**LARA**
Następnego ranka wstaję bladym świtem. To znaczy, dzwoni budzik, a ja przewracam się na drugi bok i odmawiam ruchu. Dźwięk przecina pokój zbyt ostro, jest natarczywy i okrutny jak na godzinę, która wydaje się całkowicie nieuzasadniona. Zakopuję się głębiej w pościeli, wtulając twarz w poduszkę, jakby to mogło sprawić, że hałas ustanie. Budzik staje się głośniejszy. Nadal go ignoruję, jęcz
















