wysokich hokerów przy wyspie kuchennej. – Cześć, kochanie – wita się mama, zerkając przez ramię z promiennym uśmiechem. Pochylam się do przodu, przypatrując się górze jedzenia zalegającej na blacie. Leżą tam stosy złocistych naleśników, wielki półmisek chrupiącego bekonu, skwierczące kiełbaski, jajecznica i złocistobrązowe placki ziemniaczane, które właśnie przewraca na żeliwnej patelni. – Karmimy jakąś armię, czy co? To szaleństwo. Śmieje się, żartobliwie machając na mnie łopatką. – Nie, słoneczko. Po prostu chcę mieć pewność, że dla każdego wystarczy. Nastoletni chłopcy jedzą dużo. Może weźmiesz talerze i nakryjesz do stołu? Garrett właśnie poszedł na górę, żeby ich obudzić. Łapię stos talerzy i zaczynam je rozkładać. Mama żartuje, żeby ukryć bekon, zanim zejdą chłopcy, i obie wybuchamy chichotem. To dobre uczucie. Normalne. Potem nasz śmiech przerywa dźwięk ciężkich kroków. Nie tylko jednej pary stóp. Schodami schodzi wiele ciężkich, zsynchronizowanych tąpnięć. Garrett pierwszy wchodzi do kuchni, promieniując dumą. – Zobaczcie, kto w końcu zwlókł się z łóżka – mówi. Za nim ciągnie się czterech wielkich chłopaków. Zamieram, ceramiczny talerz w moich dłoniach niebezpiecznie wyślizguje się z mojego uścisku. *Jasna. Cholera.* Są identyczni. Czterech potężnych, wysportowanych, zniewalających chłopaków. Ale moje oczy nie analizują grupy. Skupiają się na tym, który stoi najdalej po lewej. Ciemne włosy, ostra linia szczęki, przenikliwe, niebieskie oczy. Declan. Chłopak, który zeszłej nocy wpychał mi język do gardła. Chłopak, którego kutas był pogrzebany głęboko w mojej cipce zaledwie kilka godzin temu. Dwu braciom szczęki opadają z szoku, gdy dociera do nich, kto stoi w ich kuchni. – Declan, Lachlan, Corbin, Beckett – ogłasza Garrett, wskazując z dumą na mamę i na mnie. – To Elowen. I jej córka, Eden. Drogie panie, to są moi synowie. Declan zaczyna kasłać szorstkim, dławiącym się dźwiękiem, a jego oczy rozszerzają się we wzajemnym przerażeniu. Panika napływa, zaciskając się duszno wokół mojego gardła. Nie mogę oddychać. *Declan i Lachlan są moimi przybranymi braćmi.* Rzeczywistość uderza we mnie z siłą pociągu towarowego. Wpatruję się w nich, moja dolna warga drży, a mój umysł wymyka się spod kontroli. Muszę wyjść z tego pokoju. Natychmiast. – Ja... przepraszam – jąkam się, nie czekając na odpowiedź. Odwracam się na pięcie, rzucam talerze na blat i biegnę sprintem do schodów. Pokonuję stopnie po dwa na raz, ignorując mamę wołającą moje imię. Wpadam do swojej sypialni i zatrzaskuję z hukiem ciężkie drewniane drzwi, osuwając się na podłogę. Zimne drewno wpija się w mój kręgosłup, gdy przyciągam kolana do piersi, z trudem łapiąc powietrze. Słyszę ich stłumione głosy niosące się po korytarzu. – Wiedziałeś? – żąda odpowiedzi jeden z nich. – Kurwa – przeklina kolejny z braci. – O co tu chodzi? – pyta trzeci głos, ociekający dezorientacją. – No właśnie, czego my tu nie wiemy? Dec? Lach? Pobliskie drzwi się zamykają. – Niech to szlag – ktoś jęczy. – Co zamierzasz zrobić, Dec? – Ten głos jest zaniepokojony. Prawdopodobnie Lachlan. – Kurwa, nie mam pojęcia – mruczy Declan, jego szorstki głos przebija się przez cienką płytę gipsowo-kartonową. Moja klatka piersiowa faluje, gdy odsuwam się od drzwi, ciągnąc się w stronę mojego niepościelonego łóżka. Pościel wciąż pachnie proszkiem do prania z mojego starego domu. Wchodzę pod kołdrę, zwijając się w ciasny kłębek. Gorące, piekące łzy, które starałam się powstrzymać, wyrywają się na wolność. Spływają mi po policzkach, wsiąkając w bawełnianą poszewkę poduszki. Gryzę się mocno w knykcie, by stłumić brzydkie dźwięki uciekające z mojego gardła. Nie jestem na niego zła. Nie złoszczę się nawet na samą sytuację. To nie jego wina, ani nie moja. Ale głębokie, druzgocące poczucie rozczarowania zgniata mi pierś. Czułam do niego coś prawdziwego. Myślałam, że znalazłam koło ratunkowe w tym nowym mieście. Wszechświat po prostu zagrał mi na nosie najokrutniejszym żartem. Nagle materac się ugina. Obok mojej talii osiada ciężki, solidny ciężar. Wzdrygam się, spodziewając się, że to mama tam usiadła, gotowa zapytać, co się właśnie wydarzyło na dole. Ale wtedy miękkie, ciepłe wargi delikatnie naciskają na moje drżące ramię. – Eden... Ten szorstki szept posyła wstrząs prosto do mojego wnętrza. Odwracam głowę. Declan siedzi na brzegu mojego łóżka. Jego szerokie ramiona opadają do przodu. Jego oszałamiająca twarz jest napięta ze stresu, szczęka zaciśnięta, a jego niebieskie oczy burzą się od tuzina sprzecznych emocji. Widok surowego zamętu na jego twarzy przerywa ostatnią nić mojego opanowania. Przekręcam się w jego stronę, zakopując mokrą twarz wprost w jego solidnej klatce piersiowej. Jego szara koszulka pachnie czystym mydłem i tym odurzającym, męskim zapachem, który wdychałam przez całą noc. – Nie miałam pojęcia – szlocham, a mój głos jest stłumiony przez jego mięśnie piersiowe. – Nie wiedziałam, kim jesteś. – Wiem – mruczy, a jego wielka dłoń wędruje w górę, by gładzić mnie po włosach z tyłu głowy. Jego dotyk uziemia, posyłając niebezpieczne dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa. – Ja też nie wiedziałem. W porządku. – Nie, nie jest – łkam, kręcąc głową przy jego piersi. Wzdycha; to ciężki dźwięk, który sprawia, że drży jego klatka piersiowa. Delikatnie wsuwa palce pod mój podbródek, stosując tylko tyle nacisku, by unieść moją głowę. Sam spuszcza głowę tak nisko, że nasze twarze dzielą centymetry, i zmusza mnie do podtrzymania jego intensywnego spojrzenia. – Żałujesz tego, co się między nami wydarzyło? – pyta, a jego głos jest gruby i ochrypły. *Nie. I to jest problem.* Nawet teraz, znając pokręconą rzeczywistość naszej sytuacji, moje ciało go pragnie. Znów chcę poczuć na sobie jego ciężar. Chcę, żeby jego gruby kutas znów znalazł się głęboko we mnie. Pożądanie jest niezaprzeczalne. – Nie – mówię rzeczowo, pociągając nosem by powstrzymać resztki łez. Odmawiam odwrócenia wzroku od jego oszałamiających, niebieskich oczu. – Nie żałuję tego, Declan. W ogóle, ale... – Żadnych „ale” – przerywa mi, a jego głos opada o oktawę. – To niczego nie zmienia, bo ja też nie żałuję. Zanim zdążę przetrawić jego upartą deklarację, jego dłoń zsuwa się na mój kark. Pochyla się i drapieżnie zdobywa moje usta. To nie jest delikatny, kojący pocałunek. Jest zdesperowany i wymagający. Jego język przesuwa się po linii moich warg, błagając o wejście, smakując poranną miętą i czystą męską agresją. Cofam się, odrywając moje usta od jego. Unoszę drżącą rękę, opierając dłoń płasko na jego twardej klatce piersiowej, by fizycznie zatrzymać jego natarcie. – Czekaj – żądam, z urwanym oddechem. Nagle potężna, dzika fala zazdrości uderza w moją klatkę piersiową, płonąc gorąco i szybko. – Masz dziewczynę? Jego gęste brwi marszczą się, tworząc głębokie V nad jego nosem. – Słucham? – To zdjęcie w ramce na twojej szafce nocnej – naciskam, przypominając sobie ciemnowłosą dziewczynę, która się na mnie gapiła, kiedy naga leżałam w jego łóżku. Jego zdezorientowanie przechodzi we frustrację. Wyciąga rękę, owijając dużą dłoń wokół mojego nadgarstka, by odciągnąć moją blokującą dłoń od swojej klatki piersiowej. Próbuję się wyrwać, ale jego chwyt się zacieśnia, przytrzymując mnie w miejscu. – Nie mam dziewczyny – warczy obronnym, ostrym tonem. – Trudno mi w to uwierzyć! – odszczekuję się, podnosząc głos. – Chłopacy nie trzymają tak po prostu zdjęć dziewczyn przy łóżku, jeśli one nie są dla nich ważne. Jeśli twój kutas potrzebuje uwagi, dlaczego do niej nie pójdziesz? Puszcza moją dłoń. Ostry błysk głębokiego, surowego zranienia zmienia jego zniewalające rysy, zmazując frustrację w ułamku sekundy. Ta zmiana jest tak drastyczna, że aż ściska mnie w żołądku. – Była moją dziewczyną – szepcze. Bierze głęboki, drżący oddech, jego klatka piersiowa unosi się, gdy on próbuje zamaskować ukryty ból. – Ale już jej tu nie ma. Trzymam je tam jako przypomnienie. Ciężki smutek z jego słów wisi w przestrzeni między nami. Zanim zdążę dopytać, co oznacza to zagadkowe oświadczenie, zanim zdążę zapytać, dokąd odeszła czy co się stało, jego zachowanie znów ulega zmianie. Wrażliwość znika, zastąpiona drapieżnym żarem. Rzuca się do przodu. Zmniejsza dystans między nami, zderzając się z moimi ustami. Na jeden gorący moment tracę nad sobą kontrolę. Pozwalam swoim oczom się zamknąć, smakując go, czując poślizg jego języka na moim. Pocałunek jest głęboki, mokry i odurzający. Ale chłodna rzeczywistość domu, w którym siedzimy, siłą rozbija tę mgłę. Napieram na jego ramiona, przerywając pocałunek. – Okej, a więc nie masz dziewczyny – sapię, wpatrując się w jego opuchnięte usta. – Co jest dobre. Ale i tak nie możemy tego robić. Jesteś moim przybranym bratem. To zmienia *wszystko*, Declan. – Ponieważ – mruczy, ignorując moje protesty. Pochyla się, dociskając kolejny mokry pocałunek z otwartymi ustami do kącika moich warg. – Nie jesteśmy spokrewnieni. Nie daje mi szansy na kłótnię. Owija dużą, zaborczą dłoń z tyłu mojej głowy. Z niewymuszoną siłą brutalnie przestawia nasze ciała, przeciągając mnie do przodu, dopóki nie ląduję okrakiem na jego muskularnych kolanach. Odepycham się od jego klatki piersiowej, próbując się odsunąć i walcząc przez gęstą mgłę pożądania zaciemniającą mój mózg. Moje uda obejmują jego biodra, a ta pozycja jest niebezpieczna. – Nie możemy tego robić, Declan – błagam, chociaż w moim głosie brakuje przekonania. – Po prostu nie możemy. Opuszcza obie dłonie na moją talię, a jego długie palce wpijają się w moje biodra, trzymając mnie mocno w miejscu tuż przy nim. – Owszem, możemy. Nie robimy niczego złego – stwierdza; jego głos jest jak ciemny pomruk. Przesuwa jedną dłoń w górę, obejmując mój ciepły policzek, a kciukiem muska moją linię szczęki. Zmusza mnie do podtrzymania jego palącego spojrzenia. Głód w jego niebieskich oczach jest dziki. – Tak strasznie cię pragnę, kochanie – warczy. Żeby tego dowieść, agresywnie pcha biodrami w górę. Nawet przez warstwy ubrań wyczuwam gigantyczne, grube zgrubienie jego erekcji. Ociera się bezpośrednio o moje wnętrze, naciskając mocno prosto na moją cipkę. Tarcie trafia w dokładnie ten sam punkt, który wczorajszej nocy pieprzył, dopóki mu nie uległam. Natychmiastowy, bezradny jęk wydobywa się z moich rozchylonych ust. Moje dłonie, które miały go odepchnąć, instynktownie zaciskają się na materiale jego koszulki. – Czujesz, co ze mną robisz, kochanie? – szepcze ochryple. Przenosi uwagę niżej, prowadząc ślad gorących pocałunków otwartymi ustami w dół wrażliwej kolumny mojej szyi. Jego zęby lekko drapią miejsce, w którym pulsuje mi krew. – Declan... – jęczę bezradnie. On odpowiada, znowu popychając biodrami w górę, mocno wcierając swojego twardego kutasa w moją mokrą cipkę. Głębokie, pulsujące pragnienie szybko narasta między moimi udami z każdym jego dominującym ruchem, z każdym krokiem topiąc mój opór.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

Siedząc okrakiem na jego kolanach – Grzeszny przechwyt | Czytaj powieści online na beletrystyka