PERSPEKTYWA RUBY
Woń mojego partnera stała się w końcu wyczuwalna w wigilię moich 18 urodzin. Doprowadzała mnie do szaleństwa i zakłócała moje postrzeganie.
Jego ciężki, piżmowy zapach pociągał za struny mojego serca, i odkryłam, że pospiesznie przemierzam tereny watahy w poszukiwaniu go.
Odbywała się impreza upamiętniająca deszcz meteorów, który zdarzał się tylko raz w roku.
Każdy członek watahy Shadow Bane był na zewnątrz, integrując się i dobrze bawiąc ze sobą.
Obijali się też w pobliżu, każdy pogrążony w swoich uciechach.
Tymczasem ja byłam równie podekscytowana, żeby zobaczyć deszcz meteorów, ale jeszcze bardziej szczęśliwa, kiedy dotarło do mnie, że dzisiaj w końcu zostanę sparowana.
Ta myśl wypełniła mnie poczuciem spełnienia i euforii i sprawiła, że poczułam się jak małe dziecko, które właśnie dostało swój ulubiony cukierek.
Och, czy jest lepszy sposób na spędzenie tego ważnego dnia niż oglądanie tej uroczej scenerii z moim wybranym partnerem? Pomyślałam, pędząc obok namiotów, nie oglądając się za siebie, żeby się do niego zbliżyć. Do mojego partnera – mężczyzny, który mnie naznaczy, i ostatecznie zaakceptuje, jako swoją.
Jak będzie wyglądał? Kim on w ogóle może być? Co najważniejsze, czy jest członkiem tej watahy?
Te pytania zaprzątały mi umysł, wywołując we mnie pewne zamieszanie i zaniepokojenie.
Z pewnością był z tej watahy, ponieważ czułam jego zapach z tego terenu, i zaczęłam znowu myśleć.
Czy on też mnie oczekiwał? Czy był mną zainteresowany? I, co najważniejsze, jak będzie mnie traktował? Skazana na cierpienie i pogardę przez całe życie, posiadanie partnera, który by mnie kochał i uwielbiał, było jednym z moich największych pragnień, i modliłam się do bogini księżyca każdego dnia, żeby spełniła pragnienia mojego serca.
Teraz, kiedy byłam tak blisko zobaczenia go, miałam nadzieję, że się dogadamy i ostatecznie stworzymy trwałą więź.
Silną więź, która by nas zbliżyła. Taką, która podniesie moje serce i przyniesie mi tylko miłość i szczęście.
Och, jak bardzo tego pragnęłam! Pociągnęłam nosem, gdy łza niemal spłynęła mi po policzku, ale powstrzymałam ją.
Po ciężkim biegu przed siebie, porywczy zapach zaprowadził mnie do bardzo znajomego, majestatycznego namiotu, i zatrzymałam się gwałtownie na moim szlaku.
"Co? Nie! To nie może być prawda!" Moje oczy rozszerzyły się, gdy zdałam sobie sprawę, kogo bogini księżyca wybrała dla mnie na partnera.
To nie mogło się zdarzyć! Prawda? Zadawałam pytanie retorycznie, ale wiedziałam lepiej.
Namiot przede mną należał do Connora, niezaprzeczalnie przystojnego, wysokiego i krzepkiego syna Króla Alfy.
Był grzesznie przystojny dla oka, i był fantazją każdej kobiety.
Ja też byłam w nim szaleńczo zakochana, i muszę przyznać, że podkochiwałam się w nim od czasów nastoletnich, a teraz byłam w nim całkowicie zakochana po uszy.
Nie mogłam uwierzyć, że to jego bogini księżyca wybrała dla mnie, i natychmiast zrobiło mi się niedobrze w żołądku.
Powinnam być radosna, a nawet uszczęśliwiona, ale mój podświadomy umysł zdawał się nie odbierać sygnału, i mój zbyt chętny wilk 'Dahlia' nagle zamilkł.
Nie lamentowała ani nie waliła we mnie już więcej wściekle. Była ogłuszająco cicha, i jeśli to nie wskazywało na niebezpieczeństwo, to nie wiedziałam, co by wskazywało.
Wzdychając, z pulsującym tętnem, zbliżyłam się do namiotu, i nagle to usłyszałam.
Chaotyczny oddech i pełne rozkoszy jęki, które odbijały się echem z wnętrza, przeszyły moje uszy.
'Ałć!... Głę...biej!'
'O tak!'
'Connor. Tak!'
'O mój Boże!'
"C-co?" Gdy zrobiłam kolejny krok do przodu, wyszeptałam niemal niesłyszalnie, z łzami palącymi w tylnej części moich oczu – i to okazało się ogromnym błędem z mojej strony.
Powinnam była się odwrócić i uciec. Powinnam była pociągnąć moje stopy i złamane serce z dala od tego scenariusza, który mogłam sobie wyobrazić, ale moja ciekawość wzięła górę.
Nie... Nie! To prawdopodobnie był żart.
Gdy zajrzałam do namiotu, powiedziałam sobie to, i wtedy i tam, mój oddech się zaciął. Czas stanął w miejscu. I cały mój wszechświat runął wokół mnie.
Zaskoczona, odkryłam całkowicie nagiego Connora, który kopulował z inną kobietą na dużym kocu rozłożonym na podłodze.
On unosił się nad nią, pieprząc ją energicznie, z rękami zaciśniętymi wokół jej szyi, podczas gdy on chrząkał anomalistycznie.
Kobieta, kimkolwiek ona była, z drugiej strony, miała ramiona wokół niego. Z paznokciami wgryzionymi w jego szerokie plecy i szeroko rozłożonymi nogami, jęczała i obsypywała go pochwałami.
Boże! Łzy, które powstrzymywałam, spłynęły tym razem potokiem, gdy zdałam sobie sprawę, że mój partner spał z inną kobietą. On mnie zdradzał.
To znaczy, jeszcze się nie naznaczyliśmy ani nie potwierdziliśmy swojej więzi, ale już czułam do niego pewną zaborczość, a teraz musiałam to oglądać... Boże! Byłam całkowicie załamana.
"Partnerze!" Wyszeptałam cicho, i ku mojemu zaskoczeniu, było to wystarczająco słyszalne, aby oboje mnie usłyszeli.
Connor gwałtownie się zatrzymał i odwrócił swoją zamgloną twarz w moją stronę, jego wzrok zamarł i uwięził mnie w słabo oświetlonym wnętrzu namiotu.
Gdy jego nozdrza nieznacznie się rozszerzyły, a usta uformowały grymas, jego twarz pociemniała w obrzydzoną fizjonomię.
Mój żołądek się ścisnął na widok jego brzydkiej, okrutnej twarzy, która szybko zmieniła się w irytację bez śladu wyrzutów sumienia lub wstydu.
"O, ten zapach należy do ciebie?" Zapytał, marszcząc brwi, gdy powąchał, zanim dodał. "Nie jestem twoim partnerem, Omego. Nie ma mowy! Nie dam ci prawa do bycia moim partnerem ani Luną tej watahy. Z pewnością bogini księżyca robi sobie ze mnie jakiś żart." Zakończył złośliwym uśmiechem i wysunął swoje męskie członki z kobiety, wydając z siebie kolejny gardłowy pomruk.
Stojąc teraz w swoim egoizmie i nagości, zbliżył się do mnie, i zatoczyłam się, moje ręce opadły z klapy namiotu, którą wcześniej trzymałam.
"Ja... My..." Brakowało mi słów, gdy zatrzymał się całkowicie przy wejściu do namiotu, i przyjrzałam mu się uważnie.
"My?" Kiedy Connor zadrwił ze mnie, moje gardło stało się wyschnięte. "Co u licha myślałaś, mała omego? Że ja, Connor Bane, syn Króla Alfy i przyszły król alfy tej watahy, zaakceptuję cię jako mojego partnera tylko dlatego, że bogini księżyca nas sparowała?" Zaśmiał się ze mnie szyderczo.
"...co powiedzą członkowie watahy, co? Kurwa, to jest upokarzające, i nie mogę się zmusić do myślenia, że zostałem sparowany z takim szmaciarzem jak ty?" powiedział po chwili.
"Co za absurdalny żart!" Kobieta, z którą był, zamruczała, robiąc sobie ze mnie żart, któremu towarzyszył chichot, i cofnęłam wzrok do niej, tym razem analizując ją naprawdę.
Wiedziałam, kim ona była.
To była Delilah. Uznana kochanka Connora i znana alfonska watahy.
Spała w łóżkach tak wielu znanych wilczych członków, i plotki głosiły, że pieprzyła nawet samego Króla Alfy, ale nie chciałam w to wierzyć.
Jak mogła mieć romans zarówno z ojcem, jak i synem? Była oszałamiająca, z pewnością, ale mimo to...
Leżąc majestatycznie na kocu, z niebieskim kołdrą zakrywającą jej talię, ale pozostawiającą górną część jej ciała nagą, a jej opadające piersi na widoku, Delilah wbiła we mnie wzrok bez mrugnięcia.
"Cóż, po prostu ułatwmy to nam obu, mały szkodniku..." Connor zadrwił ponownie, robiąc krok do przodu z determinowanym wyrazem twarzy, i wtedy uderzyło mnie to ponownie.
Zamierzał mnie odrzucić. Mój tak zwany partner nie dbał o to, jak wpłynie to na moją reputację w watahy, ani o to, jak bardzo zostanę upokorzona w wyniku tego. Nie obchodziłam go. Taki był po prostu okrutny.
Powstrzymałam łzy, z rękami zaciśniętymi mocno po bokach, czekając na jego ostateczny wyrok i wywołujące rozpacz i tortury zerwanie więzi, które wkrótce mnie dopadną.
"Ja, Connor Bane, formalnie odrzucam ciebie, omego Ruby Conri, jako potencjalną partnerkę i Lunę! Tak, odrzucam ciebie!"
Powiedział ostatnie słowa gwałtownie, i mogłam wyczuć w nich odrobinę złości.
Bycie zmiażdżoną to mało powiedziane; byłam zdruzgotana, gdy dreszcze bólu przebiegły przez moje żyły.
"Och, biedna Ruby..." powiedziała sarkastycznie Delilah, "...po prostu nie jesteś materiałem na Lunę. Jesteś żałosnym pretekstem dla wilka. Myślałaś, że możesz złapać syna Alfy jako sierota i renegatka. Bogini księżyca popełniła straszny błąd, łącząc was oboje, tego jestem pewna." Zakończyła głośnym chichotem, który rozległ się po całym namiocie, a jej słowa wystarczyły, żebym pękła.
Po zebraniu sił i mając już dość, zdecydowałam, że nadszedł czas, aby odejść i pielęgnować swój żal w samotności.
Przecierając policzki, wypadłam z namiotu, odwracając się i biegnąc bez oglądania się za siebie.
Gdy mijałam tłumy wilków, zauważyłam, że festiwal nadal trwał, i większość z nich z zadowoleniem oglądała wspaniały deszcz meteorów z uśmiechami na twarzach i ramionami owiniętymi wokół swoich bliskich.
Wszędzie, gdzie spojrzałam, widziałam pary wtulone w siebie, mówiące słodkie słówka i wskazujące na niebo, ale w moim przypadku było odwrotnie.
Właśnie zniosłam najbardziej upokarzające kpiny w moim życiu. Bolało to nawet bardziej niż cała złość i pogarda, której doświadczałam od czasu śmierci moich rodziców, gdy byłam dzieckiem.
Nagle byłam bez partnera i bezradna, i zadrżałam gwałtownie, gdy rozmyślałam o moim smutnym życiu.
Kiedy zobaczyłam butelkę do połowy wypitego alkoholu na pobliskim stole przy ognisku, zamrugałam i złapałam ją bez wahania.
Połknęłam każdą kroplę, ignorując palące uczucie w gardle, złapałam kolejną sąsiednią butelkę – tym razem pełną po brzegi, na moje szczęście – i wypiłam ją od razu.
I tak dalej i tak dalej. Ignorowałam patrzące wilki i nadal brałam butelkę po butelce, upijając się do oszołomienia, aż stałam się niebezpiecznie pijana, moje oczy boleśnie się rozmazywały.
Jednocześnie ogromny przypływ adrenaliny zalał mnie, i moje ciało ogarnęło dziwne, pyszne uczucie.
Moje uda trzęsły się nieodwracalnie, włosy na mojej skórze stanęły na baczność, i moje kobiece części również pulsowały.
Co do cholery się działo?! Miałam ruję!
Poczułam zawrót głowy, gdy mój umysł wirował z szokiem i zdumieniem, próbując zrozumieć, co się ze mną dzieje.
Od bycia odrzuconą sekundy wcześniej do nagłego wejścia w ruję, to wszystko było dla mnie bardzo dziwne.
Nie było nikogo, kto mógłby mi pomóc wyjść z tego bałaganu, i zastanawiałam się, dlaczego bogini księżyca wybrała mnie spośród wszystkich ludzi do grania w tę grę.
Nie zasługiwałam na to, żeby być w jakikolwiek sposób torturowana. Nie zasługiwałam. W moje urodziny, nie. Nie po tym, jak reszta dnia układała się tak dobrze.
Odsunęłam się od ludzi – a raczej od watahy – w moim stanie nietrzeźwości, a następnie poszłam głębiej w ciemny las.
Może jeśli znajdę miejsce, żeby odpocząć, wszystko wróci do normy, i poczuję się o wiele lepiej.
Jednak z każdym krokiem, który robiłam w lesie, moje pożądanie się nasilało.
Właśnie wtedy, gdy wierzyłam, że wszystko się skończyło, mój nos wyczuł szalony aromat z daleka, i zostałam namówiona, żeby go ścigać, gdy moje podekscytowanie wzrosło, a soki kapały mi po nogach.
Po kilku kolejnych krokach dotarłam do miejsca i byłam zaskoczona, że stoję za mocno zbudowanym, klatkowym mężczyzną.
Jego szerokie, muskularne plecy były zwrócone do mnie, i nie wydawał się zauważać mojej obecności, gdy stałam nieruchomo za nim.
"Och mój..." Zachichotałam pijacko, moje oczy mrugnęły, gdy zatoczyłam się do przodu, aż byłam znacznie bliżej niego, a następnie drżąco położyłam rękę i umieściłam ją na jego chropowatym ramieniu.
Napiął się natychmiast, najwyraźniej dostosowując się do mojej obecności, i zamiast zdejmować ręce, kontynuowałam głaskanie szorstkiej, owłosionej skóry, a całe moje ciało drżało szaleńczo.
To było takie przyjemne... Zamknęłam oczy, gdy dryfowałam w krótki trans, ale kiedy się odwrócił, moje oczy otworzyły się ponownie szeroko, i nawiązałam nieograniczony kontakt z błyszczącymi, lśniącymi zielonymi kulami.
Moje serce zabiło szybciej, gdy wpatrywałam się przeszywająco w niezidentyfikowanego nieznajomego, którego twarz była częściowo zasłonięta i nie do końca widoczna dla mnie, ponieważ wszystko było ciemne. Tylko błyszczące światło księżyca świeciło na nas.
Mimo że nie mogłam rozpoznać jego rysów, a atmosfera wokół niego była niepokojąco ciemna i napięta, poczułam się do niego pociągnięta.
Jak ćma, do płomienia.
Jak ma na imię? Co to dokładnie oznacza? Zapytałam retorycznie, z opadającą szczęką, gdy próbowałam mówić, ale on mnie ubiegł.
Głębokim, ochrypłym głosem, który coś zrobił z moimi wnętrznościami, wyszeptał. "Partnerka, moja!"