– Tak, c-chcę. – Wyczuwając bijący od mężczyzny chłód – przypominający demona prosto z piekła – Veronica po raz pierwszy poczuła się tak blisko śmierci. Z instynktu przetrwania skinęła energicznie głową. – Oczywiście, że chcę. Ale jak mam to udowodnić?
– Świetnie. – Lodowaty wyraz kamiennej twarzy Matthew zelżał, a jego usta wykrzywiły się w ledwo dostrzegalnym uśmiechu. Następnie pochylił się blisko ucha Veroniki. Jego oddech wywołał mrowienie, gdy owiał kosmyki włosów na jej szyi, ale co gorsza, przeszył ją dreszczem wzdłuż kręgosłupa.
Veronica czekała kilka sekund, zanim usłyszała słowa mężczyzny:
– Mam sposób, by rozwiązać to raz na zawsze.
– J-Jaki to sposób?
– To jest... – Matthew przerwał w połowie zdania, jakby chciał się z nią drażnić. Dopiero gdy zauważył, że dziewczyna niemal wychodzi z siebie, dokończył: – Wycięcie twojej macicy.
– M-Mojej macicy? – Cofając się w przerażeniu, Veronica potknęła się o stojącą za nią sofę i opadła na nią bezwładnie. Patrzyła na Matthew tępo, mówiąc: – Nie, nie rób tego... Nie chcę. – „Jeśli wytną mi macicę, nigdy w życiu nie będę mogła mieć dzieci. Nigdy się na to nie zgodzę!” – Czy ty jesteś demonem, Matthew?
Veronica zawsze była silna i zdeterminowana, ale nie mogła powstrzymać przerażenia. Wcześniej nie była świadoma tożsamości Matthew, ale teraz, gdy dowiedziała się, kim on jest, coraz bardziej się go bała, ponieważ ten człowiek miał zdolność niszczenia wszystkiego. Zabicie jej byłoby dla niego równie łatwe jak zgniecenie mrówki.
– Tsk. – Matthew wybrał numer na telefonie, który trzymał w dłoni. – Thomas, skontaktuj się ze szpitalem i niech przygotują się do usunięcia macicy...
– Nie, nie ma mowy! Nie możesz tego zrobić! – Zanim mężczyzna zdążył dokończyć zdanie, Veronica zerwała się na równe nogi, wyrwała mu komórkę i rozłączyła rozmowę. Czując złość i pokrzywdzenie, warknęła: – Co daje ci do tego prawo? Myślisz, że możesz lekceważyć prawo, bo jesteś bogaty? – „Cóż, udawanie słabej, godnej litości i niewinnej przed tym facetem okazało się bezużyteczne, bo ten dupek jest w gruncie rzeczy zimnokrwistą bestią!”
– Dowiemy się, czy mogę to zrobić, czy nie, gdy spróbujemy. – Matthew wyrwał swój telefon z rąk Veroniki. Następnie przeszedł obok niej i natychmiast skierował się do wyjścia.
– Czekaj! – Veronica złapała rękę Matthew i padła na kolana z głuchym uderzeniem. Powiedziała płaczliwie: – Nie może pan tego zrobić, Młody Panie Matthew. Nikt nie wie, czy zaszłam w ciążę, czy nie, ale jeśli zajdę, na pewno ją usunę. – Aby zachować swoją „macicę”, zdecydowała się zrobić wszystko, co możliwe. „Godność jest bezwartościowa w obliczu życia” – pomyślała. Nie chciała stracić macicy w tak młodym wieku. Gdyby do tego doszło, żaden mężczyzna by jej nie chciał, nawet gdyby sama się im narzucała.
– Błagasz o litość na kolanach, co? Czy przed chwilą nie kipiałaś z oburzenia? – Matthew ścisnął szczękę Veroniki swoją dużą dłonią. – Powiedz, w którą twoją wersję powinienem uwierzyć?
Veronica była bardzo zła.
– Powinniśmy postępować zgodnie z sumieniem, Młody Panie Matthew. Twoja babcia cię odurzyła, a ty wymusiłeś na mnie stosunek. To ja jestem tutaj ofiarą, więc dlaczego mam ponosić konsekwencje?
Kalejdoskopowa zmiana emocji Veroniki wzbudziła zainteresowanie Matthew. Przed chwilą udawała godną litości; teraz, klęcząc na ziemi, wyglądała na niezwykle wściekłą.
– Bo jestem bogaty i dzięki temu mogę lekceważyć prawo, oto dlaczego – odpowiedział, wykorzystując jej własne słowa przeciwko niej. Następnie kontynuował: – Po prostu zostań tutaj i nigdzie nie chodź. Ktoś cię później odbierze na zabieg.
Wyciągnął chusteczkę i wytarł rękę, która szczypała Veronikę w szczękę, jakby czuł, że się zabrudziła. Po wrzuceniu chusteczki do kosza na śmieci odwrócił się i wyszedł.
– Młody Panie Matthew? Młody Panie Matthew, porozmawiajmy o tym, dobrze? Hej, nie odchodź, Matthew! Jesteś dupkiem i draniem, Matthew! – Veronica nie mogła powstrzymać się od przekleństw, widząc, jak mężczyzna wychodzi z salonu, nie oglądając się za siebie. Wstała, usiadła na sofie i strzepała nieistniejący kurz z kolan. Mruknęła: – Niech szlag trafi tego bezwstydnego drania.
Drzwi windy zamknęły się na zewnątrz; mężczyzna zniknął.
Siedząc na sofie, Veronica sięgnęła po telefon, by zadzwonić do Elizabeth, ale zorientowała się, że jej komórki nie ma. Po fakcie przypomniała sobie, jak blisko podszedł do niej Matthew. „Pewnie wtedy zabrał mój telefon” – pomyślała. „Nie mogę tak po prostu siedzieć i nic nie robić”. Tysiące myśli przelatywało jej przez głowę, gdy zastanawiała się, jak się stąd wydostać.
Wstała i rozejrzała się po piętrze. Odkryła, że jedynym wyjściem jest winda lub zamknięte drzwi na końcu korytarza. Jednak przy drzwiach salonu stało dwóch barczystych ochroniarzy.
Obeszła salon dookoła. W końcu weszła do sypialni i znalazła zapalniczkę. Po owinięciu mopa papierem toaletowym podpaliła papier i wycelowała mopem w zraszacz przeciwpożarowy na suficie.
W ciągu sekundy system zraszaczy został aktywowany i zaczął nieprzerwanie lać wodą.
Veronica uruchomiła zarówno system zraszaczy, jak i alarm przeciwpożarowy w sypialni, sypialni gościnnej, kuchni i łazience. Słysząc dzwonek alarmu, natychmiast odstawiła mop w kąt i wybiegła z łazienki.
Dwóch ochroniarzy wpadło do środka z paniką na twarzach.
– Co się dzieje? Gdzie się pali?
Veronica potrząsnęła głową.
– Nie mam pojęcia... To takie straszne...
– Idź tam i sprawdź, Ben. Ja pójdę w tę stronę.
– Dobra.
Ochroniarze natychmiast ruszyli w głąb apartamentu, by sprawdzić sytuację.
Veronica była w duchu zachwycona. Natychmiast wybiegła z salonu i zjechała windą przeznaczoną tylko dla 38. piętra na dół. Po ucieczce z Klubu Twilight złapała taksówkę i od razu odjechała.
– Proszę mnie zawieźć do Szpitala Saint. Uh, nieważne. Proszę mnie zawieźć do Willi Dragon's Creek.
Chciała pojechać do przybranych rodziców w Szpitalu Saint, ale teraz zdecydowała się udać do Willi Dragon's Creek, by zażądać pieniędzy od Larsonów, a następnie opuścić Bloomstead wraz z przybranymi rodzicami. Kiedy oddała szpik kostny najmłodszemu synowi rodziny Larson, jej biologiczny ojciec obiecał zapłacić jej 50 tysięcy, gdy wyjadą z Bloomstead. Veronica pogardziła jego pieniędzmi, ale teraz nie miała innego wyjścia. Chciała zabrać przybranych rodziców na wieś, ale to kosztowało. Nie otrzymała jeszcze wypłaty i zapłaciła tylko 5 tysięcy zaliczki za leczenie Matthew. Bez pieniędzy nie mogła nic zrobić.
Ponad pół godziny później Veronica dotarła do Willi Dragon's Creek. Wysiadając z taksówki, podeszła do bramy i nacisnęła dzwonek.
Chwilę później brama willi się otworzyła. Rachel, obwieszona biżuterią, zapytała z grymasem:
– Dlaczego tu jesteś?
Rachel była biologiczną matką Veroniki. Miała prawie 50 lat i była ubrana w królewsko niebieską koszulę z dekoltem w szpic, dopasowaną w talii i zestawioną ze spodniami z wysokim stanem. Ponieważ zawsze bardzo dbała o zdrowie, wyglądała młodo i wytwornie.
Przechodząc od razu do rzeczy, Veronica odpowiedziała:
– Gdzie jest Floch? Mam z nim do pogadania.
Rachel spojrzała na Veronikę z pogardą i lekceważeniem.
– Hej, uważaj, jak mówisz! Jak możesz nazywać go po imieniu?
Veronica czasami tego nie rozumiała. Ona i Tiffany urodziły się z tej samej matki, więc dlaczego Rachel i Floch jej nie lubili?
– Nie mogę nazywać go po imieniu, co? – Parsknęła śmiechem. – No cóż, w takim razie gdzie jest twój stary? Mam z nim do pogadania.
Rachel wpadła w szał na te słowa.
– Ty... Hmpf! Tego można się spodziewać po kimś z zapadłej dziury. Nie masz za grosz manier!
– Manier uczą biologiczni rodzice. To i tak dobrze, że taka sierota jak ja w ogóle żyje, więc po co przejmować się manierami? – Veronica nigdy nie spodziewała się, że jej biologiczni rodzice będą mieli takie nastawienie, gdy spotka ich ponownie.
















