Eden
Zanim po szkole docieramy do domu, jestem kompletnie wyczerpana. To nie ten sam rodzaj zmęczenia, który odczuwałam w ciąży, ale raczej ten w stylu: *potrzebuję dwustu litrów kawy, żeby utrzymać otwarte oczy*.
Nawet zapach kolacji gotowanej przez mamę – sądząc po aromacie, wołowych sznycli po amerykańsku – nie jest w stanie sprawić, abym zmieniła swój kurs; moimi celem jest sypialnia, a dokład
















