W salonie rezydencji Kingsów, Veronica, którą siłą tu przywieziono, wymyśliła wymówkę, próbując wyjść. „Robi się późno, proszę pani. Muszę iść do szpitala dostarczyć posiłki rodzicom”.
Jednak Elizabeth odpowiedziała uprzejmie: „Wysłałam kogoś, by przeniósł twoich rodziców do prywatnego szpitala rodziny Kings. Zajmą się nimi profesjonaliści, więc możesz być spokojna”.
Słysząc jej słowa, Veronica zerwała się na równe nogi z głębokim zmarszczeniem brwi. Zapytała: „Proszę pani, czy przenosząc moich rodziców do innego szpitala bez mojej zgody, próbuje pani stosować wobec mnie przymus?”
„O jakich bzdurach myślisz, młoda damo?” Zamiast się wściec na pytanie Veroniki, Elizabeth roześmiała się. „Mówiąc o tym, to los połączył cię z moim wnukiem. Wiesz też, że Matthew – ten hultaj – nigdy nie miał wokół siebie kobiety, mimo swojego wieku. Więc mogłam uciec się tylko do pozbawionych skrupułów środków, odurzając go. Początkowo chciałam zeswatać go z córką rodziny Spencerów, ale kto by pomyślał, że zamiast tego prześpi się z tobą? Na szczęście ty też nie jesteś zła”.
Słuchając jej słów, Veronica w końcu zrozumiała, dlaczego Matthew został odurzony. <i>Okazuje się, że zostałam rzucona temu dupkowi w ramiona przez okrutny zbieg okoliczności!</i> „Ja…”
Gdy miała już coś powiedzieć, wszedł siwowłosy stary kamerdyner. „Młody Panicz Matthew przybył, Starsza Pani”.
„Powiedz temu smarkaczowi, żeby wszedł”.
„Tak jest, Starsza Pani”. Kamerdyner odwrócił się i wyszedł.
Matthew wszedł zaraz po nim. Ubrany w srebrzystoszary garnitur, spojrzał prosto na Veronicę, po czym przeniósł wzrok na Elizabeth. „Babciu”.
„Myślałam, że już nie wrócisz” zakpiła zrzędliwie Elizabeth. Następnie wskazała na Veronicę, mówiąc: „Cóż, jesteś w samą porę. Pozwól, że ci kogoś przedstawię…”
Matthew przerwał Elizabeth, zanim ta zdążyła dokończyć zdanie. „To może poczekać, Babciu. Pozwól, że najpierw przedstawię ci moją dziewczynę”.
Osłupiała Elizabeth wydawała się dość zaskoczona. „Dziewczynę?”
Veronica była jeszcze bardziej zdumiona. Bóg jeden wiedział, jak bardzo czuła się pokrzywdzona w głębi duszy. Gdyby Elizabeth wiedziała więcej o swoim wnuku, nie straciłaby cnoty!
„Wejdź” powiedział Matthew do kogoś za drzwiami.
Wszyscy natychmiast skupili wzrok na zewnątrz, zanim zobaczyli kobietę ubraną w dopasowaną w talii, akwamarynową plisowaną sukienkę, wchodzącą na wysokich obcasach ze spuszczoną głową. <i>Dlaczego figura tej kobiety wygląda tak znajomo?</i> pomyślała Veronica.
„To jest moja dziewczyna, Tiffany” powiedział Matthew, przedstawiając Tiffany Elizabeth.
Słysząc imię Tiffany, Veronica natychmiast zamarła.
Podczas gdy Veronica wpatrywała się w Tiffany, ta druga również podniosła na nią wzrok. Gdy ich spojrzenia się spotkały, siostry z trudem ukrywały zaskoczenie w oczach i miały w głowie te same wątpliwości. <i>Dlaczego ona? Dlaczego ona tu jest?</i>
Z drugiej strony Elizabeth, która była starsza, a przez to znacznie bardziej spostrzegawcza, trafiła w sedno, pytając: „Czy to nie Tiffany Larson, utalentowana córka rodziny Larsonów, słynąca w Bloomstead ze swojej urody i talentu? Jak udało ci się namówić ją, by udawała twoją dziewczynę?”
„Miło mi panią poznać, Starsza Pani Kings”. Tiffany przywitała się grzecznie z Elizabeth.
„Miałem wypadek samochodowy tydzień temu i Tiffany była tą, która mnie uratowała. Kiedy wyciągnęła mnie z samochodu, dałem jej pierścionek, który jest przekazywany w naszej rodzinie z pokolenia na pokolenie. Powinnaś wiedzieć, co ten pierścionek oznacza, Babciu” powiedział Matthew, podnosząc lewą rękę, by pokazać pierścionek, który miał na sobie.
Patrząc na pierścionek z czarnym diamentem, Veronica natychmiast przypomniała sobie, co się stało. <i>Nic dziwnego, że miałam pierścionek w kieszeni po tym, jak uratowałam Matthew tamtego dnia! Okazuje się, że włożył mi go do kieszeni, gdy go ratowałam</i>, pomyślała. Jednak pierścionek zginął, gdy Tiffany pojawiła się następnego dnia, i zastanawiała się wtedy, gdzie się podział. W tej chwili wyglądało na to, że Tiffany go ukradła, wiedząc od dawna, że pierścionek należy do Matthew!
Veronica wstała. „Ten pierścionek był…”
„Dlaczego tu jesteś, Veronico? Nie spodziewałam się, że cię tu spotkam”. Tiffany instynktownie przerwała Veronice. Tłumiąc w sobie szok, chwyciła nadgarstek Matthew i powiedziała: „Veronico, to ten facet, o którym ci mówiłam – ten, którego uratowałam z narażeniem życia”. Następnie przedstawiła Veronicę Matthew, mówiąc: „Matthew, to Veronica, przyjaciółka, którą poznałam podczas rozwożenia jedzenia, żeby poznać życie”.
Veronica była naprawdę zniesmaczona bezczelnymi kłamstwami Tiffany. Był nawet moment, kiedy chciała zabrać głos i obnażyć przyprawiającą o mdłości hipokryzję i paskudną naturę tej damy, ale po chwili namysłu zrezygnowała.
Jedyną rzeczą, która mogła udowodnić, że Veronica uratowała życie Matthew, był pierścionek, imię, którego użyła w szpitalu, oraz nagranie z monitoringu. Jednak fakt, że Tiffany zdołała ukraść pierścionek tak, by nikt tego nie zauważył, i oszukać Matthew, oznaczał, że musiała sprawdzić nagrania z monitoringu i być w pełni przygotowana. Innymi słowy, nagrania z monitoringu mogły zostać zniszczone przez Larsonów już dawno temu.
Gdyby w tej chwili wystąpiła i oskarżyła Tiffany, nawet gdyby zmyła makijaż, prawdopodobnie nie miałaby dowodów na to, że uratowała życie Matthew. Zamiast pakować się w kłopoty, wolała poczekać i zobaczyć, co się wydarzy.
Matthew zmierzył Veronicę wąskimi, przeszywającymi oczami, które stawały się coraz bardziej nieprzeniknione. „Doprawdy?”
Tiffany powiedziała: „Co za zbieg okoliczności, Veronico! Nie spodziewałam się, że cię tu spotkam. Też znasz Matthew?” Pamiętała, jak Matthew mówił jej, że rodzina zaaranżowała dla niego małżeństwo. <i>Czy Veronica może być tą kobietą, z którą Starsza Pani Kings próbuje go zeswatać? Ale jak poznała </i><i>Kingsów</i><i>?</i> Tiffany w głębi duszy siedziała jak na szpilkach.
Veronica nie kłopotała się odpowiadaniem Tiffany, która była uzależniona od aktorstwa. Zamiast tego zwróciła się do Elizabeth: „Proszę pani, skoro Młody Panicz Matthew ma już dziewczynę, nie mam powodu, by tu dłużej przebywać. Wracam pierwsza”. Badala grunt u Elizabeth, by zaplanować swój następny ruch. Musiała być ostrożna wobec Matthew, który był potężny i bezwzględny, oraz Larsonów, którzy grozili jej na każdym kroku, wykorzystując jej przybranych rodziców.
Widząc, że Veronica odwraca się do wyjścia, Elizabeth wstała i chwyciła ją za rękę. „Spokojnie, młoda damo! Usiądź najpierw”. Posadziła Veronicę na krześle. Następnie warknęła na Matthew: „Chodź ze mną, ty hultaju!”
„Tak, Babciu”. Po tych słowach Matthew poszedł za Elizabeth do wewnętrznego pokoju, nie zapominając rzucić Veronice znaczącego spojrzenia.
Z piskiem zamknęły się drzwi do wewnętrznego pokoju.
Tiffany nie mogła dłużej powstrzymywać gniewu. Podchodząc szybko do Veroniki, wycedziła pod nosem: „Veronico, ty su…”
<i>Plask! Plask!</i> Veronica obiła uszy Tiffany dwukrotnie, zanim ta zdążyła dokończyć zdanie. „Co jeszcze potrafisz poza nazywaniem mnie suką? Och, racja, wiesz jak zgrywać świętoszkę, przypisując sobie zasługi innych. Mam rację, siostrzyczko?”
















