Naznaczona przez Władcę Krwi

Naznaczona przez Władcę Krwi

Autor: Sienna Chase

6
Autor: Sienna Chase
13 maj 2026
„Kogo ja widzę, czyżby to Vicky” – rzucił z uśmiechem Julian, gdy przekroczyła próg tylnego pokoju. „Witam wszystkich, wracam na wyraźne życzenie. Co mogę dla państwa przygotować?” – zapytała. Dostała identyczne zamówienie na drinki jak poprzednio i zaraz potem z nimi wróciła.  „Zostałabyś moim talizmanem na szczęście podczas tej pierwszej gry? Na pewno by mi się przydało” – zapytał ją jeden z mężczyzn. Vicky nie znała jego imienia; był wysokim czarnoskórym mężczyzną o głębokiej, hebanowej karnacji. Swoje sięgające ramion włosy nosił splątane w drobne warkoczyki, ozdobione złotymi koralikami. Miał niezwykle intrygujące, miodowe oczy.  „Z największą przyjemnością, proszę pana” – odparła Vicky i podeszła do niego. Pomógł jej usiąść na swoich kolanach, po czym położył dłoń na jej plecach, by ją podtrzymać. Była zaskoczona tym, z jak ogromnym szacunkiem to zrobił. „Mów mi Malik, proszę” – powiedział swoim głębokim głosem. Kiedy mówił, dało się wyłapać bardzo delikatny akcent, którego Vicky nie potrafiła jednak umiejscowić. Pasował do niego. Gra się rozpoczęła, a Vicky ponownie spróbowała pojąć jej zasady. Przypominała nieco pokera, ale grali w zespołach i wszystko wskazywało na to, że wcale nie klasyczne pokerowe układy dawały im punkty.  „Skoro wciąż nie udało nam się odgadnąć twojego prawdziwego imienia, tajemnicza Vicky, zdradzisz nam chociaż, kim chciałabyś zostać, kiedy dorośniesz?” – zapytał Julian. „Jestem już całkiem dorosła. A kto powiedział, że nie satysfakcjonuje mnie bycie kelnerką?” – odpowiedziała. Wokół stołu rozległ się cichy śmiech. Ani Arthur, ani Vidar do nich nie dołączyli. Właściwie Vidar ledwie zaszczycił jej obecność uwagą. Vicky nie miała pojęcia, dlaczego tak ją to podirytowało. „Moja droga Vicky, jesteś stanowczo zbyt bystra, by mierzyć tak nisko” – stwierdził Malik. Tym razem to Vicky się zaśmiała. „Cóż, zgaduję, że przejrzałeś mnie na wylot. Mam nadzieję wrócić na studia w przyszłym roku. Zrobiłam sobie urlop dziekański” – przyznała.  „Obstawiam nauki polityczne, może coś ze skupieniem na nowym feminizmie” – zasugerował Oscar.  „Naprawdę macie mnie za kogoś aż tak nudnego?” – zapytała Vicky, udając urażoną.  „Nie, nie, jedynym odpowiednim kierunkiem dla takiej kobiety jak Vicky byłaby historia sztuki” – oznajmił im Arthur.  „Jakoś nie widzę, żeby szła w tę stronę” – rzucił azjatycki mężczyzna. W większości siedział w ciszy, a gładkość jego głosu aż zaskoczyła Vicky. „Zgaduję, że to coś bardziej nieoczywistego, może IT” – ciągnął dalej. Vicky spojrzała na niego osłupiała.  „Sądząc po wyrazie twarzy naszej uroczej kelnerki, powiedziałbym, że trafiłeś w sedno” – zachichotał Julian.  „Zgadza się, faktycznie studiuję informatykę” – potwierdziła Vicky.  „Informatyka to szeroka dziedzina. W czym się specjalizujesz?” – dopytywał Malik. W tym momencie Vicky się poddała. Nie widziała niczego złego w tym, by im powiedzieć. „Mam tytuł licencjata z nauki o informacji i jestem w trakcie robienia dyplomu z cyberbezpieczeństwa” – powiedziała.  „Kurwa, fantastycznie” – wymamrotał Vidar.  „Słucham, co to było?” – zapytał go Julian z figlarnym uśmiechem. „Nic” – sapnął Vidar i powrócił do ignorowania wszystkich w pomieszczeniu.  „Cóż, tajemnica zaczyna się rozwiewać. Skoro wiemy już, co jest twoją pasją, może w końcu uda nam się rozgryźć to przeklęte imię. Vivian?” – zgadywał Malik. „Pudło, przykro mi” – powiedziała Vicky. „Widzę, że wasze szklanki są puste. Macie ochotę na kolejną rundkę?” Wszyscy poza Arthurem poprosili o to, co zawsze. „Chciałbym, żebyś wybrała mi coś, co według ciebie powinno mi zasmakować” – zakomunikował jej. Vicky uśmiechnęła się i skinęła głową, choć za nim nie przepadała.  „Dam ci tysiaka, jeśli przyniesiesz mu czystą szkocką” – zaproponował Oscar.  „Spierdalaj, Oscar, to, że niektórzy z nas wykształcili kubki smakowe...” – zaczął Arthur. Jego temperament czaił się tuż pod tą wypolerowaną powierzchnią i to denerwowało Vicky. Wyszła do baru. „To co zwykle, ale zamień Cosmopolitana na Madrasa” – poinstruowała Rachel.  „Wszystko w porządku?” – zapytała szefowa, zaczynając nalewać.  „Tak, są... przyjaźni?” – odparła Vicky. Rachel uniosła brew. Daisy i Jessica, dwie kelnerki, które miały dziś zaplanowaną zmianę, posłały jej ukradkowe spojrzenia.  „Są wściekłe, że żadnej z nich nie przypadło w udziale obsługiwanie nieziemsko seksownych facetów w tamtym pokoju” – poinformowała ją Rachel, dostrzegając, że Vicky łapie te spojrzenia.  „Przecież one zdają sobie sprawę, że nigdy o to nie prosiłam, prawda?” – upewniała się Vicky. Nie potrzebowała, żeby koleżanki z pracy obróciły się przeciwko niej.  „Zdają, ale seksowni faceci i wielkie pieniądze potrafią wyciągnąć z ludzi to, co najgorsze” – pouczyła ją Rachel. Vicky skinęła głową, przejęła tacę z zamówieniem i ruszyła z powrotem. Wieczór trwał; od czasu do czasu zmieniała kolana, na których siadała, a gdy tylko zauważała, że kończą się im napoje, pytała, czy mają ochotę na dolewkę. Zbliżała się północ, kiedy Oscar ogłosił, że nadszedł czas, by porozmawiać o interesach. Wszyscy zamówili posiłki i poprosili Vicky, by wróciła za godzinę. Dziewczyna skierowała się do kuchni. Ponieważ nie była to jej zmiana w grafiku, nie czuła potrzeby, by pomagać na sali. Zamiast tego przekazała zamówienie Clarze i Nolanowi, a potem opadła na krzesło ustawione na uboczu i nienarażające jej na wejście w drogę pracownikom kuchni.  „Myślałam, że dziś nie pracujesz” – odezwała się Clara. „Bo nie pracuję. Zjadłam kolację z rodziną brata. Ale czwartkowa ekipa poprosiła, żebym to ja ich obsługiwała. Więc oto jestem” – odparła Vicky.  „Wow, no proszę. Więc jak tam dwa małe potworki?” – zapytała Clara. Clara była częścią rodziny w równym stopniu co Sebastian. Cała czwórka dorastała razem i traktowali się jak rodzeństwo. No, aż do momentu, gdy Sebastian zaprosił Vicky na randkę.  „Urocze jak zawsze. Aiden to taki sam pieszczoch jak zwykle” – poinformowała przyjaciółkę Vicky.  „Zgadza się, ale tylko dla ciebie” – zauważyła Clara. Vicky wzruszyła ramionami. „Coś się stało? Wydajesz się trochę nieskupiona” – zauważyła nagle. Vicky westchnęła i zerknęła w stronę Nolana. „Nolan, zrób sobie przerwę i najlepiej spędź ją z dala od kuchni” – poinstruowała go Clara. „Clara...” – zaoponowała Vicky. „Nieważne, gadaj” – rzuciła, gdy tylko Nolan zniknął za drzwiami. „Sebastian zaprosił mnie na randkę” – wyznała Vicky. „Och.” „W sensie taką prawdziwą randkę.” „Tak, zajarzyłam” – zachichotała Clara. „Co mu powiedziałaś?” – dopytywała. „Zgodziłam się. Myślisz, że to dobry pomysł?” – zapytała Vicky.  „Myślę, że tak, ale co ważniejsze – ty co o tym myślisz?” „Sama nie wiem. Jest gorący i to świetny facet. Mam na myśli, jest detektywem. Dosłownie znajduje się po tej dobrej stronie barykady. I wiem, że mogę mu ufać” – powiedziała jej Vicky. „I chyba od zawsze się w nim podkochiwałaś. Prawdziwe Vicky-serduszko-Sebastian” – stwierdziła Clara.  „Racja, więc to chyba dobrze, tak?” „Powiedziałabym, że tak. Ale jeśli czujesz inaczej, to też jest w porządku” – zauważyła Clara. „Czy ma to jakikolwiek związek z tym dupkiem, gównojadzie i kutafonie z mikroskopijnym fiutem, twoim byłym?” – zapytała po chwili. Ronald; imię, którego w towarzystwie Clary nigdy nie wymawiano, bo gwarantowało wywołanie u niej nieplanowanego amoku połączonego z żądzą mordu. Jeśli Vicky nie nabawiła się lęku przed odrzuceniem przed spotkaniem z nim, po tym jak ją zostawił, na sto procent się go dorobiła. W Vegas. Całkiem samą. Po tym, jak ukradł wszystkie jej pieniądze. I jej samochód. I klucz do pokoju hotelowego, za który sama zapłaciła. Vicky nie widziała niczego dziwnego w tym, że od tamtego dnia pozostawała singielką.  „Nie. Wiem, że Sebastian nie jest taki jak on. Nawet w najmniejszym stopniu. Ale... sama nie wiem. A co, jeśli będę się czuła, jakbym poszła na randkę z bratem?” – dopytywała Vicky. „Fuj. Wtedy mówisz: »Było miło, ale oboje wiemy, że lepiej funkcjonujemy jako przyjaciele«” – poradziła jej Clara.  „Racja, nigdy się nie dowiem, jeśli nie spróbuję” – rzuciła Vicky. „Owszem, nie dowiesz się” – zgodziła się Clara. „Kiedy ta randka?” „Jutro, dzięki temu mam mniej czasu, żeby stchórzyć. Odbiera mnie o szóstej.” „Kiedy wrócisz do domu, jeśli w ogóle wrócisz do domu – mrug, mrug, szturch, szturch – masz do mnie zadzwonić i o wszystkim opowiedzieć. Ze szczegółami” – nakazała jej Clara.  „Obiecuję.”  Po trwającej godzinę przerwie Vicky odebrała jedzenie i, ponownie wspomagana przez Nolana, zapukała do drzwi zaplecza. Po otrzymaniu pozwolenia weszli do środka, a ona zaczęła rozdawać talerze. „Mój drogi Nolanie, znów się spotykamy” – powiedział Julian, uśmiechając się do pomocnika kuchennego. „T-tak, dzień dobry” – bąknął Nolan. Vicky z trudem powstrzymała uśmiech. Nolan był zbyt uroczy jak na tę zgraję. „Udało ci się wreszcie poznać imię uroczej Vicky?” – zapytał Julian. Teraz już absolutnie bezwstydnie flirtował z Nolanem.  „N-nie, proszę pana” – odparł, oblewając się rumieńcem. Vicky zrobiło się żal przyjaciela i postanowiła ruszyć mu na ratunek. „No już, no już. Oszustwem jest wciągać w to Nolana” – stwierdziła, stawiając porcję ryby z frytkami przed Julianem.  „Och, to by zakładało, że gram czysto. A to żadna zabawa. Zdecydowanie wolę oszukiwać w każdy możliwy sposób” – odparł Julian, na co wszyscy mężczyźni zachichotali.  „Jest pan bardzo, ale to bardzo złym człowiekiem, Julianie” – powiedziała mu Vicky. Ale osiągnęła swój cel i uwaga przestała skupiać się na Nolanie, który wyglądał na niesamowicie odciążonego. „Przyniosę wam jeszcze napoje. Zaraz wracam” – zakomunikowała po chwili, upewniając się, że Nolan idzie przodem. Przyniosła mężczyronom drinki, a potem zostawiła ich, by mogli zjeść w spokoju. Po uprzątnięciu naczyń i podaniu kolejnej kolejki trunków, wieczór Vicky przebiegał tak jak na początku – krążyła z rąk do rąk jako ich talizman na szczęście. Panowie zdawali się pilnować, żeby nie wylądowała na kolanach u Arthura. Nie obchodziło jej, czy robili to po to, by go wkurzyć, czy po to, by ją chronić. Była po prostu wdzięczna, że nie musiała tam siadać. Coś w jego osobie sprawiało, że każdy z jej instynktów krzyczał: niebezpieczeństwo! Podczas gdy Arthur robił, co w jego mocy, by ściągnąć ją na swoje kolana – bezskutecznie – Vidar kontynuował ignorowanie jej. Vicky próbowała przekonywać samą siebie, że to dobrze. Najwyraźniej był gigantycznym dupkiem – przyznawała w duchu, że niezwykle seksownym, ale jednak dupkiem. Lepiej dla niej było trzymać się poza jego radarami.  Gdy wieczór dobiegł końca, mężczyźni wstali, podziękowali Vicky za uroczy czas i wyszli. Vicky uporządkowała salę, przygotowując ją na przyjście sprzątaczek. Następnie wyszła do baru, gdzie Daisy i Jessica rozmawiały z Rachel.  „Cześć, Vicky. Jeszcze raz dzięki, że nas wspomogłaś. Wyglądali na zadowolonych, sądząc po grubości tej koperty” – powiedziała Rachel, wręczając jej kolejną białą kopertę, masywniejszą od poprzedniej. „Dzięki, zaczynają zyskiwać przy bliższym poznaniu. Większość z nich” – stwierdziła Vicky, wsuwając kopertę do torby, nawet jej nie przeliczając. Nie chciała epatować nią przy Daisy i Jessice.  „Dobrze to słyszeć, bo padły pewne sugestie, żeby powtórzyć to w przyszłym tygodniu” – oznajmiła jej Rachel. Vicky nie umknęły skrzywienia na twarzach pozostałych dwóch kelnerek. „Wchodzę w to” – powiedziała.  „Zawsze się zmienialiśmy przy Czwartkowym Klubie” – zaprotestowała Jessica. „No właśnie, sprawiedliwie jest dać każdemu szansę na ten napiwek” – poparła ją Daisy. „To prawda, ale to było zanim klienci sami o nią poprosili. Czwartkowy Klub to bardzo hojni, stali bywalcy. Nie wkurzę ich tylko po to, by móc udawać, że życie jest sprawiedliwe. Obie miałyście swoją szansę, więcej niż raz, i jakoś nigdy nie prosili o żadną z was osobiście. Więc zachowujcie się jak dorosłe kobiety i weźcie się w garść” – podsumowała je Rachel.  „Dzięki, Rachel. Do zobaczenia za dwa dni” – powiedziała Vicky i ulotniła się, zanim zdążyło to przerodzić się w otwartą dyskusję. Miała tylko jeden cel: dotrzeć do domu i przeliczyć pieniądze z koperty. Dotarła na przystanek autobusowy i z satysfakcją odnotowała, że kolejny kurs ma za zaledwie pięć minut. Nagle naprzeciwko niej zatrzymał się czarny samochód. Jasna cholera, pomyślała, natychmiast go rozpoznając. Drzwi szofera otworzyły się i znany jej już mężczyzna wysiadł, obchodząc auto. „Dobry wieczór, mademoiselle” – odezwał się kierowca, otwierając przed nią drzwi.

Najnowszy rozdział

novel.totalChaptersTitle: 99

Może Ci Się Również Spodobać

Odkryj więcej niesamowitych historii

Lista Rozdziałów

Wszystkie Rozdziały

99 rozdziałów dostępnych

Ustawienia Czytania

Rozmiar Czcionki

16px
Obecny Rozmiar

Motyw

Wysokość Wiersza

Grubość Czcionki

6 – Naznaczona przez Władcę Krwi | Czytaj powieści online na beletrystyka