**LARA**
Słowa padają w nagłej ciszy. Moje ramię wciąż zwisa bezużytecznie u boku, zdrętwiałe i ociekające płynem, ale przynajmniej to powiedziałam. Przynajmniej to wybrzmiało. Profesor Montgomery patrzy na naszą trójkę, a jego spojrzenie jest ostre i oceniające.
– Dlaczego miałaby… – zaczyna, po czym przerywa w pół zdania. Wypuszcza powietrze nosem, najwyraźniej odkładając to pytanie na później,
















