Posiadaczka czarnego pasa dziewiątego stopnia w Taekwondo, Veronica próbowała odeprzeć atak Matthew, ale w tej chwili nie mogła mu dorównać. „Puść mnie, ty dupku!”
„Jak śmiesz zgrywać teraz niedostępną po tym, jak mnie odurzyłaś…”
„O jakich bzdurach ty gadasz? Jestem tu… po pieniądze!” Veronica szarpała się z mężczyzną, ale dopiero gdy jej palce dotknęły jego skóry, zdała sobie sprawę, jak bardzo był rozpalony. <i>Czy on powiedział „odurzyłaś”?</i> Z perspektywy czasu natychmiast zrozumiała, co się stało, ale było już za późno, gdy wstała i próbowała uciec.
Matthew uniemożliwił jej ruch. W końcu, zirytowany jej drażniącymi krzykami, wepchnął jej krawat prosto do ust. „Zamknij się”.
Tej nocy rzucił się na Veronicę jak szalony, kochając się z nią, dopóki ta nie zemdlała i nie odzyskiwała przytomności we łzach kilka razy.
Veronica przeklinała Matthew w duchu. <i>Cholera! Czy ten facet jest za silny, czy to ten pieprzony narkotyk jest zbyt potężny?</i>
…
Było już południe następnego dnia, gdy Veronica obudziła się sama. Poruszyła się lekko w łóżku, tylko po to, by poczuć ból w całym ciele, jakby ktoś właśnie spuścił jej potworne lanie. Co więcej, jej ciało było tak lepkie, że prawie dostała załamania nerwowego.
Usiadła i rozejrzała się po sypialni. Matthew już dawno zniknął; na wezgłowiu łóżka leżał komplet czystych ubrań. Wstała z łóżka i wzięła szybki prysznic w łazience. Nie zawracając sobie głowy zmywaniem makijażu, wyszła z sypialni, chcąc znaleźć Matthew i zażądać wyjaśnień. Jednak gdy wyszła z sypialni, zobaczyła nieznajomego mężczyznę siedzącego na kanapie w salonie.
„Jestem Thomas Ritter, osobisty sekretarz Młodego Panicza Matthew” powiedział mężczyzna, przedstawiając się, zanim Veronica zdążyła się odezwać.
Kipiąc ze złości, Veronica zaklęła gniewnie: „Gdzie jest Matthew Kings, ten dupek? Zamierza wyprzeć się odpowiedzialności po tym, jak mnie wykorzystał i sobie poszedł?”
<i>Dupek?</i> Thomas był zdumiony. <i>Ci, którzy nic nie wiedzą, niczego się nie boją, co?</i> Zamiast się z nią kłócić, wskazał na pudełko tabletek na stole, mówiąc: „Mój szef powiedział, że musi pani albo wziąć tabletkę „po” i wynieść się z Bloomstead, albo umrzeć. Wybór należy do pani, panno Murphy”.
<i>Zna już moje nazwisko! Musiał zrobić rozeznanie</i>, pomyślała Veronica. Jej serce wykonało fikołka. Czując, jak bezwzględny i nieczuły jest Matthew, ogarnęło ją przerażenie. W jednej chwili cała jej pewność siebie zniknęła. Zacisnęła usta, pytając: „Yyy, ch-chciałabym zobaczyć się z Matthew. Uratowałam mu życie, wiesz? Jak mógł odpłacić za moją dobroć taką niewdzięcznością?”
Słysząc jej słowa, Thomas uśmiechnął się pogardliwie. „Nawet ja jestem zmęczony słuchaniem tak kiepskich kłamstw. Myśli pani, że mój szef w to uwierzy?”
„Mówię prawdę! Tamtego dnia…”
„Panno Murphy!” Thomas stracił cierpliwość. „Chce pani po złym? Niech mnie pani nie wini za to, że będę dla pani nieprzyjemny”.
<i>Ding!</i> W tym momencie drzwi windy otworzyły się.
Początkowo Veronica myślała, że to Matthew, ale ku jej zaskoczeniu, z windy wysiadła siwowłosa starsza kobieta, która od stóp do głów wyglądała dostojnie i zrównoważenie. Co więcej, towarzyszyło jej dwoje służących.
Thomas ukłonił się starszej kobiecie. „Dzień dobry, Starsza Pani Kings”.
Elizabeth Hutchinson weszła i rzuciła Thomasowi gniewne spojrzenie. „Co ty tu robisz?”
„Zajmuję się tylko pewnymi prywatnymi sprawami w imieniu Młodego Panicza Matthew, Starsza Pani Kings” odpowiedział szczerze Thomas.
Elizabeth wskazała na pudełko tabletek wczesnoporonnych na stole. „Przez »prywatne sprawy« rozumiesz chęć zabicia prawnuka rodziny Kings?”
Veronica była oszołomiona. <i>Co? Prawnuka?</i> Kiedy podążyła za wzrokiem Elizabeth i zobaczyła pudełko tabletek, nie mogła powstrzymać się od zastanowienia, czy „prawnuk”, o którym mówiła Elizabeth, to… <i>Czekaj, ona ma na myśli to, co ten dupek zostawił we mnie wczoraj, prawda?</i>
„Tego chciał”.
„Hmph! Powiedz temu smarkaczowi, żeby przyszedł do mnie, jeśli ma pytania”.
















