Jego chłodne spojrzenie omiotło Veronicę przez chwilę, zanim przeniosło się na Xaviera.
– O co chodzi? Masz nową dziewczynę?
Xavier uśmiechnął się złośliwie, obejmując Veronicę w talii.
– Pozwól, że przedstawię: to Roni, moja nowa dziewczyna. – Następnie spojrzał na Veronicę. – A to słynny w Bloomstead młody, utalentowany kawaler, który jest diabłem w świecie biznesu, Matthew Kings.
Chociaż Xavier wychwalał Matthew, Veronica jakoś wyczuwała nieszczerość w jego słowach, a także jego niechęć do Matthew. Nawiasem mówiąc, ona również nie lubiła Matthew, więc podjęła grę, odwracając się, by na niego spojrzeć i skinąć głową. Następnie udała, że go nie zna, witając się:
– Więc to pan jest Matthew Kings. Pańskie nazwisko pana wyprzedza. Teraz, gdy się spotkaliśmy, rzeczywiście dorasta pan do swojej reputacji.
Nieskazitelna, przystojna twarz Matthew widocznie posmutniała na te słowa.
Nawet jego asystent stojący za nim, Thomas, nie mógł powstrzymać kącików ust przed szaleńczym drganiem. *O rety... Wygląda na to, że panna Murphy rzuca wyzwanie Młodemu Paniczowi Matthew.*
– Tak brzydka kobieta jest w stanie przykuć twoją uwagę? – zapytał Matthew niskim głosem.
– Haha, piękno jest w oku patrzącego.
– Wygląda na to, że wzrok Młodego Panicza Xaviera nie jest zbyt dobry. Może przedstawię cię renomowanemu okuliście?
– Po przyzwyczajeniu się do oglądania tych wszystkich kobiet z tapetą na twarzy, czuję, że dama taka jak Roni tutaj jest przyjemniejsza dla oka.
– Przyjemniejsza dla oka? Czy lepsza w uwodzeniu?
Przystojne rysy Matthew były tak lodowate, jak to tylko możliwe, a jego potężna aura wywierała presję na Veronice. Mimo to Veronica po prostu ukryła swój gniew. Nie odpowiedziała.
– Hahaha... – Słysząc słowa Matthew, Xavier odchylił głowę do tyłu i zarechotał. Jednak nagle przycisnął dłoń do piersi. Fala mdłości uderzyła w niego i pochylił się, próbując zwymiotować. Po kilku chwilach dławienia się nie był w stanie niczego zwrócić. Wtedy objął Veronicę ramieniem.
– Roni, pomóż mi się stąd wydostać. Czuję się okropnie.
Veronica skinęła głową.
– Chodźmy. – Układając ramię Xaviera w naturalny sposób na swoich barkach, zaczęła pomagać mu wyjść z toalety. Matthew i Thomas nie usunęli się z drzwi nawet wtedy, gdy zobaczyli, że się zbliża.
Veronica posłała im zimne spojrzenie.
– Panie Kings, proszę się odsunąć. – *Krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje!*
Ostre spojrzenie Matthew przygwoździło Veronicę. W tym jednym momencie, gdy ich oczy się spotkały, jego lodowate oczy emitowały mroźną aurę. Kilka sekund później Matthew cofnął się o kilka kroków, tworząc przejście dla Veroniki i Xaviera.
– Dziękuję, panie Kings! – Veronica celowo podniosła głos. Może i dziękowała, ale jej głos ociekał sarkazmem.
Xavier natychmiast uśmiechnął się do Matthew i naśladował ton Veroniki.
– Dziękuję, panie Kings... urk...
Z powodu bliskości Xaviera, gdy go mijali, Veronica martwiła się, że ten faktycznie zwymiotuje na Matthew, gdy zaczął się dławić.
Oboje wyszli.
Dopiero gdy zniknęli za końcem korytarza prowadzącego do toalet, Thomas w końcu zadał pytanie.
– Młody Paniczu Matthew, czy chcesz, żebym kazał komuś dać nauczkę Xavierowi?
Oczy Matthew zwęziły się lekko, a chłodny błysk zaświecił w nich.
– Wszczynanie awantury z takim bezużytecznym śmieciem jak on tylko zniżyłoby mnie do jego poziomu.
– Ale...
Thomas chciał kontynuować, ale Matthew już zaczął odchodzić.
Tymczasem Veronica pomogła Xavierowi wyjść z klubu Twilight. Służący Xaviera podszedł, by ich powitać, czekając godzinami na swojego pracodawcę.
– Znowu za dużo wypił?
– Pospiesz się i zabierz go do domu. Pamiętaj, żeby go otrzeźwić. – Veronica popchnęła Xaviera w stronę służącego, po czym uniosła ramię, by je powąchać. Zapach alkoholu na niej samej był ostry i nieprzyjemny dla nosa. Sprawiał, że miała ochotę zwymiotować.
– Wielkie dzięki, panno Murphy.
– Nie ma za co. – Machnęła ręką, odwracając się, by odejść, gdy nagle Xavier chwycił ją za ramię.
– Matthew Kings cię zna?
*Jest widocznie pijany, a jednak był w stanie zauważyć taki „drobny szczegół”?* Veronica potrząsnęła głową.
– Co to za żart? On jest jak legenda. Jedyne, co możemy robić, to patrzeć na niego z dołu z naszych stanowisk. Skąd on i ja mielibyśmy się znać?
– Haha, masz rację, Roni. – Xavier spojrzał w górę i uśmiechnął się. Po pomachaniu na pożegnanie wsiadł do samochodu. Auto odjechało spod klubu.
Veronica stała przy wejściu przez chwilę. Doprowadziwszy się do porządku, wróciła do środka klubu Twilight. Zrobiła zaledwie kilka kroków, gdy wpadła na Thomasa.
– Panno Murphy, Młody Panicz Matthew prosi, by pani przyszła.
Veronica obrzuciła go niezadowolonym spojrzeniem.
– Wracaj i powiedz Matthew, że nie mam z nim nic wspólnego. Dlaczego miałabym się z nim spotykać tylko dlatego, że tak powiedział? Czy on naprawdę uważa się za boga Bloomstead?
Był tylko bezdusznym draniem. Nawet zwierzęta nie krzywdzą swoich młodych, ale Matthew faktycznie chciał usunąć płód, który nawet nie był jeszcze w pełni uformowany!
– Panno Murphy, on zażądał pani obecności! – Thomas spokojnie zmierzył ją wzrokiem i powtórzył.
– Z drogi! – Veronica była zirytowana. Jej ręka już sięgała po pałkę elektryczną przy biodrze.
– Jeśli nie chce pani tego zrobić po dobroci, to niech i tak będzie.
– Powiedziałam, z drogi!
Od pierwszego spotkania z Matthew Veronica nie miała nim najmniejszego zainteresowania. W rzeczywistości gardziła nim. Więc kiedy zobaczyła Thomasa stojącego tam bezczelnie przed nią, pomyślała o kamiennej twarzy Matthew – to... odpychało ją.
W następnej sekundzie chwyciła pałkę elektryczną i wycelowała w Thomasa, wlepiając w niego stalowe spojrzenie. Gniew płonął w jej oczach.
Thomas prawie wtedy zareagował przeciwko niej, ale przypomniał sobie, że przyszły dziedzic rodziny Kings wciąż był w jej brzuchu. Dlatego wycofał się na bok.
Veronica prychnęła i poszła dalej w głąb klubu, by kontynuować patrol. Jednak nigdy nie wyobrażała sobie, że ktoś nagle wyskoczy z pokoju 888, gdy go mijała, i wciągnie ją do środka. Została przyciśnięta do drzwi.
– Matthew? Oszalałeś? Puść mnie! – Na widok mężczyzny przed sobą Veronica poczuła, jak wzbiera w niej wściekłość.
Co za namolny facet.
Wielka dłoń Matthew mocno chwyciła ją za policzki. Szron wisiał na jego wyrzeźbionych rysach.
– Przyszłaś pracować w klubie, bo łowisz nowych nieudaczników? – *Ta przeklęta kobieta była tak wygłodniała, że poleciała nawet na takiego lubieżnika jak Xavier.*
Jego uścisk był wystarczająco silny, by sprawić ból jej szczęce, ale Veronica zawsze była silną osobą, która nigdy się nie poddawała. Zmarszczyła brwi, a jej ładne czoło się pofałdowało.
– A co z tego, jeśli łowię facetów, od których stać mnie na lepszych? Lubię Xaviera! Czy to ma cokolwiek wspólnego z tobą?
Może to przez efekt odwrotnej psychologii, ale skończyło się na tym, że „przyznała”, iż podrywa facetów, próbując sprowokować Matthew.
– Nie minęło dużo czasu, odkąd ze mną spałaś, a tak ci spieszno wić się pod dotykiem innego mężczyzny. Jaką ty jesteś puszczalską?
– Heh. – Veronica nie mogła powstrzymać się od drwiącego chichotu. – Oboje jesteśmy dorośli. To bardziej niż normalne, że dwoje dorosłych szuka u siebie przyjemności. Och, czekaj... – Jej brwi ściągnęły się mocno. Jakby uderzyła ją jakaś myśl, zły uśmieszek pojawił się na jej ustach. – Ktoś taki jak ty, kto nie szuka kobiet i kto musi łykać pigułki, żeby w ogóle zacząć w łóżku, naturalnie by tego nie wiedział.
Wypowiedziała słowa „łykać pigułki” wyjątkowo wyraźnie, celowo zwalniając mowę, jakby drwiła z Matthew, że jest impotentem – jakby nie wiedziała, że to największe upokorzenie dla mężczyzny i rzecz najbardziej mogąca go wyprowadzić z równowagi.
Na kamienną twarz Matthew wstąpił wtedy okrutny wyraz. W następnej chwili...
















